Zanzibar to archipelag u wschodnich wybrzeży Afryki, wchodzący w skład Tanzanii. Wyspa Unguja, którą odwiedzałem wraz z żoną, jest stosunkowo mała, ale jej różnorodność siedlisk jest zdumiewająca – las tropikalny, mangrowy, pola uprawne, wybrzeże i rafy koralowe tworzą mozaikę, która dla ptasiarza stwarza okazję na fantastyczne obserwacje i wzbogacenie swojej życiowej listy o nowe egzotyczne gatunki.
Do wycieczki do Tanzanii chciałem odpowiednio się przygotować, zakupiłem więc przewodnik terenowy Birds of East Africa z serii Princeton Field Guides. Według moich kalkulacji i weryfikacji w książce na Zanzibarze miałem mieć możliwość znalezienia około 94 gatunków, w tym kilka endemitów niedostępnych nigdzie indziej na świecie. Wyprawa na Zanzibar nie jest optymalna jeśli chodzi o liczbę gatunków możliwych do zaobserwowania. Dużo lepsza w tym celu byłaby kontynentalna część kraju. Nam jednak tym razem zależało głównie na wygodzie i relaksie na plaży, obserwacje ptaków miały być tylko miłym dodatkiem. Mimo to wyspa Unguja, na której wschodnim wybrzeżu mieliśmy spędzić 8 dni, również oferowała wiele ciekawych i egzotycznych ptaków.
Nocleg przez cały wyjazd w Dongwe Club Vacanze na wschodnim wybrzeżu wyspy okazał się trafiony podwójnie: ogromny ogród i odpływ odsłaniający rozległy pas dna zatoki to ornitologiczny raj tuż za barem hotelowym. Hotel składał się z wielu małych domków rozsianych po naprawdę imponujących rozmiarów ogrodzie. Przestrzeń hotelowa była bardzo zadbana, w ogrodzie rosło mnóstwo drzew, palm i wszelkiego rodzaju kolorowych kwiatów. I to właśnie w ogrodzie hotelowym spędziłem pierwsze dwa dni pobytu, kiedy nieprzyzwyczajony do takich upałów próbowałem się zaaklimatyzować.







Wspaniały był to ogród nie zapomnę go nigdy. Dosłownie 3 metry od chodnika, którym codziennie spacerowali turyści kilka par wikłaczy żółtych uwiło swoje misterne gniazda. Na każdym niemal krzewie ozdobionym kolorowymi kwiatami skakały nektarniki pięciu różnych gatunków. Liczba ruszających się punktów pośród bujnej roślinności i nieznanych mi śpiewów i odgłosów była w pierwszych dniach przytłaczająca. Ale już mniej więcej 3 dnia nauczyłem się rozróżniać odgłosy i wsłuchiwałem się w te, których jeszcze nie znałem. A to dopiero początek…
Cały nasz pobyt na Zanzibarze spędziliśmy w hotelu Dongwe Club Vacanze mieszczącym się na południowo-wschodnim wybrzeżu wyspy Unguja. Kiedy wybierałem hotel na nasz pobyt kierowałem się kilkoma rzeczami – wygodą i wysokim standardem, dostępem do plaży oraz okolicą umożliwiającą obserwacje ptaków. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, hotel oferuje swoim gościom noclegi w małych domkach rozsianych po ogromnym i bardzo zadbanym egzotycznym ogrodzie, w którym spędziłem godziny na śledzeniu ptaków i nauce ich śpiewów. Najbliższa okolica również oferowała wiele świetnych miejsc do obserwacji. Plaża, do której hotel miał bezpośredni dostęp i przy której miał bardzo długie, drewniane molo oferowała możliwość obserwacji wielu gatunków wodnych. To dlatego, że wschodni brzeg wyspy jest bardzo podatny na odpływy, podczas których odsłania się dno na bardzo dużym obszarze – a to wymarzone miejsce dla ptaków siewkowych, czapli i rybitw. Okoliczne nieużytki zarośnięte gęstym buszem również pełne były ptaków (niestety, od ptaków, więcej było tam tylko śmieci).











Kolejną dużą zaletą tego wyboru była niewielka odległość do zatoki Chwaka Bay, na której w aplikacji eBird zgłoszonych było całe mnóstwo gatunków, które chciałem zobaczyć. Inną lokacją, którą miałem w planie odwiedzić był Jozani Natural Park – jedyny park narodowy na Zanzibarze.
Park słynie przede wszystkim z endemicznej małpy – gerezanki trójbarwnej (Cercopithecus kirkii).

Dla miłośnika ptaków stanowi równie fascynujące miejsce — spotkać tu można turaka koroniastego, którego tak bardzo chciałem spotkać. Gęsty las mglisty przechodzi w namorzyny nad zatoką Chwaka, tworząc mozaikę siedlisk przyciągającą zarówno gatunki leśne, jak i wodno-błotne. To jedno z tych miejsc, gdzie już o świcie, przy akompaniamencie pohukiwań i fletowych treli, można poczuć, że stoi się w samym centrum ewolucyjnej wyspy na skrzyżowaniu szlaków migracyjnych Afryki Wschodniej. Wstęp do parku jest możliwy wyłącznie w towarzystwie przewodnika, a tak się składa, że dla miłośników ptaków park zorganizował specjalną opcję wycieczki VIP. Z takiej właśnie skorzystaliśmy i był to strzał w dziesiątkę – nasz przewodnik Milo był doświadczonym obserwatorem, który zabrał nas na wycieczkę w pierwszej kolejności na pobliskie pola uprawne. Tam spotkaliśmy całą masę nowych dla mnie ptaków, a trafił się również i jeden bardzo ciekawy wąż, czający się na ofiarę w gęstym krzewie.










Niestety, ten dzień nawet o wczesnym poranku był mega upalny. Skwar i gorąc był tak dokuczliwy, że po 3 godzinach spaceru doznałem udaru słonecznego. Początkowo wydawało mi się, że chwila odpoczynku i dodatkowego nawodnienia załatwi sprawę, ale się myliłem. Sprawa zaczęła być poważna, kiedy rozpoczął się potworny ból i zawroty głowy i nudności. Pomimo ogromnej determinacji i chęci zobaczenia turaka koroniastego musiałem przerwać wycieczkę. Ten dzień skończył się dla mnie około godziny 12, ponieważ efekty przegrzania i odwodnienia utrzymywały się aż do nocy. To była cenna lekcja pokory, która dała mi wiele do myślenia, głównie o tym, że będę musiał kiedyś tam wrócić
Świetnym pomysłem była dla nas również wycieczka rowerowa do Chwaka Bay. Co prawda wynajęte w hotelu rowery według europejskich standardów nadawały się bardziej na złomowisko niż na wynajem turystom, ale nie zmienia to faktu, że w akompaniamencie skrzypnięć i stukotu dały radę dostarczyć nas z hotelu nad zatokę i z powrotem. A nad samą zatoką spotkało mnie duże zdziwienie, spodziewałem się sporej liczby mew, rybitw, siewek oraz zimorodków w namorzynowej gęstwinie. Z całego tego zestawu moje oczekiwania spełniły tylko siewki, nie widziałem tam ani jednej mewy, rybitwy czy zimorodka.
Dopisały jednak krabożery, czaple czarne, siwe, nadobne i białe. A pośród sporych stad sieweczek obrożnych dało się wypatrzeć takie perełki jak sieweczka białoczelna, sieweczka piaskowa, sieweczka pustynna, sieweczka syberyjska. A w drodze powrotnej udało się wypatrzyć wisienkę na torcie – odpoczywającego na palmie sokoła ciemnego. Każdemu ptasiarzowi rekomenduję odwiedzenie tego miejsca.






Wybraliśmy się na Zanzibar z Itaką, to była nasza pierwsza prawdziwa wycieczka do Afryki (wcześniej byliśmy tylko na Fuertaventurze, która geograficznie jest częścią Afryki, ale kulturowo i politycznie to Europa), dlatego woleliśmy nie podejmować się organizacji na własną rękę. Jedną z niewątpliwych zalet podróżowania z biurem podróży są ciekawe wycieczki dodatkowe i z takiej właśnie oferty skorzystaliśmy wybierając się na wycieczkę na plantację przypraw i do Stone Town.
Szczególnie dobrze zapamiętamy wycieczkę po plantacji przypraw, w końcu mogę powiedzieć, że pokazałem żonie gdzie pieprz rośnie! I to dosłownie! Lokalni przewodnicy oprowadzili nas po dużym ogrodzie pełnym roślin, które w Polsce znamy głównie z książki kucharskiej. Mieliśmy okazję zobaczyć jak rośnie i smakuje lokalny pieprz, wanilia, goździki, cynamon, kardamon, imbir, gałka muszkatołowa i kurkuma (a to nadal tylko część listy). Wycieczka zakończyła się pokazem wspinania na palmę, zakupami i pysznym obiadem z lokalnych składników.

Następnie przyszedł czas na zwiedzanie wpisanego na listę Unesco Stone Town i muszę przyznać, że to jest atrakcja dla ludzi o mocnych nerwach i dobrze przygotowanych na szok kulturowy. Informacje o handlu niewolnikami i warunkach w jakich ten handel się odbywał to tylko początek, później trzeba zderzyć się z porażającym smrodem lokalnego targu, na którym sprzedaje się mięso i ryby. A to nadal tylko dodatek do wszędobylskich żebraków i handlarzy pamiątkami, którzy niekiedy nawet szantażem próbują coś Ci sprzedać.
Ptasio, ten dzień nie obfitował zbyt wiele obserwacji, na plantacji przypraw widziałem te same ptaki, które kręciły się wkoło hotelu, a w mieście jedynym nowym gatunkiem, jaki wpadł na listę była mewa przydymiona widziana w porcie.

Zanim spakujesz lornetkę, zadbaj o formalności i wymagane dokumenty. Podstawowym dokumentem jest paszport ważny co najmniej 6 miesięcy od daty wyjazdu z Tanzanii — dotyczy to każdego podróżnego, włącznie z dziećmi. Potrzebna jest również wiza, turystyczna kosztuje około 50 dolarów i można ją załatwić na dwa sposoby: przez internet jeszcze przed wylotem albo na miejscu po przylocie na lotnisko. Od 2024 roku wszyscy odwiedzający Zanzibar muszą wykupić również ubezpieczenie podróżne wyłącznie od Zanzibar Insurance Corporation (ZIC) — standardowe polisy zagraniczne nie są akceptowane i brak tego dokumentu może skutkować odmową wjazdu.
Jeśli chodzi o zdrowie, jeśli podróżujesz z Polski nie ma wymaganych szczepień, ale zalecane są szczepienia przeciwko WZW A i B oraz durowi brzusznemu. Zanzibar leży w strefie endemicznej malarii, dengi i kilku innych chorób przenoszonych przez komary, na które nie ma skutecznych szczepionek — profilaktyka przeciwmalaryczna i dobry repelent to absolutna konieczność, szczególnie dla kogoś, kto planuje spędzać świt i zmrok w terenie.

Jeśli chodzi o sprzęt i ciuchy jakie warto zabrać na obserwacje ptaków w tropikach postaw na przewiewne, długie spodnie i koszulę z długim rękawem w stonowanych kolorach (zieleń, beż, brąz), które jednocześnie chronią przed słońcem, owadami i drapiącą roślinnością. Jeśli chodzi o optykę, lornetka 8×42 to dobry kompromis między polem widzenia a jasnością obrazu w zacieniony lesie; warto ją zabezpieczyć szczelnym pokrowcem, bo skoki wilgotności i tropikalny kurz mogą zaszkodzić Twojej optyce. Solidne buty za kostkę z nieprzemakalną membraną są wskazane — ścieżki w namorzynach i lesie bywają błotniste przez cały rok, a również na skalistych fragmentach plaż bardzo przydadzą się buty z twardą podeszwą.

W Internecie można znaleźć również porady o tym, aby zabrać ze sobą lunetę i wiadomo w obserwacji ptaków luneta zawsze spoko, ja jednak jej nie brałem i wcale nie żałuję. Podczas całej wyprawy raz tylko żałowałem, że nie mam ze sobą lunety, większość obserwacji można prowadzić z odległości odpowiednich dla lornetki. Moim zdaniem luneta + statyw to duży gabaryt i waga, którą spokojnie można oszczędzić w swoim bagażu.
Nowe gatunki na mojej życiowej liście:
Lista obserwacji mogłaby być sporo dłuższa, ale nie udało nam się zrealizować wszystkich punktów programu jakie pierwotnie zakładałem. Kiedy planowałem wyprawę na Zanzibar miałem nadzieję wybrać się również na wyspę Pemba, gdzie można znaleźć kilka endemitów – niestety przez wrodzonego lenia i udar, który skutecznie mnie odstraszył od takich wojaży, zrezygnowaliśmy z tego planu.
Zanzibar to nie tylko turkusowa laguna z folderu biura podróży — to wyspa, gdzie w ciągu jednego spaceru możesz przejść od luksusowego resortu przez targowisko pełne zapachów goździków i smażonej ryby do wąskich uliczek Stone Town, gdzie pranie suszy się między budynkami z epoki sułtanatu. Bieda jest tu widoczna gołym okiem i nie ma sensu jej romantyzować — ale równie widoczna jest godność, z jaką ludzie tutaj żyją, oraz bezinteresowna serdeczność, którą okazują przybyszom z miejsca, gdzie wszystko jest bogatsze i łatwiejsze. Na plażach nieuchronnie trafisz na beach boyów — lokalnych sprzedawców, przewodników i organizatorów wszystkiego — którzy podejdą z uśmiechem i propozycją wycieczki, masażu albo świeżego kokosa. Część z nich bywa natarczywa, ale agresji tu nie ma; to po prostu ludzie szukający zarobku w miejscu, gdzie turystyka jest jednym z niewielu dostępnych źródeł dochodu.

Warto jednak pamiętać, że rozdawanie pieniędzy, słodyczy czy drobiazgów dzieciom — choć odruchowo wydaje się miłym gestem — w dłuższej perspektywie szkodzi lokalnej społeczności: utrwala żebractwo, zniechęca dzieci do szkoły i sprawia, że każdy biały turysta staje się chodzącym bankomatem. Jeśli chcesz wesprzeć miejscowych, zrób to świadomie — kup coś na targu, skorzystaj z usług lokalnego przewodnika, zjedz w małej restauracji z dala od hotelowej strefy.
Będąc już na Zanzibarze bardzo szybko wejdą Ci w krew 3 zwroty z suahili, które będą bardzo przydatne i sprawią uśmiech na twarzy każdego napotkanego lokalsa:
Jambo – Cześć!
Pole pole – Powoli, powoli – to ich odpowiedź na każde opóźnienie 
no i sławne w świecie – Hakuna matata – nie ma problemu, wszystko git
Krótko mówiąc, zdecydowanie tak! Pomimo że poszukiwanie ptaków nie było tym razem naszym głównym pomysłem na wypoczynek i tylko dwa z ośmiu dni w pełni poświęciliśmy birdwatchingowi, udało mi się zaobserwować 38 nowych na życiowej liście gatunków. A to wynik, który przy bardziej ukierunkowanym wyjeździe na ptaki Zanzibar można by spokojnie podwoić.
Zanzibar ma tę rzadką zaletę, że działa na wielu poziomach jednocześnie — obserwację ptaków można tam bez żadnego problemu połączyć ze zwykłym zwiedzaniem i wypoczynkiem. Egzotyczne ptaki są dosłownie wszędzie, czasami na wyciągnięcie ręki. Las Jozani, namorzyny zatoki Chwaka, otwarte wybrzeża przy odpływie, nieużytki zarośnięte buszem — każde z tych miejsc oferuje zupełnie inną awifaunę. Jeśli więc zastanawiasz się, czy warto kombinować z birdwatchingiem przy okazji urlopu all inclusive — odpowiedź brzmi: absolutnie tak, i to bez żadnych wyrzeczeń dla reszty towarzystwa.
My wybraliśmy ofertę all inclusive w Itaka, i to również był świetny pomysł, pierwszy prawdziwy kontakt z Afryką był nieco szokujący, ale bardzo ekscytujący. Tego właśnie potrzebowaliśmy, a biuro podróży zadbało o wszystkie nasze wygody. Jeśli planujesz obserwację ptaków Zanzibar jako dodatek do urlopu – zdecydowanie polecam tę opcję. Myślę, że kolejną wyprawę do Afryki po tym doświadczeniu będę miał już odwagę zorganizować samemu.

Wyprawa na ptaki to doskonały sposób na poznawanie przyrody, a także odkrywanie piękna rodzimych krajobrazów. Polska oferuje niezwykle różnorodne miejsca, w których można spotkać zarówno pospolite gatunki, jak i te bardziej tajemnicze, o istnieniu których wielu nie zdaje sobie sprawy. Czy wiedziałeś, że kilka kroków od codziennych ścieżek można zaobserwować ptaki, które zachwycają nawet doświadczonych ornitologów? Aby takie spotkania były owocne, warto wcześniej zadbać o kilka kluczowych elementów – od wyboru miejsca i terminu, przez odpowiedni sprzęt, aż po kwestie logistyczne i zasady etyki w terenie.
Pierwszym etapem planowania krajowej wyprawy na ptaki jest określenie, kiedy ma się ona odbyć, ponieważ odpowiedni dobór miejsca w dużej mierze zależy od wybranej pory roku. Ptaki w Polsce wykazują różnorodne zachowania i aktywność w poszczególnych sezonach, a także migrują, co wpływa na to, jakie gatunki oraz w jakiej liczbie można zaobserwować. Dlatego dobrze jest zacząć od wyboru terminu, a dopiero potem dopasować do niego miejsca szczególnie atrakcyjne w danym okresie.

Wiosna to szczególny czas na obserwacje ptaków, gdy wiele gatunków wraca z zimowisk i zaczyna okres lęgowy. W Polsce jest kilka miejsc idealnych do podziwiania tego spektaklu natury. Do najciekawszych lokalizacji należą m.in.:
Lato to czas, gdy ptaki aktywnie wychowują młode, a lasy i łąki pełne są śpiewu i życia. To doskonały moment, aby obserwować gatunki leśne, a także te związane z terenami wodnymi, które często są mniej dostępne w innych porach roku. Warto wybrać miejsca, gdzie można zobaczyć ptaki w naturalnym środowisku, korzystając z dobrze przygotowanych ścieżek i punktów widokowych.

Polecane miejsca do obserwacji ptaków latem w Polsce:
Warto pamiętać, aby latem zwracać uwagę nie tylko na ptaki, ale też na respektowanie spokoju ich siedlisk, zwłaszcza podczas sezonu lęgowego.
Jesień to wyjątkowa pora roku dla miłośników obserwacji ptaków, głównie za sprawą intensywnych migracji. W tym czasie na niebie i w rezerwatach można podziwiać ogromne, często tysiącowe stada ptaków przemieszczających się na południe. Wyraźnie widać ruch różnych gatunków – od żurawi i gęsi, po ptaki wodne oraz morskie. Najlepsze do obserwacji są miejsca położone na szlakach migracyjnych, szczególnie w pobliżu największych zbiorników wodnych i wybrzeża Bałtyku, gdzie ptaki odpoczywają przed dalszą wędrówką.

Polecane miejsca do obserwacji ptaków jesienią:
Obserwacja jesiennych migracji to świetna okazja, by zobaczyć zarówno pospolite, jak i rzadkie gatunki w imponujących ilościach, często z pomocą dostępnych wież widokowych i czatowni terenowych.
Zima to pora, gdy przyroda wycisza się, jednak właśnie wtedy można obserwować gatunki wyjątkowe dla tej części roku, jak ptaki drapieżne czy ptaki północne przylatujące do Polski na czas chłodu. To także doskonały moment na wyprawy do rozległych lasów i nad zbiorniki wodne, gdzie ptaki wodne gromadzą się w dużych stadach. Tereny północno-wschodniej Polski oferują szczególne możliwości dla miłośników „sów”, które najchętniej pokazują się w cichych, oszronionych borach i na skraju mokradeł. Takie wyprawy wymagają dobrej organizacji, ciepłego ubrania i przestrzegania zasad etyki terenowej.

Miejsca, które szczególnie polecam na obserwację ptaków zimą:
Podczas organizowania wyprawy na ptaki warto szczegółowo zaplanować kwestie logistyczne, szczególnie środki transportu oraz czas podróży. Należy rozważyć, czy zaplanować wyjazd samochodem dającym większą mobilność i swobodę poruszania się po okolicy, czy też skorzystać z komunikacji publicznej, uwzględniając lokalne połączenia do mniejszych miejscowości blisko ptasich atrakcji. Ważnym aspektem jest stworzenie dokładnego harmonogramu wyprawy, pozwalającego na dotarcie do punktów obserwacyjnych w optymalnych godzinach – często najciekawsze ptasie zjawiska mają miejsce wcześnie rano lub późnym popołudniem. Planując trasę, opłaca się zadbać o możliwość łatwego przemieszczania się pomiędzy miejscami obserwacji, by maksymalnie wykorzystać swój czas w terenie.

W poszukiwaniu noclegu osobiście zawsze celuję w lokale położone jak najbliżej najatrakcyjniejszych ptasich miejscówek, dzięki czemu każdego poranka łatwo i szybko mogę dotrzeć do punktu obserwacyjnego – co jest kluczowe, jeśli zależy nam na najciekawszych, porannych obserwacjach. Szczególnie polecam agroturystyki, gdzie łatwo znaleźć komfortowe warunki pobytu w pobliżu rezerwatów czy parków narodowych.
Planując swoje wyprawy, najczęściej korzystam z Nocowanie.pl, czyli polskiego portalu rezerwacyjnego. Bardzo dobrze sprawdzają się tam noclegi nad jeziorem, które pozwalają w pełni wykorzystać czas spędzony w terenie. To naprawdę wygodne rozwiązanie – kilka kliknięć i mam nocleg, z którego w pięć minut jestem w punkcie obserwacyjnym.
A jeśli szukamy noclegów jeszcze bliżej Natury – dosłownie na jej granicy – warto zajrzeć również na AlohaCamp. To miejsce, gdzie łatwo znaleźć obiekty położone bezpośrednio przy terenach idealnych do obserwacji ptaków, takich jak Mazury, Bory Tucholskie czy inne regiony, które wymieniam w tym artykule. Część noclegów działa wręcz jak małe obserwatoria, więc to dobra opcja jeśli chcemy maksymalnie skrócić logistykę i mieć Naturę dosłownie za progiem.
Temat sprzętu, jaki warto ze sobą zabrać podczas wyprawy na ptaki to w zasadzie temat na całą kategorię osobnych wpisów. Do każdej wyprawy na ptaki warto odpowiednio się przygotować również pod względem sprzętu. Podstawą i elementem potrzebnym na każdym wyjściu na ptaki jest dobra lornetka. Dodatkowo luneta na statywie pozwoli podglądać ptaki z dużej odległości, zwłaszcza w otwartych przestrzeniach. Konieczny będzie aparat fotograficzny z zapasowymi kartami pamięci i bateriami, a także atlas do identyfikacji ptaków lub jego cyfrowa wersja na telefonie. Siatka maskująca pozwoli ukryć się przed czujnymi gatunkami – szczególnie jest pomocna podczas zasiadek przy czatowniach lub w otwartym terenie. Warto zabrać też smartfon z zainstalowaną aplikacją do rozpoznawania śpiewu ptaków (np. Merlin, BirdNET), która pomaga identyfikować gatunki po głosach.
Z ekwipunku sezonowego zalecam dopasować wyposażenie do warunków: zimą niezastąpiony będzie termos z gorącym napojem, ciepłe rękawiczki, czapka czy ogrzewacze do dłoni. Latem niezbędny okazuje się repelent na komary oraz przewiewne, jasne ubrania chroniące przed słońcem. W każdej porze roku należy mieć ze sobą zapasowe baterie do urządzeń elektronicznych i power bank, a w trudnym terenie może przydać się wodoodporny pokrowiec na sprzęt optyczny oraz solidne buty terenowe na długie marsze w naturze.
Więcej na temat ekwipunku birdwatchera znajdziesz w kategorii – Ekwipunek

Gdziekolwiek się nie wybierasz nigdy nie powinieneś zapominać o zasadach etycznego obserwatora. To najistotniejszy punkt w całym programie. Nieprzestrzeganie tych prostych zasad szkodzi nie tylko zwierzętom, które z takim zamiłowaniem wyszukujemy w terenie. Szkodzi też nam samym. Postępowanie nieetyczne może prowadzić do prawdziwych ptasich tragedii, a nawet skończyć się źle dla samego obserwatora. Za to stosowanie się do zasad i praktyczne podejście leave no trace daje nam dużą szansę, że ptaki które obserwujemy będą miały się dobrze i będą cieszyć oczy również innych obserwatorów w przyszłości.
To bardzo proste, jako obserwatorzy musimy być odpowiedzialni żebyśmy mieli co obserwować. Szczegółowe zasady, które warto stosować opisałem w artykule – Etyka obserwatora przyrody – 15 zasad
Wybierz teren znany z dużej liczby gatunków – np. parki narodowe, rozlewiska, lasy czy wybrzeża. Przydatne do tego są portale, na których obserwatorzy zgłaszają swoje obserwacje np. Ornitho lub eBird – dzięki nim możesz sprawdzić, gdzie szukać konkretnych gatunków i gdzie warto się wybrać.
Najwięcej ptaków jest aktywnych wcześnie rano oraz tuż przed zmierzchem, ale niektóre gatunki drapieżne spotkasz także w południe. Pora roku ma duże znaczenie – wiosną i jesienią warto planować wyprawy pod kątem migracji.
Szukaj kwater, agroturystyk lub pensjonatów położonych jak najbliżej miejsc ptasich, aby rano szybko dotrzeć na miejsce. Właściciele takich miejsc często są też źródłem przydatnych informacji o lokalnych gatunkach i najlepszych miejscówkach do obserwacji.
„Jeszcze jak” – wycieczka ornitologiczna to świetna forma edukacji i relaksu, warto zabrać zeszyty obserwacji, a dzieci zachęcić do wypatrywania ptaków w formie małej gry i rywalizacji. Dzieci będą miały fajną rozrywkę na świeżym powietrzu, okazję do zdrowego ruchu i przy okazji mogą nauczyć się wielu przydatnych umiejętności.
Nie – w większości miejsc nie są wymagane żadne formalności, ale trzeba przestrzegać regulaminów rezerwatów i parków narodowych oraz zasad ochrony przyrody. Oczywiście należy też uszanować własność prywatną i jeżeli planujecie wejść na teren prywatny uzgodnić to wcześniej z właścicielem.
Organizacja krajowej wyprawy na ptaki to fascynujące wyzwanie, które wymaga przemyślanego planowania czasu, miejsca i odpowiedniego wyposażenia. Polska, dzięki różnorodności swoich siedlisk i zmienności pór roku, oferuje znakomite warunki do obserwacji zarówno powszechnych, jak i rzadkich gatunków.
Kluczowe jest dopasowanie lokalizacji do sezonu oraz dobrze zaplanowana logistyka, która pozwoli maksymalnie wykorzystać czas w terenie. Nie mniej ważny jest odpowiedni sprzęt – od lornetki i lunety po aplikacje mobilne, które ułatwiają rozpoznawanie ptaków. Zachowanie etyki i troska o przyrodę zapewnią, że wyprawa przyniesie satysfakcję zarówno miłośnikom przyrody, jak i samym ptakom. Dzięki zdobytym wskazówkom każdy może wyruszyć na niezapomnianą przygodę z birdwatchingiem w Polsce.
Do zobaczenia w terenie! Owocnych obserwacji!
Artykuł powstał we współpracy z Nocowanie.pl

Staram się z żoną, aby co roku odłożyć pieniądze na krótszą lub dłuższą zagraniczną wycieczkę. Na koniec 2024 roku planowaliśmy wyprawę na ptaki do Omanu, która jednak nie wypaliła, postanowiliśmy więc poszukać innego równie lub nawet bardziej atrakcyjnego kierunku wyprawy. Udało nam się zebrać całkiem solidny budżet, dlatego szukaliśmy kierunku egzotycznego. Wybór padł na Azję i Sri Lankę. Cejlon zdawał się oferować nam wszystko, czego szukamy na wyprawach. Ciekawą kulturę, ciepły klimat, bajkowe krajobrazy, piaszczyste plaże i dziką przyrodę.
Rozpocząłem zatem research i okazało się, że Sri Lanka nie tylko jest w naszym zasięgu finansowym, ale też oferuje mi niezwykłe bogactwo endemicznych gatunków ptaków. Zamówiłem zatem bilety lotnicze, a chwilę później podręcznik do identyfikacji cejlońskich ptaków. Następnie siadłem do eBird i przeszukałem wyspę w poszukiwaniu miejscówek, które nie tylko będą obfitowały w dzikie ptaki, ale też dadzą nam okazję do zapoznania się z niezwykłą kulturą Sri Lanki.


Wrony orientalne i czaple siodłate to najbardziej pospolite ptaki Sri Lanki, spotykaliśmy je dosłownie wszędzie i w ogromnych ilościach.
Sri Lanka, pomimo że nie jest dużym krajem, to jest bardzo zróżnicowana. Wyspa dzieli się na strefy mokrą i suchą, które zmieniają się zależnie od pory roku. Nasza wycieczka była zaplanowała na styczeń kiedy to najlepsza pogoda jest w zachodniej i południowej części wyspy. Podczas researchu okazało się również, że ptaki, które chciałbym znaleźć, także występują bardzo lokalnie i żeby spełnić zakładany cel będziemy musieli sporo podróżować po wyspie. Po dłuższym namyśle opracowaliśmy plan, który wprawdzie nie okazał się idealny, ale dał nam możliwość zobaczenia wielu ciekawych miejsc i spotkania mnóstwa egzotycznych ptaków i zwierząt.
Nasz plan podróży po Sri Lance kształtował się następująco:
Plan okazał się dobry, ale nie idealny, kiedy rezerwowałem, noclegi wydawało mi się, że z tych lokacji będziemy mieli bardzo blisko do miejsc, które chcieliśmy odwiedzić. Niestety transport na Sri Lance zajmuje mnóstwo czasu nawet kiedy nie korzysta się z komunikacji publicznej. W efekcie mamy powody, żeby jeszcze kiedyś tam wrócić 

Zanim dotarliśmy do naszej pierwszej lokacji na południu wyspy, nasz kierowca zawiózł nas w kilka ciekawych miejsc. Na początek na moją prośbę pojechaliśmy Bellanvila Attidiya Sanctuary gdzie przespacerowaliśmy się wzdłuż kanału Nedimala. Pierwszy birdwatching na Sri Lance były bardzo ekscytujący. Początkowo nie wiedziałem, w którego ptaka mam celować obiektywem. Na tym etapie niemal wszystkie ptaki Sri Lanki były dla mnie nowe i nie wiedziałem, czy mam akurat jedyną niepowtarzalną okazję na sfotografowanie nowego gatunku, czy będzie on się pojawiał w każdym miejscu, które odwiedzimy. Na koniec wycieczki okazało się, że wszystkie poza jednym ptakiem tam spotkanym będę widywał jeszcze często. Tym, którego widziałem tylko tam, był bączek żółtawy polujący w szuwarach.
Dużo emocji w tym miejscu wzbudziło w nas również pierwsze spotkanie z wyjątkowo wielkim waranem, który chillował sobie na moście. Później widywaliśmy te gady jeszcze wielokrotnie, ale z tak bliska i tak dużego osobnika mieliśmy okazję obserwować tylko tu.

Po drodze zatrzymaliśmy się też w kilku innych miejscach, ale nie związanych z ptakami, a w tym artykule właśnie na birdwatchingu chce się skupić, więc nie będę Was zanudzał
Nasza pierwsza lokacja noclegowa była ulokowana pomiędzy morzem, mokradłami a laguną Rekawa. Jak nietrudno się domyśleć wybrałem to miejsce głównie z powodu chęci obserwacji ptaków wodnych, ale nie tylko. Plaża przy naszym hotelu zupełnie nie nadawała się do pływania w morzu z powodu bardzo silnych i wysokich fal, jednak było to bardzo istotną zaletą. Na plażę właśnie styczniowymi nocami, korzystając z silnych fal wlewających się na brzeg, wychodzą samice żółwi morskich, aby złożyć jaja. Wystarczy wyjść na nocny spacer po plaży i można spotkać wielkie żółwie. My mieliśmy takie szczęście już drugiej nocy. Swoją drogą zupełnie odradzam skorzystania z usług Turtle Watch. To nic innego jak pobieranie opłaty za wejście na plaże jednym konkretnym wejściem. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wejść na plaże bezpłatnie innym wejściem, wystarczy mieć ze sobą latarkę.

Okolice naszego pierwszego hotelu okazały się idealne do obserwacji ptaków. Byłem bardzo zaskoczony pustkami, jakie panowały nad morzem i na lagunie, ale za to okoliczne podmokłe pastwiska i liczne zadrzewienia zrekompensowały mi to w 100%. Pierwsze dni pobytu spędziłem na fotografowaniu tych najbardziej pospolitych i łatwo osiągalnych gatunków. Było ich całe mnóstwo, ale dość szybko zacząłem łapać się na tym, że widuje ciągle te same. Dlatego już po dwóch dniach zacząłem być bardziej wybredny i szukałem trudniej osiągalnych ptaków. W okolicy hotelu udało mi się znaleźć całą masę ciekawych ptaków. Poniżej mała galeria.







































A to nadal nie wszystko, bo do galerii wrzuciłem tutaj tylko ptaki, które były nowe na mojej lifeliście. Poza tymi, które widzicie w galerii spotkałem również w Rekawie również bieliki białobrzuche, kanie bramińskie, warzęchy, sieweczki morskie, sieweczki rzeczne, rybitwy rzeczne, wielkodziobe i białowąse, kleszczaki azjatyckie, sroczki zmienne, perkozki, majny brunatne, ślepowrony i wszędobylskie synogarlice perłoszyje.
Każdy dzień był przepełniony emocjami związanymi z obserwacją nowych gatunków. Z wypiekami na twarzy obserwowałem, jak wydłuża się moje życiowa lista. A szczytem szczęścia, jakie spotkało mnie w tym miejscu było wypatrzenie z plaży delfin. Według lokalnego znawcy, najprawdopodobniej było to butlonos indyjski. Co prawda na zdjęciu udało mi się uchwycić tylko jego płetwę grzbietową, ale obserwacja i tak bardzo cieszy.

Przebywając na południowym wybrzeżu, planowaliśmy również wybrać się na zwiedzanie miasta Galle oraz zabytkowego fortu wojennego, który się tam znajduje. Po drodze zaplanowaliśmy również wizytę w rezerwacie przyrody Kottawa, gdzie naszym przewodnikiem był super sympatyczny Rohan. Oprowadził on nas po dżungli, opowiadając o lokalnych gatunkach roślin oraz zwierząt. Ptaków nie widzieliśmy tam prawie w ogóle, bo udało się zaobserwować jedynie kwiatówki i bilbila czarnoczubego. Za to znaleźliśmy kilka bardzo ciekawych zwierząt.





Zwiedzając rezerwat, należy się naszykować na inwazje krwiożerczych pijawek. Nie są to pijawki jak u nas, pijawki w Sri Lance poruszają się po lądzie, wspinają na buty i bezlitośnie kąsają. Polecam uważać, bo naprawdę bardzo łatwo je złapać, a odrywanie ich od ciała jest dość bolesne.
Również przechadzając się po zabytkowym forcie w Galle, udało mi się wypatrzeć kilka ciekawych ptaków. Po niebie fruwały salangany brunatne, czubiki koroniaste, jaskółki cejlońskie i indyjskie, a nawet udało się wypatrzeć jerzyka nepalskiego. Na morzu zaś zauważyłem sporą grupę rybitw odpoczywających na obmywanej przez fale skale. Udało się zidentyfikować wśród nich rybitwy bengalskie i żółtodziobe.







Jednym z obowiązkowych punktów programu dla ptasiarza wybierającego się na cejlońską wyspę powinno być safari w Parku Narodowym Udawalawe. Wybraliśmy się tam pewnego dnia jeszcze przed świtem i skorzystaliśmy z usługi proponowanej przez kolegę naszego kierowcy, co było okropnym błędem, bo zostaliśmy oszukani. Ruch w Parku Narodowym odbywa się tylko w samochodach terenowych, więc żeby go zwiedzić, należy wynająć auto i zapłacić za bilet. Bilety do Parku obowiązują na cały dzień, ale tylko na jednorazowy wjazd, więc jeżeli wyjedzie się z Parku i chce się wrócić trzeba zapłacić ponownie.
Wynajmując auto, popełniłem straszny błąd, nie dopytałem na jakiś czas, ów wynajem będzie obowiązywał. Biorąc pod uwagę cenę, jaką zapłaciliśmy oraz zasady działania biletów wstępu wydawało mi się to oczywiste, że wynajem jest na cały dzień. Niestety już po 3 godzinach safari kierowca naszego Jeepa wyjechał z parku pomimo moich protestów. Na koniec pokłóciłem się tylko z właścicielem Jeepa, zaoferował on jeszcze 3 godziny, ale biorąc pod uwagę zasady parku, musielibyśmy ponownie kupić bilety wjazdu. W efekcie zapłaciłem 100 dolarów za 3 godziny wynajmu Jeepa i po 2×20 dolarów za wjazd. Mimo oszustwa, na które jak frajer dałem się złapać, ten dzień wcale nie był tragiczny. Te 3 godziny jazdy po trawiastych równinach pełnych gęstych krzaków, rozlewisk rzeki Walawe przyniósł mi całą masę obserwacji nowych gatunków ptaków. Co więcej, wiele z tych gatunków widziałem tylko tam.


















Poza całą masą ptaków, które były dla mnie zupełnie nowe widzieliśmy także sporo gatunków, które obserwowałem już wcześniej w Tajlandii i trochę gatunków występujących w Europie jak np. ślepowrony, warzęchy, czaple białe i siwe czy dudki. Park Udawalawe zdecydowanie kryje w sobie jeszcze więcej ptaków, których nie udało nam się odkryć. Ptaki Sri Lanki to jednak niejedyna grupa dzikich zwierząt, które bardzo przyjemnie ogląda się z pokładu auta terenowego. Tego dnia obserwowaliśmy również liczne słonie indyjski, krokodyle, jelenie Aksis oraz mieliśmy szczęście natknąć się także na szakala złocistego.




Jeżeli czytasz ten artykuł z myślą o organizacji wycieczki na ptaki Sri Lanki, zdecydowanie zarezerwuj jeden dzień na safari w Parku Narodowym Udawalawe.
Jeszcze na długo przed wylotem, podczas przygotowania do wycieczki znalazłem kontakt do lokalnego ptasiarza, który zaserwował mi kilka praktycznych rad. Za jego namową skontaktowałem się z jego kolegą Sadunem, który mieszka w okolicy miasta Tissamaharama. Sandun miał pokazać nam okoliczne sowy, szczególnie te, które możliwe jest zlokalizować jeszcze za dnia. Obiecywał, że odwiedzimy kilka miejsc, w których mamy szansę obserwować ketupę bosonogą, sowicę brunatną, sóweczkę prążkowaną oraz syczka indyjskiego. Po zmroku mieliśmy też odwiedzić lokację, w której często widywał płomykówki. Sandun okazał się bardzo sympatycznym i rozmownym przewodnikiem. Jeździł przed nami skuterem, prowadząc naszego kierowcę w dość trudne i w ogóle nieoczywiste, jak na obserwację dzikich ptaków miejsca. Na początku klucząc, w wąskich uliczkach znaleźliśmy wszystkie cztery gatunki sów, które obiecywał.




Po emocjonującej obserwacji sów ruszyliśmy nad jedno z wielkich jezior, gdzie wybraliśmy się na spacer wzdłuż brzegu. Tam udało się znaleźć pierwszego dzięcioła na Sri Lance – sułtannika cejlońskiego. Po strzeleniu kilku fotek ruszyliśmy w miejsce sławne z powodu latających lisów. Tak, to nie pomyłka, na Sri Lance żyją latające listy. To bardzo specyficzny gatunek ogromnych nietoperzy, których pyszczki naprawdę przypominają lisy.
Wizyta w tym miejscu okazała się świetnym pomysłem, mieliśmy tam okazję obserwować kolejne krokodyle, bardzo dużą kolonię ślepowronów, wśród których nawet na chwilę pokazał się bączek czarny, któremu niestety nie zdążyłem zrobić fotografii. Zostało mi to jednak bardzo szybko wynagrodzone, bo znaleźliśmy tam również wojownika indyjskiego pożywiającego się świeżo upolowana czaplą siodłatą, widzieliśmy rybożera białosternego na gnieździe i bociana białoszyjego spacerującego po polu ryżu. A chwilę po zmroku pokazały się dwie płomykówki!






Sandun prowadzi swój maleńki biznes polegający na oprowadzaniu po okolicy miasta Tissamaharama zagranicznych turystów. Jest super sympatycznych chłopakiem, z dużą wiedzą o lokalnych ptakach i innych zwierzętach. Oferuje wycieczki trwające od kilku godzin do całodniowych z nocną wyprawą na sowy i węże. Jak na europejskie standardy jego stawki nie są zbyt wygórowane, więc każdemu z Was serdecznie polecam kontakt z Sandunem i skorzystanie z jego oferty.
Ornitologiczną wycieczkę wkoło Tissamaharamy możesz zamówić na stronie – https://srilankabirds.com/
Po fantastycznym pobycie na południowym wybrzeżu ruszyliśmy w kierunku dżungli Sinharaja. Plan był prosty, wyjechać dość wcześnie, aby załapać się jeszcze na popołudniowy spacer w okolicy naszego skromnego miejsca noclegowego, a następnego dnia z rana ruszyć z przewodnikiem do Parku Narodowego. Niestety plan, pomimo że niezbyt skomplikowany okazał się niemożliwy do realizacji. Przede wszystkim okazało się, że droga do naszego noclegu trwała około 5 godzin, pomimo że do pokonania mieliśmy tylko kilkadziesiąt kilometrów. Zmuszeni byliśmy jechać bardzo powoli po wąskich i zniszczonych dróżkach wiodących po górskiej grani. Widoki były spektakularne, ale niestety w większości przesłonięte przez deszcz. Po długiej i męczącej podróży dotarliśmy na miejsce, niestety bardzo mocny deszcz nie dawał za wygraną.


Zatrzymaliśmy w malutkiej noclegowni na skraju dżungli, dzięki temu nawet pomimo ulewy udało się zobaczyć kilka ciekawych gatunków ptaków. A kiedy późnym popołudniem deszcz na chwilę ustał, od razu ruszyłem na poszukiwania. W efekcie znalazłem ikoniczne ptaki Sri Lanki – papugi zwisogłówki złotawe. Dzięki pomocy właściciela naszego noclegu miałem okazję także obserwować szczeciaki równosterne, trerony żółtolice, szlarniki cejlońskie i indyjskie, kilka dziwogonów i na deser pojawił się także endemiczny pstrogłów żółtoczelny.







Wieczorem już po zachodzie słońca, nadal w strugach deszczu wracając z kolacji, w świetle latarki zauważyłem duży kształt na końcu jednej z tyczek zatkniętych na pastwisku, na które mieliśmy widok z tarasu. Przyświeciłem mocniej i osłupiałem. Pierwsza myśl = puchacz jarzębaty! Właściciel noclegu nawet wspominał mi przed kolacją, że widuje tę sowę w okolicy. Niestety kiedy pobiegłem po aparat i poprosiłem żonę o przyświecenie latarką w stronę ptaka, okazało się, że to tylko ketupa bosonoga, którą oglądałem dwa dni wcześniej z Sandunem.

Następnego dnia spotkało nas największe rozczarowanie z całej naszej podróży po Sri Lance. Deszcz, a raczej ulewa, nie ustała nawet na minutę podczas nocy, a o poranku tylko się nasiliła. Po krótkiej rozmowie z naszym przewodnikiem doszliśmy do wniosku, że w takich warunkach wycieczka do wnętrza dżungli Sinharaja nie tylko nie ma większego sensu, ale może być nawet niebezpieczna. Mając na uwadze to i fakt, że po takiej wycieczce czekałaby na nas kilkugodzinna podróż do kolejnego miejsca, zrezygnowaliśmy. Miejsce, które miało kryć najwięcej endemicznych gatunków Cejlonu, nadal pozostaje dla mnie tajemnicą. Wielka szkoda.
Ponieważ w okolicy dżungli Sinharaja non stop padało postanowiliśmy wyruszyć do miasteczka Sigiriya w centrum wyspy już o poranku. Deszcz lał nieprzerwanie przez pierwsze dwie godziny jazdy, co tylko nas utwierdziło w przekonaniu, że wyprawa w takich warunkach do dżungli nie miała sensu i podjęliśmy słuszną decyzję. Tym bardziej że trasa do Lwiej Skały okazała się dodatkowo bardzo długa i trudna. Dopiero po 6 godzinach dotarliśmy na miejsce, w którym również okazało się, że padało przez cały czas. Był to dzień, który w zasadzie w całości spędziliśmy w aucie i patrząc z perspektywy czasu, całkiem nieźle się złożyło, że załamanie pogody przytrafiło się akurat tego dnia.
Poprawa pogody nastąpiła już rankiem kolejnego dnia, co oczywiście postanowiłem wykorzystać. Wyszedłem na krótki spacer, zanim jeszcze moja żona się obudziła. Ominąłem kilka pól ryżowych, na których żerowały ibisy i przeczesałem okoliczny las oddzielający nasze miejsce noclegowe od wejścia do kompleksu Lwiej Skały. Była to bardzo dobra decyzja, ponieważ na polach ryżowych widziałem tylko gatunki, które znalazłem już wcześniej na południu wyspy. W lesie za to trafiło mi się kilka bardzo skrytych, ale ciekawych gatunków, które wydłużyły moją życiową listę.



Po śniadaniu spakowaliśmy plecak i ruszyliśmy na Lwią Skałę. Przy kasie biletowej były jednak takie ogromne kolejki, że oboje straciliśmy ochotę płacić 30 dolarów od osoby, aby potem stać w bardzo długiej kolejce turystów czekających na wejście na ikoniczną skałę. Dowiedzieliśmy się jednak od pewnego lokalsa, że całkiem niedaleko stamtąd jest druga skała w malowniczy sposób górująca na dżunglą, z której też jest piękny widok na Lwią Skałę. Postanowiliśmy zatem tam spróbować szczęścia. Grzecznie odmówiliśmy hordzie kierowców TukTuków, którzy chcieli nas tam zawieźć i ruszyliśmy spacerem przez las w stronę skały Pidurangala.
Na miejscu okazało się, że i tutaj obowiązuje opłata za wejście, uzasadniona potrzebą utrzymania świątyni, która znajduje się u podnóża skały. Cena była jednak nieporównywalnie niższa, a i kolejka nie była czymś, czym trzeba się było przejmować. Drogę na górę w zdecydowanej większości stanowiły schodki, a tylko ostatnie kilkadziesiąt metrów trzeba było pokonać, wspinając się po skałach. Dla sprawnej osoby nie powinno to stanowić wielkiego wyzwania. Widok ze skały był wspaniały, płaska dżungla rozpościerająca się wszędzie wkoło i piękna ogromna Lwia Skała wybijająca się ponad wszystko. Nic dziwnego, że na jej szczycie wybudowano pałac jeszcze w V wieku. Majestat aż bije od tego miejsca. Niestety nie było nam dane długo nacieszyć wzrok, chwilę po dotarciu na szczyt znowu się rozpadało.



Wycieczka na Pidurangala była też świetną okazją do złapania kilku kolejnych gatunków ptaków na życiową listę. Po drodze w lesie udało mi się ogromnym fartem wypatrzeć drozdaczka ognistogłowego, który przysiadł tylko na sekundę i zniknął w gąszczu. Przy kompleksie pałącowych Sigiriya na szczycie drzew zauważyłem też dwa ptaki, które były jednym z podstawowych celów wyprawy na Sri Lankę – dziobiorożce cejlońskie! A wracając do hotelu spotkałem także dzięcioła brązowogłowego oraz pstrogłowa czerwonoczelnego.



Następnego dnia planowaliśmy już wyjazd do ostatniego miejsca na mapie, na zachodnie wybrzeże, gdzie chcieliśmy odpocząć po cejlońskich wojażach. Przed wyjazdem jednak o poranku wybrałem się nad okoliczne jezioro, które zachwalali wszyscy kierowcy TukTuków chcąc oczywiście mnie tam zawieźć. Twierdzili oni, że jest tam cała masa ptaków, których nie znajdę nigdzie indziej
Zweryfikowałem ich słowa i pewnie nie będziecie zaskoczeni, kiedy powiem, że faktycznie była tam spora ilość ptaków, ale nic, poza tym, co obserwowałem na mokradłach na południu wyspy. Dopiero wracając na okolicznym pastwisku wypatrzyłem coś, czego wcześniej nie widziałem – kukułkę siwobrzuchą.

Nasza ostatnia lokacja na Sri Lance znajdowała się w okolicy miasta Chilaw. Hotel był fantastycznie ulokowany pomiędzy plażą a dużą laguną. Przepiękne miejsce prowadzone przez starszego dżentelmena, który był zafascynowany moim hobby. Był to idealny wybór na odpoczynek po aktywnym zwiedzaniu Sri Lanki i świetne miejsce na zregenerowanie sił przed lotem powrotnym. Pobliskie pola ryżu i rezerwat Anawilundawa dały okazję do ponownego podziwiania licznych ptaków. Spędziliśmy tutaj kilka ostatnich dni, głównie na wypoczynku przy basenie i spacerach na plaży.


Podczas moich kilkukrotnych spacerów po okolicy udało mi się wypatrzyć jeszcze kilka nowych gatunków ptaków, które zasiliły moją życiową listę. Rzutem na taśmę na listę wpisały się kruczynka wielka, krogulec mały, ostrolot palmowy i świergotek szponiasty. Ostatecznie wynik obserwacji nowych dla mnie ptaków zamknął się na 104 gatunkach! Według mnie wynik spektakularny, a gdyby nie uciążliwy deszcz, przez który ominęła mnie wycieczka do Parku Narodowego Sinharaja byłby jeszcze bardziej imponujący.




Wycieczka na Sri Lankę była najbardziej skomplikowanym wojażem zagranicznym, jaki zdecydowałem się zorganizować na własną rękę. Mimo to uważam, że pomimo kilku niedociągnięć udało nam się bardzo fajnie spędzić te 10 dni na wyspie Cejlon w poszukiwaniu ptaków Sri Lanki. Niemniej gdyby udało nam się uniknąć kilku poważnych błędów, na pewno satysfakcja z wycieczki byłaby jeszcze większa. Dlatego postanowiłem zawrzeć w tym artykule kilka rad, które powinny Wam pomóc lepiej odnaleźć się w tym przepięknym, ale nieco dzikim kraju. Oczywiście bierzcie pod uwagę, że nasz wyjazd był skoncentrowany na poszukiwaniu dzikich ptaków, więc nie odwiedziliśmy wielu atrakcji, które dla innych podróżników byłyby punktami obowiązkowymi. Z tego samego powodu też nie wymieniałem w tekście atrakcji kulturowych i religijnych, które odwiedziliśmy. Mam jednak nadzieję, że porady z poniższej listy będą dla Was przydatne.





O ubezpieczeniu na tę podróż pomyśleliśmy dopiero przed samym wyjazdem. Z pomocą przyszło nam AXA Partners, w którym udało nam się wykupić polisę w trybie ekspresowym i to w bardzo przystępnej cenie, jak na oferowany zakres ubezpieczenia. Na szczęście nie musieliśmy korzystać z oferowanych w polisie usług czy wnioskować o odszkodowanie, ale przebywając na Sri Lance, wielokrotnie czuliśmy ulgę, że się ubezpieczyliśmy.
Nie czuliśmy się jakoś szczególnie zagrożeni, ale jednak sytuacji, które przy odrobinie pecha mogły się dla nas zakończyć poważnymi konsekwencjami, było sporo. Przede wszystkim muszę wspomnieć o wszędobylskich bezpańskich psach. Były ich dosłownie setki. Większość z nich, nic sobie nie robiła z naszej obecności, ale zdarzyło mi się kilka razy odganiać agresywne psy statywem od aparatu.
Kolejnym aspektem, który kilkukrotnie podwyższył nam ciśnienie, był ruch drogowy, który odbywa się według prawa silniejszego. Krótko mówiąc, pierwszeństwo ma ten, kto ma większe auto. Mieliśmy nawet jedną kolizję, na szczęście nie groźną, która skończyła się lekkim zarysowaniem przedniego zderzaka. Warto zauważyć, że na Sri Lance co 4 godziny, ktoś ginie w wypadku samochodowym (źródło – http://www.srilankapolonia.pl/?id=184)
Oczywiście trzeba też brać pod uwagę ewentualne wypadki losowe i choroby, którymi możemy się tam zarazić. Aby wybrać się na Sri Lankę, nie są wymagane obowiązkowe szczepienia, jednak warto mieć z tyłu głowy potencjalne problemy zdrowotne, które mogą nas dopaść w tak egzotycznym kraju. My jako zabezpieczenie na wypadek potrzeby skorzystania z pomocy medycznej wybraliśmy ubezpieczenie turystyczne w AXA. Zakup polisy oferującej atrakcyjny zakres (suma ubezpieczenia w najwyższej opcji to nawet 40 000 000 mln zł) w bardzo przystępnej cenie udało się dopiąć w kilka minut. Wystarczyło kilka kliknięć i po chwili polisa pobrała się na telefon, dzięki czemu mieliśmy ją cały czas przy sobie, na wszelki wypadek. Dało to nam dodatkowe poczucie bezpieczeństwa podczas naszej podróży. Nawet, pomimo że finalnie polisa się nam nie przydała, zdecydowanie było warto ponieść ten dodatkowy wydatek, który w stosunku do wszystkich kosztów związanych z wycieczką stanowił około 1%.

Nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że dziesięciodniowy pobyt na Sri Lance to zdecydowanie zbyt krótko, żeby wyśledzić wszystkie interesujące mnie gatunki zwierząt, skorzystać ze wszystkich atrakcji czy zwiedzić wszystkie zabytki. Podczas naszej wycieczki zrezygnowaliśmy z planowanego rejsu na wieloryby (przez pogodę), nie pojechaliśmy do trzech parków narodowych, które potencjalnie mnie interesowały – Yala, Bundala i Wilpattu. Do Sinharaja pojechaliśmy, ale przez ciągłe ulewy nie było sensu w ogóle wybierać się do dżungli. Krótko mówiąc, pomimo że wycieczka była fantastyczną przygodą, czujemy lekki niedosyt i chęć, żeby jeszcze kiedyś odwiedzić to przepiękne miejsce. Ptaki Sri Lanki nadal mogą znacznie zasilić moją ornitologiczną lifelistę, a fantastyczni ludzie tam mieszkający na pewno chętnie przywitają turystę ciekawego ich kultury i zwyczajów. Myślę, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie z Cejlonem 
Jeżeli wy myślicie nad wycieczką w to miejsce, przestańcie myśleć i zacznijcie działać! Naprawdę warto! A jeśli pojawią się u was jakieś wątpliwości lub pytania, postaram się na nie odpowiedzieć w komentarzach
Ptaki Afryki wschodniej – ptasia wyprawa na Zanzibar

Wrona siwa (Corvus corone) to średniej wielkości ptak z rodziny krukowatych. Jej charakterystyczną cechą jest czarny płaszcz piór na głowie, szyi, skrzydłach i ogonie, który kontrastuje z jasnoszarymi piórami na brzuchu i grzbiecie. Ma długie, szare nogi i czarny dziób. Tęczówki oczu są ciemnobrązowe. U tego gatunku nie występuje wyraźny dymorfizm płciowy, więc w terenie nie da się odróżnić samca od samicy.
Wrona siwa mylona jest często ze swoimi krewnymi z rodziny krukowatych. Najczęściej z krukiem i gawronem, wrona siwa jest jednak mniejsza niż kruk. Dodatkowo kruk i gawron są całe czarne, więc wronę najłatwiej odróżnić po szarym brzuchu i grzbiecie.
Wronę od kawki stosunkowo łatwo odróżnić. Wrona jest sporo większa i w swojej szacie ma dużo więcej szarego koloru niż kawka. Dokładny opis kawki znajdziesz tutaj – Kawka – opis i zwyczaje miejskiego ptaka

Wrony siwe podobnie jak inne ptaki z rodziny krukowatych są bardzo inteligentne i przebiegłe. Potrafią używać prymitywnych narzędzi (np. patyk do wydłubania pokarmu z trudno dostępnego miejsca) i rozumieją proste zależności przyczynowo skutkowe. Co zadziwiające ptaki te nie przechodzą testu lustra, w którym sprawdza się, czy ptak rozpozna w lustrze własne odbicie, ale potrafią go używać jako narzędzia do zdobywania pokarmu. Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie w Auckland w Nowej Zelandii przez Felipe S. Medina Rodrigueza wykazały, że wrony potrafią zlokalizować pokarm, który jest widoczny jedynie w lustrzanym odbiciu i za jego pomocą dostać się do smakołyków.2
Są one również bardzo społeczne i potrafią uczyć się od siebie nawzajem, np. jeśli jedna wrona odkryje nowe źródło pożywienia, inne wrony mogą obserwować ją i naśladować jej zachowanie.
Jak wykazują badania wrony są zdolne również rozpoznawać ludzkie twarze i je zapamiętywać. Ptaki potrafią rozróżnić ludzi nawet pomimo prób oszukania ich poprzez zmianę typowego ubioru3.
Gatunek ten występuje głównie w Europie, spotyka się ją od południowej Hiszpanii po północną Skandynawię i Rosję.
W Polsce jest to średnio liczny ptak lęgowy, którego można spotkać przez cały rok. Wrony wiodą koczowniczy tryb życia, rzadko migrują na większe odległości. Występują one na terenie całego kraju, ale najczęściej można je spotkać w górach i okolicach wody – rzeki, stawy, jeziora, zalewy. Już blisko 100 lat temu zauważono, że ptaki te coraz chętniej osiedlają się w miastach.

Ten gatunek jest przystosowany do życia w różnorodnych środowiskach, widuje się go w lasach, parkach, ogrodach, na polach i terenach miejskich. Jak już wcześniej napisałem, gatunek ten cechuje się wysoką inteligencją i posiada duże zdolności adaptacyjne, co pozwala mu przetrwać w różnych warunkach. Wrona unika jednak dużych kompleksów leśnych, najczęściej korzysta tylko ze skrajów lasu. W górach trzyma się raczej wysokości do 1300 metrów nad poziomem morza.
Coraz częściej wrony osiedlają się w pobliżu wody. Największe skupiska tych ptaków obserwuje kiedy żerują nad Zalewem Zemborzyckim. Niekiedy widuje tam dziesiątki osobników. Jest to spowodowane dużą dostępnością różnorodnego pokarmu, a ptak ten jak dowiecie się za chwilę, nie wybrzydza jeśli chodzi o jedzenie.
Ptaki te coraz śmielej poczynają sobie również w miastach, jednak tutaj konkurują o miejsca z bliskimi krewniakami – kawką i gawronem.
Wrona siwa jest ptakiem wszystkożernym, a jej dieta jest bardzo zróżnicowana. W jej menu znajdują się m.in. owady, ryby, drobne zwierzęta, padlina, owoce, zboża, odpady i nasiona. Wiosną i latem wrony siwe skupiają się na zbieraniu owoców, jagód i młodych pędów roślin, podczas gdy jesienią poszukują nasion, orzechów i żołędzi. Zimą wrony siwe poszukują pożywienia na polach (często razem z gawronami) oraz przeszukują wysypiska śmieci w poszukiwaniu odpadków. Wrony siwe są również zdolne do polowania na bezkręgowce i mniejsze zwierzęta, takie jak jaszczurki czy małe gryzonie.
Dobrym miejscem na poszukiwania jedzenia są też dla wrony zbiorniki i cieki wodne. Ptaki te nie gardzą śniętymi rybami, wyrzucanymi na brzeg skorupiakami i bezkręgowcami. Kilka miesięcy temu byłem świadkiem, jak wrona wyjadała uwięzione w małej kałuży kijanki.

Wrony siwe wyprowadzają tylko jeden lęg w ciągu roku. Samica w połowie kwietnia składa do gniazda od 4 do 6 o kolorze zielonkawym z gęstym szarobrązowym plamkowaniem. Ptaki te budują swoje gniazda najczęściej w pobliżu szczytu wysokiego drzewa. Ma ono kształt prostej platformy z małym zagłębieniem w środku. Zbudowane jest z patyków i gałązek wzmocnionych gliną i błotem. Środek często wyściełany jest łykiem drzew, trawą, włosiem, mchem, korzonkami lub piórami.
Pisklęta wykluwają się po około 3 tygodniach wysiadywania. Wysiadywanie to zajęcie typowo damskie, zajmuje się tym zatem samica, podczas gdy samiec dostarcza jej pożywienia. Dopiero po jakimś czasie od wyklucia samica opuszcza młode i również zajmuje się zdobywaniem pożywienia. Młode wrony to typowe gniazdowniki – nie opuszczają gniazda od razy po wykluciu, najczęściej zostają w nim przez kilka tygodni od wyklucia.
W przeciwieństwie do swoich krewnych – gawronów, wrony nie gnieżdżą się w koloniach. Budują osobne gniazda gdzie w spokoju i ukryciu wychowują młode. Wrony pozostają sobie wierne „aż śmierć ich nie rozłączy”.

Wrony są ptakami, które często widuje się w pobliżu miejsc, gdzie występują martwe zwierzęta. Wyjadając padlinę, mają one duży wkład w utrzymanie równowagi biologicznej. Jednakże, ze względu na to, że widok padłych zwierząt kojarzony jest z chorobami, wrony zaczęły być kojarzone ze śmiercią. Odzwierciedla to ich wizerunek w kulturze. Wrony są często równie kojarzone z grobowcami i cmentarzami, ponieważ często przesiadują w pobliżu tych miejsc. W wielu kulturach wierzono, że wrony były posłańcami zmarłych lub że miały jakieś magiczne zdolności, dzięki czemu były w stanie przewidzieć zbliżającą się śmierć.
Mitów i poglądów na temat wron i kruków jest wiele i można by temu poświęcić cały osobny artykuł. Nie ulega jednak wątpliwości, że są one często używane w dziełach kultury jako zwiastun czegoś niedobrego. Nie bez powodu w wielu horrorach ich krakanie ma wzbudzić w nas niepokój.
Motyw wrony jest w kulturze naprawdę powszechny, wymienię choćby wrony (Nocna Straż) z Gry o Tron oraz obraz Vincenta van Gogha.

Czerwona lista ptaków Polski klasyfikuje wronę siwą jako gatunek najmniejszej troski. Trend populacji tego ptaka uznaje się za wzrostowy. W Polsce gatunek ten jest objęty częściową ochroną gatunkową. Według szacunków MPPL (Monitoringu Pospolitych Ptaków Lęgowych) za lata 2013–2018, krajowa populacja wrony siwej została obliczona na 72–94 tysiące par lęgowych4. Ponieważ jest to gatunek bardzo pospolity, nie prowadzi się czynnych zabiegów ochronnych.


Modraszka (Cyanistes caeruleus) to niewielki gatunek osiadłego ptaka, z rodziny sikor. Jest ona dość łatwa do identyfikacji przez kilka bardzo charakterystycznych cech. Przede wszystkim modraszka to mały ptak, widocznie mniejszy niż bogatka czy wróbel. W upierzeniu dominują kolory niebieski i żółty. Wierzch ciała ptaka ma kolor ciemnozielony ze sporymi domieszkami niebieskiego. Spód żółty, z małą czarną plamą na środku. Cechy, które najbardziej odróżniają sikorę modrą od innych ptaków, znajdują się na jej głowie. Białą „twarz” przecina czarny pasek oczny, a od góry wieńczy ją wyraźnie błękitna czapeczka. Pod dziobem ptak ma wąski czarny pasek.
Skrzydła i ogon ptaka od wierzchu są koloru niebieskiego, mały dziób czarny, tęczówki oczu ciemnobrązowe, a nogi szaroniebieskie. Na złożonych skrzydłach ptaka widać biały pasek występujący na lotkach. A kiedy pochyli się on do przodu, na jego karku można dostrzec jasną plamę.
Modraszka to gatunek, u którego występuje kilka, ale bardzo subtelnych cech dymorfizmu płciowego. Obie płci są jednakowej wielkości, a ich ubarwienie jest niemal takie samo. Samiec jednak odróżnia się od sami bardziej szafirowym odcieniem niebieskiego, a u samicy kolor ten jest lekko przyszarzony. Dodatkowo głowa samicy jest jaśniejsza, a czapeczka bledsza.

Na jednym z obozów Akcji Bałtyckiej usłyszałem o modraszce jedno powiedzenie, które moim zdaniem idealnie oddaje jej charakter.
Gdyby modraszka była wielkości bociana, polowałaby na ludzi
autor nieznany
Sikora modra to najbardziej zadziorny ptak, z jakim miałem do czynienia. Złapana w sieć ornitologiczną dziobie zapamiętale, celując w najbardziej wrażliwe miejsca. Wojownicze charaktery tych ptaków ujawniają się nawet w przypadku piskląt modraszek, które wykluły się jako podrzutki w gniazdach innych gatunków. Młode modraszki tuż po opuszczeniu gniazda, rozpoznają u siebie gatunkową tożsamość. Modraszka wykluta wśród bogatek zawsze pozostanie modraszką, bogatka wykluta wśród modraszek przez całe życie myślałaby i zachowywała jakby była modraszką1.
W tych okrutnych czasach nie sposób nie dostrzec pewnej analogii łączącej ten wojowniczy gatunek błękitno-żółtego ptaka, z dzielnym narodem ukraińskim broniącym swojej wolności.

Modraszka to bardzo ruchliwy ptak, najczęściej widuje się je przeskakujące szybko z gałązki na gałązkę ciekawsko zaglądające pod każdy listek w poszukiwaniu pożywienia. Nie jest wybitnym lotnikiem, dlatego preferuje loty na krótkie dystanse z częstymi postojami. Nie jest płochliwa, dlatego jest dość wdzięcznym modelem dla fotografów i obserwatorów.
Sikora modra zamieszkuje całą Europę z wyjątkiem terenów wysuniętych najbardziej na północ Skandynawii oraz północno-wschodniej Rosji2. Poza granicami Europy notuje się je najczęściej w Azji Mniejszej, Iranie i na Kaukazie.
W Polsce sikora modra to gatunek pospolity i liczny na terenie całego kraju. Według danych Monitoringu Pospolitych Ptaków Lęgowych za lata 2013-2018 krajowa populacja tego gatunku liczyła od 1 527 000 do 1 914 000 par lęgowych3. Modraszka wiedzie osiadły tryb życia, jednak część zamieszkująca tereny wysunięte bardziej na północ decyduje się na krótkie migracje odbywające się na przełomie marca i kwietnia, a w sezonie jesiennym na przełomie września i października.
Modraszka zwyczajna jest trochę bardziej wymagająca względem miejsca na gniazdowanie niż bogatka. Najchętniej gniazdo zakładają w lasach liściastych i mieszanych. Poza lasami chętnie wybierają śródpolne zadrzewienia, parki, okolice zurbanizowane z większą ilością drzew. Modraszki unikają natomiast lasów iglastych.

Modraszka najchętniej żywi się drobnymi owadami, w każdym stanie rozwoju od jaj, przez larwy, do osobników dorosłych. Jej ofiarami zostają również pajęczaki i drobne bezkręgowce. Taką dietę ptaki uzupełniają drobnymi nasionami. Wiosną do menu chętnie dołączane są również świeże pąki i soki drzew, jesienią natomiast jagody. Zimową porą modraszki chętnie zaglądają do karmników, gdzie gustują w nasionach i pokarmach tłuszczowych. Podczas mrozów często można je obserwować w trzcinowiskach.
Jeśli chodzi o sposób zdobywania pokarmu, to jest on bardzo zróżnicowany, ptaki te chętnie szukają pożywienia w koronach drzew, na krzewach, ale i na ziemi. Często można je obserwować w akrobatycznych pozach zwisające głową w dół na najcieńszych gałązkach, wyjadające drobne owady czy jaja składane na dolnej stronie liści. Z powodu tej umiejętności nie są one rywalami o pokarm dla innych gatunków sikor, z którymi dzielą biotop.
Okres lęgowy tych ptaków zaczyna się w połowie kwietnia, kiedy ptaki dobierają się w monogamiczne pary. W trakcie sezonu modraszki wyprowadzają jeden lub dwa lęgi, a w każdym z nich samica może znieść od 10 do 12 jaj, choć niektóre źródła za górną granice podają nawet 164. Gniazda sikory modrej najczęściej znajdują się w dziuplach i budkach lęgowych. Budowane są one z suchych traw, mchu i liści. Wewnętrzna niecka wyściełana jest sierścią, włosami i piórami.
Białe z małymi czerwonymi plamkami jajka wysiadywane są przez samicę przez okres około dwóch tygodni. Pisklęta, które są gniazdownikami, opuszczają schronienie po 16-22 dniach. Rodzice dokarmiają młode jeszcze przez okres około dwóch tygodni.

Modraszka zwyczajna jest objęta ścisłą ochroną gatunkową. Według Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody gatunek ten nie wymaga troski (LC, Least Concern), a trend populacji tego gatunku uznaję się za wzrostowy5.

Kszyk (łac. Gallinago gallinago) to ptak średniej wielkości ptak z rzędu siewkowych. Ubarwienie ptaka jest doskonale dostosowane do siedlisk w bagnach i mokradłach. Jego wierzch ciała jest w odcieniach czarno-brązowo-szarych, z wyraźnym wzorem na poszczególnych piórach, tworzącym podłużne pasy. Na głowie można zauważyć rysunek złożony z równoległych brunatnych i płowych pasków. Pierś jest jasnobrązowa z ciemnymi plamkami, a brzuch biały. Tylne partie ciała zdobią czarne i złote kreski. Na głowie znajduje się charakterystyczny wzór pasków, który nadaje mu wyjątkowy wygląd. Jego dziób jest długi, prosty, i szary u nasady, przechodząc w czarny na końcu. Ptak ten ma charakterystyczne krótkie nogi z dość dużymi stopami, które ułatwiają mu spacerowanie po mule. Nogi mają kolor zielono-szary.
W Polsce spotkać można trzy inne gatunki podobne do kszyka – słonkę, bekasika oraz dubelta.
Kszyk zamieszkuje różne obszary geograficzne, zależnie od podgatunku. Można go spotkać w północnej Eurazji, włączając Wyspy Brytyjskie, Europę Zachodnią, Skandynawię, Kamczatkę i zachodnie Aleuty. Na południe zasięg występowania tego gatunku sięga od północno-wschodniego Afganistanu po północne Indie.
W okresie migracji, bekas kszyk odwiedza także obszary na Bliskim Wschodzie, w Europie Zachodniej oraz w basenie Morza Śródziemnego. W Polsce od lat największą populację notuje się na bagnach Biebrzańskich. W skali całego kraju jest to gatunek nieliczny, lokalnie średnio liczny1.

Kszyk wybiera swoje siedliska głównie na obszarach podmokłych. Zamieszkuje bagna, mokradła, torfowiska, brzegi jezior, strumienie, rowy melioracyjne i podmokłe łąki. Jego życie toczy się głównie w miejscach o dużej wilgotności, gdzie może znaleźć odpowiednią ilość pożywienia. Najważniejszą cechą, jaką musi spełniać okolica, to dostęp do podmokłej, miękkiej gleby, w której kryją się pędraki i inne drobne stworzenia.
Kszyki to ptaki, które szczególnie na wiosnę łatwiej usłyszeć niż zobaczyć. Ich głos tokowy to wibrujący przyśpieszający dźwięk, niektórym kojarzy się on z beknięciem, stąd dawna nazwa bekas kszyk.

Nagranie pochodzi z portalu xeno-canto.org jego autorem jest Agris Celmins.
Fotografowanie tego taka to nie małe wyzwanie, samo wypatrzenie ptaka bywa bardzo trudne, a podejście na dobrą odległość i złapanie odpowiedniej perspektywy wymaga powolnego skradania się w bardzo wilgotnych warunkach. Sam po kilku takich podejściach stwierdziłem, że lepszym sposobem będzie czatowanie i faktycznie większość zdjęć w tym artykule wykonałem z ukrycia.
Charakterystycznym zachowaniem tego gatunku jest duże zaufanie do swojego kamuflażu, ptak zrywa się do lotu dopiero w ostateczności, często uciekając nieświadomym ptasiarzom prosto spod nóg. Podczas ucieczki wydaje alarmujące odgłosy i często zmienia kierunek lotu. Ucieka zygzakiem.

Żeby zasadzić się na kszyka nie potrzeba wiele, wystarczy zlokalizować podmokłe miejsce, w którym żerują i następnego ranka położyć się opodal tego miejsca pod siatką maskującą. Nie są one zbyt uważne i czasami potrafią wylądować naprawdę bardzo blisko kryjówki.
Najczęstsze obserwacje zdarzają się podczas wiosny i jesieni kiedy ptaki te bardzo chętnie pojawiają się na zalanych łąkach lub błotnistych dnach spuszczonych z wody stawów hodowlanych.
Kszyk żeruje wyłącznie na ziemi, swoim długim dziobem sonduje miękkie muliste podłoże w poszukiwaniu pierścienic, pijawek i innych bezkręgowców. Poza tym w jego menu znajdują się również owady, mięczaki, skorupiaki oraz czasami nasiona roślin.
Okres lęgowy rozpoczyna się w marcu kiedy ptaki dobierają się w pary i zakładają gniazdo. Podczas toków samice ukryte w trawie obserwują powietrzne popisy samców. Ptaki, aby zaimponować samicom, odbywają loty tokowe, polegające na zataczaniu szerokich kręgów w powietrzu i nagłym pikowaniu. Podczas lotu w dół rozłożone sterówki (pióra ogonowe u ptaków – więcej pojęć znajdziesz w słowniczku – https://przygodyprzyrody.pl/slownik-pojec-ornitologicznych/) wydają charakterystyczny buczący dźwięk.

Gniazdo tych ptaków zawsze ukryte jest w gęstej trawie, kępach turzyc lub zaroślach. Stanowi ono małe wgłębienie, wyściełane suchą trawę i mchem. Ptaki te wyprowadzają dwa lęgi w sezonie. Samica składa 4 szarozielone jaja, które następnie sama wysiaduje przez około 3 tygodnie. Pisklętami, które są typowymi zagniazdownikami, opiekują się oboje rodzice. Młode nabywają umiejętność lotu po około 4 tygodniach od wyklucia.
W Polsce kszyk objęty jest całkowitą ochroną gatunkową.2 Według danych Monitoringu Pospolitych Ptaków Lęgowych, za lata 2013–2018 populacja tego ptaka w Polsce liczyła 47–77 tysięcy par lęgowych. Gatunek jest zagrożony głównie przez utratę miejsc lęgowych spowodowaną złą gospodarką wodną, regulacją rzek oraz osuszaniem mokradeł, bagien i podmokłych łąk.
Według danych za lata 2015 – 2018 w Europie populacja wynosiła 15–29 milionów dorosłych osobników.3
Z roku na rok ptaki mają coraz większe trudność ze znalezieniem pożywienia. Ma to związek z niczym innym jak z postępującą w ogromnym tempie urbanizacją i zagarnianiem coraz większych areałów dzikich terenów pod działalność ludzką. Wycinamy coraz więcej drzew, owady, które są dla nas szkodnikami, a dla ptaków pokarmem trujemy szkodliwymi dla wszystkich wkoło chemikaliami. Wielkopowierzchniowe uprawy rolne praktycznie sprowadzają bioróżnorodność na ogromnych terenach do parteru. To tylko przykłady wielu powodów, przez które ptaki mają coraz trudniejsze życie.

Na temat dokarmiania ptaków od wielu lat trwają zażarte dyskusje. Jedni twierdzą, że przez dokarmianie ptaków, stają się one jeszcze bardziej zależne od człowieka. Zwolennicy tego podejścia twierdzą, że ptaki powinny nauczyć się adaptować do zmieniających się warunków jak czyniły to przez wiele tysięcy lat.

Nie da się ukryć, że jest w tej tezie wiele prawdy. Coraz większe uzależnienie ptaków od człowieka na pewno im nie służy. Jednak moim zdaniem, ptaki korzystające z karmników już i tak są w ogromnej mierze uzależnione od człowieka. Dbałość o środowisko naturalne w moim przekonaniu jest jedną z naszych odpowiedzialności. Oczywiście ptaki jak i każde inne zwierzęta potrafią się adaptować do zmieniających się warunków bytowania. Lecz zmiany jakie aktualnie mają miejsce są po prostu zbyt szybkie. Jednego roku potrafimy zniszczyć ogromne tereny, które przez setki lat były siedliskami ptaków.
Jeśli zatem zapytacie mnie czy dokarmianie ptaków ma sens – odpowiem – tak, ale trzeba to robić z głową.
Dokarmianie ptaków to duża odpowiedzialność. Jeżeli decydujemy się na zainstalowanie karmnika i uzupełnianie go pożywieniem musimy pamiętać, że ptaki bardzo szybko przyzwyczajają się do źródeł jedzenia. Tym bardziej, jeśli źródło to jest łatwo dostępne i bezpieczne. Nasz przydomowy karmnik, jeśli jest prawidłowo zamontowany spełnia takie założenia praktycznie z miejsca. Musimy więc brać pod uwagę, że jeżeli decydujemy się na dokarmianie ptaków powinna być to decyzja, której nie zmienimy przynajmniej przez cały sezon zimowy.

Dlaczego? Ptaki, które przyzwyczają się pozyskiwania pożywienia z karmnika bardzo często polegają na nim tak bardzo, że nie szukają już innych źródeł pokarmu. Jeżeli zatem w środku zimy zapomnisz lub zrezygnujesz z rozpoczętego jesienią dokarmiania może się okazać, że skazujesz tym samym wiele ptaków na śmierć głodową. Jeśli zaniechasz uzupełniania karmnika, dla wielu skrzydlatych przyjaciół może się okazać za późno na znalezienie nowego źródła pokarmu.
Jak powinien wyglądać karmnik? W zasadzie nie ma jednego standardu. Jeśli jednak chcesz, aby Twój karmnik był często odwiedzany zadbaj o trzy rzeczy:
Karmnik zawsze powinien być usytuowany w nie większej odległości niż 2-3 metry od drzewa o gęstej koronie lub krzewu. Gęstwina gałęzi stanowi dla drobnego ptactwa schronienie przed drapieżnikami. Odległość karmnika większa niż te kilka metrów od schronienia może się okazać zwykłą pułapką biologiczną. Ptaki żywiące się przy Twoim karmniku powinny mieć szansę ucieczki przed atakiem z góry np. krogulca czy jastrzębia oraz ataku z dołu np. kuny lub kota. Warto zatem swój karmnik zainstalować na wysokości około 2-3 metrów i w takiej samej odległości od schronienia w postaci krzewów, krzaków, zarośli czy drzew.
Zadaszenie ma znaczenie dla jakości pożywienia jakie wysypujesz ptakom. Najczęściej stosowanym pokarmem są różnego rodzaju ziarna. Słonecznik, proso, len, rzepak, pszenica itd. Jeżeli Twój karmnik nie będzie posiadał zadaszenia, pokarm będzie narażony na niekorzystne warunki atmosferyczne. Może to spowodować zgnicie pokarmu po nasiąknięciu deszczówką. Taki pokarm może wywołać i ptaków groźne, nawet śmiertelne zatrucia i choroby.

Czystość karmnika to sprawa kluczowa. Każdorazowo przy dokładaniu karmy należy karmnik wyczyścić z odchodów i usunąć niezjedzone resztki. Pozostałości jedzenia w połączeniu z odchodami to prosta linia do zarażenia chorobami. Resztki pokarmu mogą być wymieszane z odchodami ptaków, które ów resztki pozostawiły. Jeśli na te pozostałości skusi się inny gatunek może dojść do międzygatunkowego rozprzestrzeniania się chorób, pasożytów i zarazków. Tego z całą pewnością chcemy uniknąć podczas dokarmiania ptaków.
Warto również unikać popularnych ostatnio form dokarmiania bez karmnika. W sklepach można znaleźć mnóstwo kiełbas lub kul tłuszczowo-ziarnistych opakowanych w foliowych siatkach. Ptaki z łatwością siadają na takich wywieszkach i wydziobują zawartość.
Problemy mogą jednak pojawić się już po pożywieniu. Kiedy w plastikowej siatce jest jeszcze dużo pokarmu, siatka jest napięta. Kiedy pokarm się kończy siatka ta często zwisa dość luźno, przez co grozi to zaplątaniem łapek w oczka siatki. Takie uwięzienie może się dla naszych podopiecznych skończyć utratą kończyny lub śmiercią.
Krótko mówiąc, jeśli decydujemy się na pomoc ptakom wybierajmy formy pomocy, które na pewno nie zaszkodzą. Ja bardzo szybko zrezygnowałem z takiej formy dokarmiania.

Znam wiele osób, które na pytanie kiedy dokarmiać ptaki odpowiedzą – zawsze. Nie jestem przekonany czy taka odpowiedź jest słuszna czy nie. Z jednej strony, postęp cywilizacyjny i ekspansja ludzi na nowe tereny mocno ograniczają ptakom możliwości pozyskania pożywienia. Więc dokarmianie całoroczne jest pewną rekompensatą. Z drugiej zaś przemawia do mnie argument przywołany na początku artykułu o jeszcze większym uzależnieniu ptactwa od ludzi.
Osobiście zaczynam dokarmiać swoje sikorki i wróble na początku października. Mieszkam w Lublinie, w dzielnicy łączącej blokowiska z domkami jednorodzinnymi. Zaraz za blokiem mam malutki obszar nieużytku, na którym wyrosło sporo krzewów i drzew. Właśnie tam gniazduje stado sikor bogatek, para modraszek i stadko wróbli. Ponieważ ptaków jest naprawdę dużo jak na taki mały teren zielony, postanowiłem zacząć dokarmianie dość wcześnie.
Decyzja o tym kiedy zacząć dokarmianie ptaków moim zdaniem powinna zapadać indywidualnie w każdym przypadku. Powinna być ona podyktowana lokalną liczebnością ptactwa korzystającego z dokarmiania oraz dostępnością pokarmu w okolicy. Jeśli Twoja okolica jest raczej uboga w rośliny służące ptakom za pokarm, a mimo to w okolicy jest ich sporo, możesz jak ja zacząć dokarmianie ptaków wczesną jesienią. Jeśli wkoło domu masz sady, łąki, las czy park, to nawet przy dużej liczebności ptaków, możesz spokojnie poczekać do pierwszych opadów śniegu.
Jeżeli jesteś miłośnikiem ptaków, to możliwość obserwacji ich z bliska sprawi Ci ogromną radość. Dokarmianie jednak nie jest jedynym sposobem na zwabienie ptaków do swojego ogrodu. Więcej na ten temat znajdziesz w poradniku marki OBI – Ptaki w ogrodzie – karmnik, budka i poidełko dla ptaków

Przede wszystkim należy pamiętać, że dokarmianie ptaków nie może być realizowane pokarmem zepsutym jak resztki ze śmietnika. Pleśń może im bardzo mocno zaszkodzić. Nie powinny to być również resztki z naszego stołu. Przyprawy i sól mogą być szkodliwe dla delikatnego układu pokarmowego ptaka. To co wykładamy do karmnika ma za to ogromny wpływ na to jakie ptaki będziemy mogli obserwować przy naszej jadłodajni.

Jeżeli dokarmiasz ptaki sezonowo, dokarmianie należy zakończyć wczesną wiosną. Początek marca jest już okresem, w którym większość ptaków jest w stanie bez większych problemów wyżywić się bez naszej pomocy.

Sójka zwyczajna ( łac. Garrulus glandarius, eng. jay) to średniej wielkości ptak z rodziny krukowatych. W Polsce, wobec tego ptaka używa się także nazwy sójka żołędziówka.
Gatunek ten jest dość łatwy do identyfikacji nawet dla początkującego obserwatora ptaków. Zdecydowanie jest to najbardziej barwny przedstawiciel rodziny krukowatych. Większa część upierzenia przybiera pastelowy kolor rdzawobrązowy. Kuper i pokrywy dolne ogona są białe, natomiast sterówki i końcówki skrzydeł czarne. Na głowie również dominuje kolor brązowy, jednak dość wyraźnie odróżnia się białe czoło z ciemnym kreskowaniem oraz mocno kontrastujący czarny wąs ciągnący się od kantarka ku szyi. Mocny dziób u tych ptaków przybiera zazwyczaj kolor stalowy lub czarny, nogi zaś są koloru jasnobrązowego.
Nie wiesz czym są sterówki, lotki lub kantarek? Sprawdź słownik pojęć ornitologicznych >>
Najbardziej charakterystycznym elementem ubarwienia sójki jest lusterko na skrzydle. Pióra układają się tam w błękitno-biały panel z czarnym kreskowaniem. Niebieskie lusterko, podobnie jak i inne cechy wyglądu występują zarówno u samców, jak i u samic. Obie płci są również podobnej wielkości. U tego gatunku nie występuje dymorfizm płciowy.

Młode sójki wyglądają podobnie do dorosłych, można je jednak odróżnić po mniejszej ilości czarnych kresek na czole i bardziej czerwonawym odcieniu upierzenia.
Sójka zwyczajna (gatunek nominatywny) zamieszkuje niemal całą Eurazję oraz Afrykę w części północno-zachodniej. W Europie północna granica występowania tego gatunku kończy się na kole podbiegunowym. W Azji zaś nie zapuszczają się one tak daleko na północ, zamieszkują głównie środkowy pas kontynentu oraz liczniej na wschodnim wybrzeżu (Chiny, Japonia, Tajlandia).
W Polsce sójka zwyczajna jest pospolitym i licznie występującym ptakiem lęgowym. W gruncie rzeczy można je spotkać na terenie całego kraju, w górach gatunek ten widywany jest do wysokości około 1400 metrów nad poziomem morza.
Dawniej typowym biotopem dla sójki były grądy i lasy typu mieszanego, jednak wraz z rozwojem infrastruktury ludzkiej ptaki te, podobnie jak większość krukowatych nauczyły się korzystać z zalet bliskości człowieka. Najczęściej można je spotkać w lasach i parkach z dużą ilością dębów, jednak nie jest to im koniecznie potrzebne. Ptaki te są pospolitym widokiem w polskich parkach, sadach, zadrzewieniach śródpolnych, ogrodach, ogródkach działkowych. Unikają one jednak obszarów bezdrzewnych oraz rozległych borów iglastych.

Jadłospis sójki uzależniony jest od pory roku, zazwyczaj przeważa w nim pokarm roślinny. Wyjątkiem jest okres lęgowy, kiedy menu wzbogacone jest owadami, ich larwami, bezkręgowcami, małymi gryzoniami, jaszczurkami, pisklętami innych ptaków i zrabowanymi z gniazd jajkami. Pokarm odzwierzęcy to główne źródło żywienia piskląt tego gatunku.
Z roślinnych przysmaków sójki na pierwszy plan wysuwają się oczywiście żołędzie. To przez ogromne upodobanie tych ptaków do tego pożywienia wzięła się nazwa sójka żółędziówka. Apetyt na żołędzie jest również przyczyną, przez którą ptaki te są pomocą dla leśników. Podczas jesieni sójki zbierają spod dębów żołędzie i ukrywają je w licznych spiżarniach, o których często później zapominają. W ten sposób sójka zwyczajna przyczynia się one do rozsiewania dębów. Poza żołędziami w roślinnym menu tych ptaków znajdują się również orzechy, owoce buku, nasiona, czereśnie.

Najczęściej widuje się je żerujące w koronach drzew, rzadziej na ziemi.
Sójka zwyczajna wyprowadza w roku jeden lęg, ale w przypadku jego utraty często go powtarza. Sójki dobierają się w monogamiczne pary podczas grupowych schadzek na kilku wybranych drzewach. Dobrane w parę ptaki budują gniazdo zazwyczaj w środkowej partii korony drzewa w rozgałęzieniu konarów przy pniu lub na rozwidleniu gałęzi. Gniazda sójek ulokowane są nie wyżej niż 5-6 metrów nad ziemią. Są to dość luźne i płaskie konstrukcje zbudowane ze splecionych gałązek i patyków, wykończone wewnątrz miękkimi częściami roślin, sierścią, mchem i trawą.1
Oba ptaki z pary podczas lęgu są bardzo aktywne. Wspólnie budują gniazdo, wysiadują jajka i karmią pisklęta. W czasie sezonu lęgowego ptaki tego gatunku są dużo bardziej skryte i płochliwe. W pobliżu gniazda zachowują szczególną ostrożność i ciężko je wówczas wypatrzeć.
Samica rozpoczyna składanie jaj na przełomie kwietnia i maja, codziennie jedno jajko i tak przez 5 do 7 dni. Wysiadywanie jaj trwa około 16-17 dni od złożenia pierwszego lub drugiego jajka. Jeśli para z jakiś powodów straci pierwszy lęg i nie jest jeszcze za późno, podejmuje drugą próbę, ale tym razem z mniejszą ilością jajek, około 3-4.
Pisklęta sójki to typowe gniazdowniki, które swoje pierwsze dni życia spędzając w gnieździe pilnowanym przez rodziców. Młode opuszczają je dopiero po upływie około trzech tygodni. Po opuszczenia gniazda młode nadal pozostają pod opieką rodziców, którzy je dokarmiają i strzegą przed drapieżnikami.
Wybiera się sójka za morze,
Jan Brzechwa „Sójka”
ale wybrać się nie może.
Teza zawarta w zgrabnej rymowance z wiersza Jana Brzechwy jest prawdziwa, ale tylko częściowo. Otóż sójka to gatunek częściowo migrujący. Ptaki te decydują się na migrację wtedy, kiedy są do tego zmuszone. Polskie sójki wiodą zazwyczaj osiadły tryb życia. Warunki w naszym kraju rzadko bywają tak trudne, żeby ptaki z polskich populacji musiały migrować. Wiersz natomiast opowiada o jesiennej aktywności tego gatunku, kiedy ptaki te zbierają zapasy na zimę i wówczas faktycznie latają w poszukiwaniu pożywienia na mniejsze odległości.
Jednak co roku na wybrzeżu Bałtyku można obserwować liczne stada migrujących sójek. Są to zazwyczaj ptaki bytujące na północy Europy, które na zimowiska wybierają cieplejsze południowo-zachodnie rejony kontynentu.

W Polsce sójka – Garrulus glandarius – ze względu na swoją pożyteczną działalność objęta jest ścisłą ochroną gatunkową. Jest to gatunek określany przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody jako najmniejszej troski. Europejska populacja tego gatunku szacowana jest przez BirdLife International na od 30 do 66 milionów par2.

Mianem ptaka zimującego określa się osobnika, który spędza zimę na danym terytorium – ot cała filozofia. Mogą zatem być to zarówno ptaki występujące na tym terytorium przez cały rok, jak i te migrujące, które znalazły w danym miejscu odpowiednie warunki do przetrwania zimy.
Warunki odpowiednie do zimowania są różne dla różnych gatunków, zawsze jednak spełnione muszą być trzy czynniki:
Ptaki jako zwierzęta stałocieplne potrzebują odpowiednich warunków, aby utrzymać ciepłotę ciała i zwyczajnie nie zamarznąć podczas chłodnych zimowych nocy. Do tego potrzebny jest dostęp do pokarmu, który daje niezbędną zwierzęciu energię do utrzymania temperatury. Ważnym czynnikiem jest też oczywiście temperatura otoczenia – kiedy w nocy robi się zimno, ptak musi jakoś przetrwać. Poza zmagazynowaniem odpowiedniej ilości energii potrzebnej do przetrwania nocy ptaki pomagają sobie również na inne sposoby. Niektóre gatunki szukają schronienia w dziuplach, zakamarkach czy budkach lęgowych gdzie jest odrobinę cieplej i nie hula wiatr. Inne sypiają przytulone do innych osobników ze stada, dzięki czemu ogrzewają się nawzajem i tym sposobem łatwiej przetrwać zimną noc.

Ptaki zimujące w Polsce to te, które spędzają u nas cały rok lub przylatują na zimę z bardziej mroźnych terenów. Warto jednak pamiętać, że lista tych ptaków zmienia się z roku na rok. Coraz szybciej zmieniający się klimat i mniej dotkliwe mrozy podczas zimy sprawiają, że coraz więcej osobników z różnych gatunków, które dotąd zawsze odlatywały, decyduje się podjąć próbę przezimowania w naszym kraju.
Decyzja o pozostaniu na zimowisku lub o krótkiej migracji może być ryzykowana, ale jak to zwykle bywa, ryzyko może się bardzo opłacić. Migracja to dla ptaka przede wszystkim ogromne niebezpieczeństwo. Ilość zagrożeń, jakie czyhają na nie podczas wędrówki i ogromny wysiłek, jaki trzeba w to włożyć, często kończą się śmiercią. Dlatego też pozostanie na miejscu, może być bardzo opłacalne. Ptaki zimujące w Polsce i lęgnące się tutaj oszczędzają sobie wiele wysiłku i ryzyka. Brak migracji jesiennej to również brak potrzeby migrowania podczas wiosny. Kiedy tylko zrobi się cieplej, ptaki już są na miejscu i mogą szybciej przystąpić do lęgu.

Środowisko wodne to jedno z najciekawszych miejsc do obserwacji ptaków podczas zimy. Pomimo że wiele gatunków opuszcza nasz kraj na mroźne miesiące np. rybitwy i siewki, to nadal jest tam co oglądać. Podczas ujemnych temperatur, kiedy wiele zbiorników wodnych zamarza, ptaki wodne gromadzą się na obszarach wody wolnych od lodu. To sprawia, że ptaki wodne grupują się w duże stada w tych miejscach, co bardzo sprzyja obserwacjom.
Nad polskimi wodami podczas zimy można obserwować wiele gatunków związanych ze środowiskiem wodnym. Ptaki zimujące w Polsce nad wodami to między innymi:

Miasto to bardzo dobre miejsce dla zimujących ptaków. Zazwyczaj w mieście cieplej, łatwiej o przytulne schronienie, a pożywienia często dostarczają ludzie – jeśli nie celowo w karmnikach, to przypadkiem w śmietnikach. Ptaki zimujące w Polskich miastach to między innymi:

Podobnie jak w innych biotopach tak i w lesie najbardziej odczuwalny jest duży spadek ptaków śpiewających. Jednak nadal jest tam co obserwować. Ba zima to najlepszy czas do obserwacji pewnych gatunków. Mowa tu o polskich sowach, zostają one w kraju, a co więcej zaczynają dobierać się w pary. Stają się bardzo wokalne, dzięki czemu łatwiej je namierzyć. Co więcej, zimową porą jest szansa, że pojawią się u nas niespotykany w innych porach roku gatunek sowy, sowa jarzębata.
Zimą w lesie możemy spotkać:

Pola uprawne zimą to nadal miejsce, gdzie część ptaków jest w stanie pozyskiwać pożywienie. Dlatego pomimo niesprzyjających warunków nadal można tam spotkać wiele gatunków ptaków.

Zima to czas, w którym rośnie szansa na spotkanie zagubionych podczas migracji rzadkich gatunków ptaków. Przykładem może być spotkany przeze mnie niedawno w Lublinie nur lodowiec.
Z rzadkości, na jakie przy sporym farcie możemy liczyć warto wymienić
Oczywiście wymienione ptaki zimujące w Polsce i przypisanie ich do konkretnego typu terenu jest bardzo umowne. Ptaki, szczególnie zimą często się przemieszczają w poszukiwaniu pożywienia i często odwiedzają tereny nie do końca typowe dla siebie. Nie ma więc nic dziwnego, jeśli na środku pola spotkacie zimą stado kaczek. Stworzone przeze mnie listy nie są też kompletne. Nie da się przewidzieć czy jakiś osobnik, czy grupa osobników albo nawet stado gatunku, którego nie wymieniłem, nie zdecyduje się spróbować przezimować w Polsce. Lista ptaków zimujących w Polsce może cały czas się zmieniać, tym bardziej zważywszy na coraz szybciej zmieniający się klimat.
Dowiedz się, jak pomóc ptakom zimującym w Polsce: Dokarmianie ptaków – kiedy, jak i czym dokarmiać ptaki?

Czeczotka (Acanthis flammea) to ruchliwy i energiczny ptak o niewielkich rozmiarach i krągłej sylwetce, nieco mniejszy od wróbla. Czeczotka grzbiet ma szaro-brązowy z podłużnym białym kreskowaniem i jaśniejszym kuprem. Samiec w sezonie godowym ma pierś i gardło w kolorze różowym oraz wyrazistą karminową plamę na czole przypominającą z wyglądu płomień dzięki czemu zawdzięcza swą łacińską nazwę (flamma – płomień). U samicy czeczotki plama ta jest nieco jaśniejsza, a w reszcie jej upierzenia dominują szarości i brązy. Ptak posiada krótki i żółtawy dziób.
Spód ciała u czeczotki jest jasny, kremowy z subtelnym kreskowaniem. Na skrzydle widać dwa równoległe białe paski.

Czeczotka występuje wyłącznie na półkuli północnej. Zamieszkują północną Europę, Syberię, Kanadę i Alaskę, a także w górach Europy Środkowej. W Polsce jest nielicznym ptakiem, kilkaset par lęgowych gniazduje głównie w Karkonoszach, Tatrach, Górach Bystrzyckich i Masywie Śnieżnika. Czeczotka pojawiła się w ostatnich latach również na wybrzeżu Bałtyku.
Ptaka bardzo ciężko wypatrzeć w okresie wiosennym i letnim, natomiast zimą, kiedy przychodzi czas migracji ta sytuacja się odwraca. Wtedy czeczotki porzucają swoje miejsca bytowania na północy i udają się tam, gdzie jest więcej pożywienia. Możemy wówczas w naszym państwie dostrzec stada składające się z kilkudziesięciu, kilkuset, a nawet kilku tysięcy ptaków. Ich ilość zależy od dostępności jedzenia: im mniej jedzenia w rejonach gniazdowania, tym ochociej ruszają w podróż, a ich stada są większe.
Pierwsze wędrujące czeczotki zjawiają się u nas już we wrześniu, a najwięcej ich wędrówek ma miejsce w listopadzie i grudniu. Przy moim karmniku zjawiły się na początku stycznia i cały ten miesiąc mogłem je podziwiać przez okno mojego mieszkania w centrum Lublina.

Na początku sezonu wiosennego czeczotki opuszczają zatłoczone rejony Europy i udają się do okolic w sąsiedztwie koło podbiegunowego. Jej naturalnym siedliskiem jest głównie porośnięta niskimi drzewami (brzozy i wierzby) i krzewami lasotundra. Żeruje też w kosodrzewinach w obszarach górskich, a na wybrzeżu upodobała sobie zarośla w pobliżu łąk.
Czeczotki najchętniej odżywiają się nasionami drzew liściastych takich jak brzoza, olcha czy wierzba. Spożywają też nasiona kosówki. Nasiona wybierają za pomocą ostrego, dość wąskiego dzioba. W okresie lęgowym czeczotki żerują na owadach, pająkach i innych drobnych bezkręgowcach.

Okres lęgowy u czeczotek jest dosyć długi, zaczyna się na przełomie kwietnia i maja i trwa aż do końca lipca. W tym czasie ptaki wyprowadzają dwa lęgi, zdarza się też, że niektóre pary przystępują do trzeciego lęgu. Po okresie toków para czeczotek wspólnie podejmuje się trudu budowania gniazda. Zazwyczaj budują gniazdo wśród gałęzi drzew na wysokości nawet do 5 metrów. Nieco rzadziej zdarza się tym ptakom splatać gniazda tuż przy ziemi, takie miejsce zawsze jest dobrze ukryte.
Samica w okresie lęgowym składa od 4 do 6 jaj i wysiaduje je przez 10-12 dni, często zaczynając już przy pierwszym zniesionym jaju. W tym okresie na samcu spoczywa bardzo ważny obowiązek, mianowicie poszukiwanie pokarmu dla piskląt i partnerki. Gniazdowniki opuszczają swój dom po 14 dniach od wyklucia, ale przez kolejne kilka dni pozostają przy rodzicach. Jeżeli para postanowi wyprowadzić kolejny lęg to drugie gniazdo budowane jest głównie przez samca nim pierwsze pisklęta podrosną. Po zniesieniu jaj w drugim lęgu samica przenosi się do nowego gniazda, a samiec zajmuje się dalszym dokarmianiem piskląt w pierwszym gnieździe. Czeczotki uzyskują dojrzałość płciową w drugim roku życia. Ptaki te są monogamiczne.


Czeczotki w Polsce objęte są ścisłą ochroną gatunkową.

Potrzos (Schoeniclus schoeniclus) to gatunek małego wędrownego ptaka z rodziny trznadli. Wielkością i posturą przypomina wróbla, pewnie dlatego nazywany jest czasami wróblem trzcinowym. W okresie godowym samiec przybiera mocno kontrastową szatę. Jego głowa i podgardle są czarne, dlatego bardzo wyraźnie odznacza się jego biały wąs. Spód ciała ptaka jest jasny z drobnym prążkowaniem po bokach ciała i na piersi. Wierzch skrzydeł ma barwę rdzawo-brązową z ciemnymi pręgami, co bardzo upodabnia go do trzcin. Potrzosa można też rozpoznać po wyraźnych białych bokach ogona.1
Samica podobnej wielkości i ubarwienia, od samca najbardziej odróżnia się inaczej ubarwioną głową. Samica potrzosa posiada czarny wąs, szeroką jasną brew i brązowe policzki. Osobniki młode podobne w wyglądzie do samicy.

Potrzos w sezonie lęgowym występuje niemal w całej Eurazji z wyjątkiem dalekiej północnej Syberii, Himalajów i Indii i południowej Azji. Zimowiska potrzosa mieszczą się na północnym wybrzeżu Afryki, w basenie Morza Śródziemnego, na Bliskim Wschodzie, Pakistanie i wschodzie Chin.
W Polsce jest to liczny ptak lęgowy na obszarze niżu. Miejscowo bardzo liczny.2 Przeloty migrujących osobników odbywają się wiosną od marca do maja, a migracja powrotna na zimowisko od października do listopada. Nie wszystkie jednak migrują, populacja tego gatunku zamieszkująca cieplejsze rejony np. południową Europę, jest osiadła. W Polsce gatunek ten występuje cały rok, szczególnie na zachodzie kraju.

Potrzos to gatunek, którego należy szukać na brzegach rzek, jezior, stawów, rowów, zalewów. Chętnie też zamieszkują podmokłe łąki, turzycowiska i bagna. Krótko mówiąc wszędzie tam gdzie występują trzciny i inne wysokie trawy rosnące w wilgotnym terenie. Najłatwiej wypatrywać ich na czubkach trzcin i turzyc, siedzącego na szczycie trawy ptak wyraźnie odróżnia się kształtem od otoczenia i dzięki temu łatwo go zlokalizować.

Potrzos żywi się głównie nasionami i pokarmem roślinnym. małymi owadami, które zbiera pośród trzcin i wysokich roślin. Są to różnego rodzaju pajęczaki, muchówki i bezkręgowce.
Ptak ten żeruje na ziemi i roślinach przeszukując zakamarki liści i łodyg w poszukiwaniu drobnych owadów. Nigdy nie zaobserwowałem, aby próbował on pozyskiwać pożywienie polując na owady w locie. Pomimo, że jest to gatunek, który żywi się nasionami, bardzo mało prawdopodobne, że pojawi się on kiedykolwiek przy karmniku 

Ten gatunek często można wykryć w terenie po jego charakterystycznych krótkich pisknięciach. Zachęcam do zapoznania się z nagraniem poniżej, na pewno ułatwi to w przyszłości identyfikację tego gatunku.
Bardzo podobny do głosu kontaktowego jest jego śpiew.
Oba nagrania śpiewu i głosu ptaka pochodzą z nieocenionego portalu xeno-canto.org2. Znajdziecie tam nagrania ogromnej ilości głosów i śpiewu wielu gatunków ptaków z całego świata. To świetna baza do nauki rozpoznawania ptaków po głosie.

Gatunek ten przystępuje do lęgów od połowy maja do połowy czerwca. Gniazdo jest zawsze świetnie ukryte w kępach gęstych traw na przykład turzyc. Składa się uwitych ździebeł trawy i miękkiej wyściółki z włosia i piór. Do lęgów para ptaków podchodzi tylko raz w roku, samica składa od 4 do 6 jajek, z których po mniej więcej dwóch tygodniach wykluwają się pisklęta. Potrzosy to gniazdowniki, po wykluciu pozostają w gnieździe przez kolejne 2 tygodnie.
Na terenie Polski potrzos objęty jest ścisłą ochroną gatunkową. Zarówno w Czerwonej liście ptaków Polski4, jak i przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody5 uznany jest za gatunek najmniejszej troski (LC – Least Concern).
Z danych MPPL za lata 2013 – 2018 można wyczytać, że krajowa populacja potrzosa to od 437 do 513 tysięcy par lęgowych.6

Jeśli w jakiejś łamigłówce słownej będziecie pytani – „Jak inaczej nazywa się wróbel trzcinowy”?” to odpowiedź już znacie!

Strzyżyk (Troglodytes troglodytes), nazywany również strzyżykiem zwyczajnym i strzyżykiem woleoczko to malutki ptak z rodziny strzyżyków. Kształtem przypomina małą kulkę z krótkim ogonkiem, który często jest zadziornie postawiony. Wierzch ciała skrzydeł, głowy i ogona są czekoladowo brązowe, spód ciała jaśniejszy kremowo brązowy. Skrzydła, grzbiet i ogon dodatkowo ozdobione są delikatnymi czarnymi prążkami. Nad okiem często widoczna jest jaśniejsza brew. Strzyżyk zwyczajny ma ciemne oko oraz ostro zakończony dziób lekko zakrzywiony do dołu. Nogi strzyżyka są długie i dość silne, koloru kremowego.
Strzyżyk nie posiada cech, dzięki którym można odróżnić w terenie samca od samicy (brak wyraźnego dymorfizmu płciowego). Osobniki młode bardzo szybko upodabniają się do dorosłych, są jednak nieco ciemniej ubarwione na spodzie ciała oraz mają wyraźnie krótszy ogon.

Strzyżyk – Troglodytes troglodytes – zamieszkuje niemal całą Europę. Jedynie obszary wysunięte najdalej na północ są dla niego zbyt niegościnne. Poza Europą można go spotkać również na północnym wybrzeżu Afryki oraz we wschodniej Azji. Uważa się go za gatunek osiadły, jednak osobniki zamieszkujące chłodne rejony Europy i Azji migrują na krótkie dystanse.
W Polsce strzyżyk zwyczajny jest licznym gatunkiem lęgowym, największe populacje tego gatunku notuje się u nas na Pomorzu, Mazurach i w Beskidach2. W centralnej części kraju populacje są mniej liczne, ale mimo to jest to ptak pospolity na terenie całego kraju. W górach występuje do wysokości około 1400 metrów nad poziomem morza. Strzyżyki regularnie zimują w naszym kraju, choć uważa się, że są to osobniki, które lęgi wyprowadzały bardziej na wschód i północ.3

Strzyżyk zamieszkuje bardzo różnorodne środowisko bory, lasy liściaste i mieszane, brzegi cieków wodnych, tereny podmiejskie, zręby leśne, przydomowe ogródki z gęstą roślinnością, zadrzewienia śródpolne czy nawet morskie wyspy porośnięte niskimi krzewami. Bardzo licznie występuje w obfitujących w niską roślinność przyrzecznych łęgach i olsach. Ogólnie, jeśli na danym terenie występuje gęsta, niska roślinność i jest to teren w pobliżu wody, to z dużym prawdopodobieństwem można tam spotkać strzyżyka.
Ptak ten unika jednak otwartych terenów, zatem próżno go szukać na łąkach i polach uprawnych.

Strzyżyk jest wyposażony w pęsetę do zbierania owadów, jego ostro zakończony dziób idealnie się nadaje do wyciągania ich z zakamarków. Dlatego w jadłospisie strzyżyka znajdują się przede wszystkim owady. Głównie chrząszcze, drobne pajęczaki, larwy. Ptak zbiera je z ziemi i roślin, ale pożywienia szuka tylko w dolnych partiach roślinności. Bardzo rzadko zapuszcza się on wyżej niż 2 metry od ziemi. Zdarza mu się również wyławiać pokarm z wody, zjada on czasami także drobny narybek i kijanki. Taką dietę uzupełnia drobnymi owocami i nasionami.
Strzyżyki są bardzo ruchliwe, nerwowe i gwałtowne. Zaniepokojone stawiają swój krótki ogon do pionu i pilnie obserwują zagrożenie, często zmieniając punkt obserwacyjny. Bardzo rzadko siadają na wyeksponowanym miejscu, a jeśli już to tylko na moment i zawsze musi być to miejsce, z którego szybko można wskoczyć w gąszcz. Kiedy strzyżyk zatrzyma się na chwilę, można zaobserwować zabawne przysiady, które wykonuje w nieznanym nam celu.
Zaniepokojony strzyżyk głośno czka, krótkimi ostrzegawczymi sylabami, brzmiącymi jak „tek” lub „czek”. Za to śpiew ma bardzo melodyjny i donośny jak na tak małego ptaka. Podczas śpiewu bardzo szybko powtarza zgłoski i zmienia ich ton, sami posłuchajcie.
Nagranie autorstwa Larsa Edeniusa pochodzące z portalu xeno-canto.org

Strzyżyka nietrudno spotkać, ponieważ ich populacja jest dość duża, a sam gatunek jest pospolity na terenie całego kraju. Dość łatwo go dostrzec, ponieważ ptak jest bardzo ruchliwy. To jednak mocno utrudnia bliższą obserwację czy fotografowanie strzyżyka. Ptak ten rzadko kiedy wzlatuje wyżej, najczęściej trzyma się niskiej roślinności, w której przy takich rozmiarach bardzo łatwo może znaleźć kryjówkę.
Nawet jeśli szybkość przemieszczania się oraz chowanie w zaroślach utrudnia obserwację, nie powinno być kłopotem z rozpoznaniem strzyżyka w terenie. Jest to zdecydowanie jedyny ptak, o takim zachowaniu, barwie i rozmiarach w Polsce.

Strzyżyk zajmuje miejsce lęgowe w okolicy marca lub kwietnia i od razu podchodzi do lęgów. Pierwszy z nich wykluwa się na przełomie kwietnia i maja, a drugi w okolicach lipca. U strzyżyka to samiec zajmuje się budową gniazda, a właściwie to gniazd, bo zdarza się, że na terytorium lęgowym pracowity pan strzyżyk potrafi wykonać ich nawet 10. Zawsze są one dobrze ukryte gdzieś przy ziemi, w korzeniach, zakamarkach obalonych drzew, niekiedy pomiędzy kłodami drzewa lub kamieniami. Zbudowane są one z mchu, liści i trawy. Następnie bierze się za popisowe loty tokowe i śpiewy, żeby zaimponować pani strzyżykowej.
Zwabiona samica wpierw zwiedza wszystkie przygotowane gniazda, wybiera to, które najbardziej jej odpowiada i bierze się za wystrój. Znosi do niego miękkie materiały jak włosie i pióra, a kiedy jest już wystarczająco miękko i ciepło znosi jaja. W tym czasie nasz pracowity budowniczy dochodzi do wniosku, że byłaby szkoda, gdyby pozostałe wykonane gniazda się zmarnowały. Lata i śpiewa zatem dalej, aby zwabić kolejną samicę. Samiec strzyżyka może mieć w sezonie nawet 3 partnerki.
Samica składa zazwyczaj pomiędzy 5 a 7 białych, delikatnie nakrapianych na czerwono jaj. Następnie je wysiaduje, a następnie wychowuje młode. Pana strzyżyka tyle widziano, nie jest przykładnym partnerem, ani tym bardziej tatą. Porzuca on partnerkę kiedy ta wybierze gniazdo i złoży w nim jaja.
Samica wysiaduje jajka przez około 14 – 16 dni. Wyklute pisklęta mają gram masy, ale rosną bardzo szybko. Dosłownie codziennie przybiera im kolejny gram i po tygodniu masa ciała pisklaka rośnie z 1 do 7 gramów. Młode strzyżyki nie opuszczają gniazda przez ponad 2 tygodnie, po tym czasie, jeszcze nielotne wychodzą z gniazda. Można je wówczas pomylić z myszami, po zachowują się bardzo podobnie. Raczej biegają niż, latają i bardzo szybko chowają się w runie leśnym. Na noc wracają do gniazda, ale niekoniecznie tego, w którym się wykluły. Tatuś, który odszedł, zostawił im jeszcze pozostałe gniazda, tak zwane noclegowe.
W Polsce strzyżyk zwyczajny objęty jest ścisłą ochroną, jego populację w latach 2013–2018 szacowano na 656 000 – 1 293 000 par.4 Na Czerwonej liście ptaków Polski określany jest jako gatunek najmniejszej troski.5 Globalnie liczebność strzyżyka szacuje się na około 215–380 milionów dorosłych osobników.
