Nie ma się co oszukiwać, jeśli nie jesteś hardym survivalowcem albo miłośnikiem bushcraftu połączonego z rekonstrukcją historyczną, na swoje biwaki i wyprawy zabierasz co najmniej kilka sprzętów wymagających zasilania. I o ile Twoja wycieczka to krótki wypad na weekend, nie będziesz potrzebował ładować swojej elektroniki, to już przy dłuższych wyprawach sprawa zasilania wymaga naprawdę przemyślanego planu. Telefon, latarka, GPS, akumulatory do aparatu i kilka innych gadżetów przydatnych podczas turystyki pieszej i rowerowej potrzebują zasilania, o które w terenie wcale nie tak łatwo.
Wybór formy dodatkowego zasilania należy uzależnić od długości wyprawy i ewentualnego dostępu do innych źródeł energii. Jeśli wycieczka zakłada pieszą wędrówkę po górach i codzienny nocleg w schroniskach potrzebujesz jedynie ładowarki sieciowej, dzięki której będzie można naładować urządzenia podczas noclegu. Jeśli jednak plan nie zakłada wizyt w cywilizacji, należy gruntownie przemyśleć, jak zadbać o zasilanie swojej elektroniki. A jest to sprawa bardzo ważna, ponieważ od jej sprawności może zależeć nie tylko spełnienie założeń wycieczki czy też jej komfort, ale również nasze bezpieczeństwo. Komu w środku nocy rozładowała się latarka, doskonale wie, co mam na myśli.
Jak zatem zadbać o dodatkowe źródło energii? Tutaj mamy w zasadzie dwie opcje – powerbank lub turystyczny panel solarny.

Powerbank to urządzenie, którego raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Ot przenośna bateria, która po naładowaniu może oddać energię do innego urządzenia. Na rynku mamy całą masę dostępnych powerbanków, które różnią się między sobą zasadniczo jedną cechą, pojemnością. Mamy wybór od malutkich baterii, które ledwie starczą do naładowania telefonu, aż po duże i ciężkie akumulatory o pojemności nawet kilkudziesięciu tysięcy miliapmerogodzin (mAh).

Do głównych zalet powerbanku można zaliczyć przede wszystkim jego mobilność, łatwość obsługi i niezależność. Stosunkowo małe rozmiary i niska waga (uzależnione od pojemności baterii) sprawiają, że jest to wygodne rozwiązanie podczas wędrówek i biwaków. Obsługa urządzenia sprowadza się jedynie do podłączenia kabla, a niezależność to nic innego, jak swoboda działania bez uwarunkowania zewnętrznymi czynnikami. Po prostu podłączamy sprzęt, który chcemy naładować i czekamy. Nowoczesne powerbanki dodatkowo oferują opcję szybkiego ładowania, która również wpływa na wygodę użytkowania sprzętu. Nie są to jednak urządzenia pozbawione wad.
Podstawową wadą powerbanków jest ich ograniczona pojemność. Krótko mówiąc, na dłuższych wyprawach lub przy potrzebie dostarczenia energii do kilku urządzeń powerbank może okazać się niewystarczający. Kiedy wykorzystamy całą energię zmagazynowaną w urządzeniu, powerbank staje się bezużytecznym obciążeniem w naszym bagażu aż do czasu jego kolejnego naładowania z zewnętrznego źródła.
Kolejną wadą powerbanków jest ich zużywanie się w czasie użytkowania. Jak to baterie wielokrotnego ładowania mają w zwyczaju, pojemność powerbanku zmniejsza się im dłużej i częściej się ich używa. Efektywność urządzenia producenci podają zazwyczaj w liczbie cykli ładowania, w zależności od jakości sprzętu żywotność powerbanku to od 200 do 500 cykli.
Efektywność ładowania za pośrednictwem powerbanku jest uzależniona również od temperatury. Podobnie jak bateria telefonu, powerbank szybciej wytraca zmagazynowaną energię w niskich temperaturach.

Alternatywą do powerbanku jest panel solarny, który produkuje energię elektryczną z promieni słonecznych. Jest to urządzenie o rozmiarach i wadze zbliżonych do większych powerbanków, które również może okazać się bardzo przydatne na biwakach oraz wycieczkach pieszych i rowerowych, szczególnie tych dłuższych. Turystyczny panel solarny oferuje wiele zalet, ale również nie jest rozwiązaniem pozbawionym wad.
Największą zaletą turystycznego panelu solarnego jest niezależność energetyczna, jaką oferuje. W odróżnieniu od powerbanku turystyczny panel solarny może dostarczać nam energię do urządzeń wielokrotnie w trakcie jednej wyprawy. Stanowi on wielokrotne źródło zasilana, więc stosując panel solarny do ładowania naszych sprzętów w terenie, nie musimy się martwić o to, że za chwilę tej energii zabraknie.
Nowoczesne turystyczne panele solarne wyposażone są w uchwyty umożliwiające montaż panelu do plecaka lub roweru, dzięki czemu mogą one produkować dla nas energię w czasie wędrówki. Nie ważą one zbyt wiele, a ich solidne wykonanie daje dużą odporność na kurz i zanieczyszczenia.

Kolejną zaletą turystycznych paneli słonecznych jest też fakt, że jest to rozwiązanie ekologiczne. Energia, której potrzebujemy produkowana jest w 100% z odnawialnego źródła, a samo urządzenie po zużyciu lub zepsuciu stanowi dużo mniej toksyczny odpad niż zniszczona bateria litowo-jonowa.
Jak każdy sprzęt turystyczny panel solarny nie jest pozbawiony wad. Dla każdego turysty ważne są wymiary i waga urządzenia, które musi przenosić na plecach, a te w przypadku panelu mogą być większe niż w przypadku powerbanku. Oczywistą wadą tego urządzenia jest również uzależnienie od pogody. W bardzo pochmurne dni oraz w nocy ze sprzętu po prostu nie da się korzystać.
W niektórych przypadkach wadą może być również prędkość i efektywność ładowania sprzętu. Turystyczny panel solarny może produkować energię non stop kiedy padają na niego promienie słoneczne, ale ilość tej energii jest ograniczona, co wydłuża czas ładowania.
Wybór urządzenia powinien być warunkowany typem wyprawy w teren, którą planujemy. Jeśli jest to krótka wycieczka lub taka, w której często będziemy mieli okazję naładować powerbank, to będzie on lepszym rozwiązaniem niż turystyczny panel solarny. Jeśli jednak wybieramy się w długą trasę lub planujemy spędzić poza cywilizacją dłuższy czas, panel solarny nie będzie miał w powerbanku żadnej konkurencji. Możliwość produkowania energii na miejscu daje w takim przypadku ogromną przewagę.

Optymalnym rozwiązaniem byłoby oczywiście zabranie na długi biwak obu sprzętów, takie rozwiązanie eliminuje praktycznie wszystkie wady (poza wagą naszego bagażu). Dzięki temu, kiedy pogoda temu sprzyja, nawet w środku dziczy możemy spokojnie produkować i magazynować energię, a o ile nie jest to wyprawa samotna obciążenie plecaków, można podzielić na dwie osoby.
Sam do tej pory najczęściej korzystałem z powerbanku Redmi o pojemności 10 000 mAh, ale ponieważ w niedalekiej przyszłości planuję kilka dłuższych wypraw do zestawu dodałem również turystyczny panel solarny RYOBI – 14W RYSP14A. Po kilku testach jestem z niego bardzo zadowolony, w pełnym słońcu przez 8 godzin wędrówki naładowałem za jego pomocą latarkę, zapasową baterię do latarki i telefon (zaczynając z 56% pojemności baterii). Dodatkowo panel solarny okazał się w moim przypadku lżejszym rozwiązaniem. Mój powerbank waży 446 gramów, natomiast turystyczny panel solarny RYOBI 399 gramów. Niby niewiele, ale jednak podczas wędrówki na wiele kilometrów liczy się każda ulga dla pleców i nóg.

Zasilanie na biwaku to temat bardzo ważny, bo od działania elektroniki może zależeć nasze bezpieczeństwo. Sam już kilka razy mocno się przejechałem na zabraniu ze sobą tylko powerbanku, który po 1 dniu stał się bezużytecznym obciążeniem plecaka. Dlatego do swojego ekwipunku dodałem panel solarny i rozwiązanie to polecam wszystkim miłośnikom długich wędrówek i biwaków pośrodku niczego.

Niezależnie od rodzaju aktywności w terenie charakterystyka polskiego klimatu wymaga przemyślanego systemu ochrony termicznej. Jeśli zależy nam na przyjemnym spędzeniu czasu w lesie, na łąkach czy pośród polskich jezior będziemy musieli zapewnić sobie ciepło. Jednak standardowa ciepła odzież najczęściej jest ciężka i zajmuje w plecaku mnóstwo miejsca. Dodatkowo posiadając grubą kurtkę zimową trudno będzie nam znaleźć odpowiednią równowagę. Podczas aktywności w takiej standardowej kurtce będzie nam zdecydowanie za gorąco, a zdjęcie jej spowoduje z kolei dojmujący chłód.
Dlatego też najlepszą opcją na zapewnienie sobie odpowiedniego komfortu termicznego w terenie jest ubiór metodą „na cebulkę” oraz użycie kurtki puchowej jako warstwy docieplającej. Dlaczego akurat kurtka puchowa? O tym zaraz.
To na czym powinno nam przede wszystkim zależeć jeśli myślimy o tym, jak się ubrać na wypad w teren, to łatwość dostosowania ubioru i ochrony termicznej do aktualnych warunków. Najlepszym rozwiązaniem jest zatem nałożenie na siebie kilku warstw ubrań, które możemy zakładać i zdejmować w zależności od tego czy jest zbyt chłodno czy może zbyt ciepło.

Podstawowym błędem w doborze ubioru w teren jest ubiór tylko w jednej opcji. Zawsze powinniśmy mieć możliwość wprowadzenia drobnych zmian w ubiorze, aby dostosować go do pogody i naszej aktywności. Podczas marszu czy prac obozowych Twoje ciało będzie wytwarzało dodatkowe ciepło. Jeśli będzie go zbyt dużo zaczniesz się pocić, a nie ma nic gorszego niż przepocone ciuchy na mrozie. Z kolei w czasie postoju lub po skończeniu prac obozowych, może robić się zbyt chłodno.
Optymalnie jest dobrać ubiór tak, aby móc łatwo manipulować ciepłotą, najlepiej za pomocą jednej, wierzchniej warstwy ubrań. Zastosowanie jednej warstwy, która robi różnicę to duże ułatwienie i oszczędność czasu w porównaniu do sytuacji, w której zdejmujemy lub zakładamy więcej niż jedną warstwę ubrań. Oczywiście to samo tyczy się tego, aby to była wierzchnia warstwa ubioru. W Polskich jesiennych, zimowych i wczesnowiosennych porach najlepszą opcją na wierzchnie okrycie docieplające jest kurtka puchowa.
Wybór kurtki puchowej z punktu widzenia jakości jest wyborem bezkompromisowym. Jako wierzchnia warstwa docieplająca jest to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie, w którym nie musicie wybierać pomiędzy ciepłem, a wagą i wielkością. Kurtka puchowa męska Jack Wolfskin HELIUM w rozmiarze XL, której jestem szczęśliwym posiadaczem to tylko pół kilograma obciążenia. Kolejną ogromną zaletą puchu jest kompresja do naprawdę małych rozmiarów. Spójrzcie na zdjęcie.

Wszystko to otrzymujecie w komplecie z efektywnym system izolacji termicznej. Puch kaczy i gęsi to idealny materiał na wypełnienie warstwy mającej za zadanie zatrzymać ciepło jakie emitujemy.
Oczywiście trzeba jednak liczyć się z kosztem takiej kurtki, który zaczyna się mniej więcej od 600 zł (w zależności o producenta i parametrów puchu). Osobiście postawiłem na Jack Wolfskin ponieważ kurtki tej marki posiadają certyfikat RDS – Responsible Down Standard. Oznacza to, że pozyskanie puchu do tych kurtek odbyło się zgodnie z zasadami etyki i poszanowania zwierząt. Puch z tym certyfikatem to produkt od hodowców zapewniających zwierzętom odpowiedniej jakość pokarm, wodę oraz wybieg. Certyfikat ten oznacza również, że w hodowli nie stosuje się przymusowego karmienia, a puch nie jest pozyskiwany metodą skubania żywych ptaków.
Dla osoby kochającej przyrodę, starającej się zrobić pozytywną różnice ze szczególnym upodobaniem do ptaków, proekologiczne nastawienie marki Jack Wolfskin było bardzo ważne. Ważniejsze nawet od fantastycznej jakości ich produktów.
Zobacz także: Favna – w kontrze do fast fashion
Pomimo, że kaczki i gęsi ogromną część swojego życia spędzają w wodzie ich póki staje się zupełnie bezużyteczny jako izolacja termiczna kiedy jest przemoczony. Dlatego ptaki wyposażyły się w pióra okrywowe i specjalny gruczoł kuprowy, który produkuje specjalną substancję do natłuszczenia piór. Impregnacja wodoszczelna po ptasiemu

Dobra kurtka puchowa posiada materiał zatrzymujący wiatr, ale zazwyczaj nie zatrzymuje on wilgoci. Najważniejsze więc w używaniu tego typu okrycia jest posiadanie również czegoś na wypadek deszczu. Jednak każde dobrze zaplanowane wyjście w teren musi spełnić ten punkt ekwipunku, więc nie jest nic ponad standardowe przygotowanie. Dobrze jest więc skompletować zestaw, w którym kurtka puchowa zmieści się pod naszym okryciem przeciwdeszczowym. Na dłużą metę takie rozwiązanie nawet przy minimalnym wysiłku sprawi, że i tak będziemy mokrzy, tyle że od potu, a nie deszczu. Nie zmienia to jednak faktu, że taki zestaw to idealne rozwiązanie jeśli chcemy przeczekać niesprzyjającą pogodę.
Należy również mieć na uwadze, że niska waga i elastyczność materiału, dzięki której kurtkę można skompresować do małych rozmiarów powoduje, że jest ona mało odporna na uszkodzenia. Dlatego też szczególnie polecam używanie kurtki na postojach, kiedy wszystko mamy już przygotowane i chcemy spędzić czas w cieple. Łamanie gałęzi czy rozpalanie ognia w kurtce puchowej to pomysły z tych, które mogą nas kosztować kilkaset złotych.
Ponieważ za oknem widać coraz więcej odcieni złota i żółci niż zieleni postaram się również napisać dla Was kilka słów o doborze obuwia na typową jesienną pogodę. Niedawno kupowałem dla żony damskie buty trekkingowe i dla siebie lekkie buty z membraną. Mam kilka przemyśleń i wskazówek jak dobrze wydać pieniądze

Biwakowanie zimą lub mroźną jesienią stawia przed biwakowiczem kilka poważnych wyzwań, o które nie trzeba się martwić latem. Oczywiście inwestując ładną sumkę, można wyposażyć się w profesjonalny sprzęt, przy którym nawet temperatury sięgające -20 stopni nie będą straszne. Jeśli jednak nie chcesz wydawać kilku wypłat na sprzęt lub nie lubisz kiedy Twój plecak waży więcej niż Ty sam dobrze przygotuj się na zimowy nocleg w lesie.
Zebrałem dziś dla Ciebie 4 porady na zimowy biwak, dzięki którym noc w zimowym plenerze nie będzie dramatycznym przeżyciem. Jak wspomniałem wcześniej biwakowanie zimą stawia kilka nowych wyzwań, w tym artykule omówię jednak to jak zadbać o komfort termiczny bez znacznego rozszerzania ekwipunku.
Jeśli zamierzasz spędzić w terenie noc potrzebny będzie Ci śpiwór, który zapewni Ci komfort cieplny. W zasadzie korzystanie z niego nie jest przesadnie skomplikowane. Wystarczy wślizgnąć się do środka i gotowe. Może zdarzyć się jednak sytuacja, że warunki atmosferyczne nas zaskoczą i okaże się, że nasz śpiwór jest zbyt lichy jak na temperaturę na zewnątrz.
Aby jak najbardziej optymalnie wykorzystać posiadany śpiwór można zastosować dwa triki.
Na początku warto zdać sobie sprawę jak w ogóle śpiwór działa. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie ma on za zadanie nas ogrzewać. Śpiwór pełni tylko i wyłącznie rolę izolacji od czynników zewnętrznych, a to Ty swoim ciałem produkujesz ciepło, które dzięki śpiworowi zostaje zachowane przy Tobie. Krótko mówiąc wypełnieni Twojego śpiwora zatrzymuje ogrzane przez Ciebie powietrze dzięki czemu nie marzniesz. W ten sposób wokół Ciebie tworzy się warstwa wypełniona ciepłym powietrzem.

Twój śpiwór jednak transportujesz zgnieciony w worku kompresyjnym, aby zajął w plecaku jak najmniej miejsca. Kiedy więc wyciągniesz go z worka kompresyjnego śpiwór rozprężając się wypełni się powietrzem. Jeśli więc na zewnątrz jest zimno, przygotuj się, że po wejściu do śpiwora najpierw będziesz miał ogrzać powietrze, którym się wypełnił. Jeśli więc chcesz tego uniknąć najlepiej przygotować śpiwór przed zachodem słońca lub zrobić to w pobliżu ogniska. Wówczas po rozprężeniu śpiwór napełni się cieplejszym powietrzem co znacznie zwiększy komfort pierwszych chwil po wejściu do środka.
Drugim równie prostym rozwiązaniem na ocieplenie swojego śpiwora jest zastosowanie termofora. Oczywiście nie musisz nosić ze sobą grubego, ciężkiego, gumowego pojemnika. Dobrze sprawdzi się również dobrej jakości butelka wielorazowa na wodę. Musi ona być jednak odporna na wysokie temperatury. Wystarczy więc przed położeniem się spać zagrzać nad ogniem wodę, wypełnić nią butelkę i wrzucić do środka śpiwora.
Butelka będzie oddawała ciepło dużo szybciej niż właściwy termofor, jednak w połączeniu z izolacyjnymi właściwościami śpiwora wyprodukuje sporo przyjemnego ciepła, które powinno wystarczyć na kilkugodzinny sen.
Ważne!
Przed położeniem się spać i wejściem do śpiwora upewnij się, że obóz jest przygotowany na Twój sen, zabezpiecz obóz, śmieci wywieś na gałęzi poza zasięgiem zwierząt, dwa razy upewnij się, że zaspokoiłeś potrzeby fizjologiczne. Odpowiednie przygotowanie do snu zminimalizuje szansę, że obudzisz się w środku nocy z potrzebą wyjścia ze śpiwora. Nocne wstawanie to ostatnie czego chcesz podczas zimowego biwaku. Nawet chwilowe wyjście ze śpiwora spowoduje że nagromadzone wewnątrz ciepłe powietrze uleci i po powrocie będzie trzeba ogrzać je na nowo.
Zbieranie opału nie wydaje się zbytnio trudnym zajęciem prawda? Przecież chodzi o zbieranie patyków w lesie… Problem jednak zaczyna się kiedy podczas naszego pobytu w terenie lunie mocny deszcz i wszystkie dostępne patyki są okrutnie mokre.
W takiej sytuacji należy pamiętać, że nawet podczas ulewnej burzy nie wszystkie gałęzie będą równie mokre. Nawet po obfitym deszczu powinno udać się znaleźć opał, który pozwoli na tyle rozpalić ogień, któremu nie oprą się nawet wilgotne gałęzie. Jeśli więc szukasz opału, a wszystko wkoło wydaje się mokre zadrzyj głowę do góry i szukaj martwych gałęzi, które spadając zaczepiły się na innych drzewach, gałęziach czy krzakach.

Optymalne będą gałęzie zwisające pionowo w dół. Nie siąkną one wilgocią z podłoża, a spływająca po nich deszczówka nie ma okazji, aby zatrzymać się na dłużej i wsiąknąć wewnątrz. Już kilka takich gałęzi powinno wystarczyć do rozpalenia ognia, który strawi bardziej wilgotny opał.
Przeczytaj także – Kurtka puchowa – najlepszy przyjaciel na jesienną wędrówkę i biwak
O właściwościach różnych gatunków drewna pisał tutaj nie będę ponieważ jest to dość obszerny temat i planuje osobny artykuł w tym zakresie. Dziś chce Ci jednak opowiedzieć o uniwersalnym sposobie, dzięki któremu zebrany przez Ciebie opał wystarczy na dużo dłużej niż zwykle.
Jeśli chcesz, aby ognisko paliło się dłużej wystarczy, że kiedy już wytworzysz sporą ilość żaru, kolejny opał będziesz dokładał do ognia w konkretny sposób. Jak pewnie wiesz, ogień potrzebuje dostępu do tlenu. Im więcej tego tlenu tym ogień jest bardziej intensywny, temperatura wyższa, a dostępne paliwo spala się szybciej. W Twoim przypadku, paliwem jest oczywiście drewno, aby zatem je oszczędzać powinieneś dokładane do ognia drewno układać równolegle do siebie.

W ten sposób ograniczysz dostęp powietrza i spowolnisz spalanie paliwa. Mniej intensywny ogień oczywiście oznacza, że gotowanie na nim się wydłuży, jednak jeśli ognisko ma być źródłem ciepła podczas mroźnego biwaku, to warto utrzymywać je jak najdłużej.
4 porady na zimowy biwak nie mogą obyć się uwzględnienia ekranu cieplnego. Jeśli podczas biwaku chcesz dogrzewać się płonącym ogniskiem dobrym pomysłem jest wybudowanie ekranu cieplnego po przeciwległej do twojego posłania stronie ogniska. Płonące ognisko rozprowadza ciepło we wszystkie strony równomiernie. Można więc stwierdzić, że tylko 25% tego ciepła ukierunkowane jest w stronę Twojego posłania.

Ekran cieplny to nic innego jak ściana z grubszych gałęzi ustawiona blisko ognia. Aby go wykonać przydatna jest siekierka, dzięki której naostrzysz filary Twojego ekranu i pozbędziesz się pobocznych odnóg gałęzi jakie będą stanowiły ścianę. Zastosowanie ekranu cieplnego zwiększa komfort termiczny ponieważ odbija on część ciepła z powrotem do ogniska i w stronę Twojego posłania.
Ekran cieplny może być również przydatny podczas ciepłych dni, ja często stosuje go np. jako osłonę od wiatru, który mógłby rozdmuchać żar.
Może Cię to zadziwi, ale to czy podczas biwaku w nocy zmarzniesz czy nie może zależeć również od tego, co zjesz na kolację. Jedzenie może mieć ciepłotwórcze działanie. To ile energii zostanie spalone na potrzeby trawienia wpływa na ilość ciepła jaka zostanie przez nas samych wyprodukowana. Z kolei na to wpływ ma nie tylko ilość, ale i rodzaj spożytego pożywienia.

Aby nasz metabolizm pracował i tym samym produkował ciepło potrzebne jest odpowiednie paliwo. Tym paliwem powinny być potrawy z dużą ilością białka. Jeśli więc nie jesteś wegetarianinem i nie masz problemów trawieniowych, pieczony nad ogniem kotlet z karkówki na kolacje wcale nie jest takim złym pomysłem
Sprawdź czy moje 4 porady na zimowy biwak faktycznie sprawdzą się u Ciebie. A może według Ciebie ten tekst wcale nie powinien nazywać się 4 porady na zimowy biwak tylko 6, 8 albo i więcej. Jeśli znasz jakieś metody, dzięki którym łatwo można zwiększyć komfort cieplny podczas biwakowania w mrozie daj znać w komentarzu.

Idealne miejsce na biwak powinno spełniać trzy podstawowe cechy:

Nietrudno się domyślić, że znalezienie miejsca, które w sposób optymalny zapewni realizację wszystkich powyższych potrzeb, jest trudne. Dlatego wybór odpowiedniego miejsca na założenie obozu to często sztuka kompromisu.
Bezpieczeństwo biwakowania jest najważniejsze – podczas wyboru miejsca na biwak zawsze najpierw oceń, czy otoczenie zapewni ci to bezpieczeństwo. Może się zdarzyć np., że będziesz zmuszony do zrezygnowania z wygód lub pięknych widoków właśnie na rzecz bezpieczeństwa.
Oceniając miejsce na biwak z punktu widzenia bezpieczeństwa Twojego pobytu powinieneś sprawdzić kilka czynników.

W pierwszej kolejności oceń czy biwakowanie w wybranym miejscu jest odpowiednie do rodzaju schronienia, jakie będziesz szykował na noc. Na przykład: jeżeli zabrałeś ze sobą hamak, koniecznie poszukaj dwóch solidnych miejsc zaczepienia (uwierz mi, ostatnie czego chcesz to rąbnąć tyłkiem o twardą ziemię podczas snu). Jeżeli natomiast planujesz spać na ziemi, najważniejsze będzie wybranie miejsca, w którym Twojego legowiska nie podmyje woda (np. podczas gwałtownych opadów deszczu).
Kolejnym czynnikiem, który może stanowić potencjalne zagrożenie, jest wiatr. Koniecznie sprawdź, czy nad wybranym przez ciebie miejscem na obóz nie zwisają luźne, złamane gałęzie.
Niebezpieczne mogą być również suche gałęzie, które mogą się złamać – i spaść na ciebie – podczas silniejszych podmuchów wiatru. Szczególnie unikaj rozbijania obozu pod starymi bukami – mają one tendencję do zrzucania ciężkich konarów nawet przy niezbyt silnym wietrze.
Wybór odpowiedniego podłoża ma również spore znaczenie. Unikaj miejsc o wyraźnym spadku terenu. Wyżej, pisząc o bezpieczeństwie, zwróciłem uwagę na padający deszcz, który szczególnie w górach może bez żadnego ostrzeżenia zmienić podłoże Twojego biwaku w spływający z góry potok deszczówki. Śpiąc na ziemi ważna będzie również możliwość wbicia w podłogę śledzi. Weź to pod uwagę.

Podczas wyboru miejsca na biwak unikaj nisko położonych punktów – nie obozuj np. w dnach dolin, kotlinach czy wąwozach. Duża wilgotność takich miejsc wiąże się również z niską temperaturą, co w pakiecie skutkuje naprawdę zimną nocą. Dodatkowo, spływająca podczas deszczu woda może właśnie tam się skupiać w spore kałuże.
Jeżeli chcesz biwakować w obszarze występowania potencjalnie groźnych zwierząt, sprawdź czy w okolicy wybranego miejsca nie ma śladów ich bytowania. W Polsce niebezpieczne mogą być dziki i niedźwiedzie. Bardzo rzadko zdarzają się ataki wilków, jednak również warto wziąć to pod uwagę. Warto również unikać miejsc o gęstej, wysokiej roślinności – są to siedliska kleszczy.

Na komfort wybranego miejsca na biwak w dużej mierze będą miały wpływ czynniki już omówione przy okazji bezpieczeństwa. Miejsce osłonięte od wiatru nie tylko zagwarantuje bezpieczeństwo, ale również i wygodę. Silne porywy wiatru mogą zerwać zawieszony tarp, a nawet jeśli będzie on mocno zamontowany, to jego głośny szelest może być uciążliwy podczas snu. To samo tyczy się ryzyka podmoknięcia terenu oraz biwakowania wśród gęstej trawy, w której dużo łatwiej zagubić elementy ekwipunku.
Ogromne znaczenie dla komfortu biwakowania ma dostęp do wody – warto więc na obóz wybrać miejsce niedaleko źródła wody. Najlepsza zawsze będzie woda płynąca zdatna do picia. Nawet jeśli woda pitna nie jest Ci niezbędna (ponieważ masz ze sobą jej spory zapas) to i tak pobliskie źródło, jezioro, rzeka, strumyk czy choćby głębsza kałuża będą przydatne. Dzięki łatwemu dostępowi do wody będziesz mógł np. zagasić ogień czy umyć siebie i ekwipunek.
Warto jednak pamiętać, że rozbijanie obozu zaraz przy wodzie może się mocno zemścić z kilku powodów:
Podczas chłodnych pór roku wielu biwakowiczów wybiera ognisko jako formę dogrzewania swojego schronienia. Warto wówczas wziąć pod uwagę, czy podłoże, na którym planuje się rozpalić ogień, się do tego nadaje. Unikaj podłoża zawierającego suchą ściółkę, torf czy innych materiałów, które mogą się łatwo zapalić.
Swoje schronienie warto ustawić równolegle do kierunku wiatru – dzięki temu, dużo mniej dymu z ogniska wpadnie na twoje posłanie. Optymalne ustawienie schronienia jesienią i zimą również zakłada ustawienie obozu w kierunku wschodu słońca – dzięki temu już pierwsze promienie słoneczne zaczną ogrzewać twój obóz.
Jeżeli planujesz swój biwak latem, pięciokrotnie się zastanów, czy palenie ognia jest koniecznie potrzebne. Jeżeli mimo wszystko chcesz rozpalić ogień, to najlepiej poszukaj piachu i zabezpiecz miejsce pod ognisko grubą jego warstwą. Ma to szczególne znaczenie w obliczu ostatnich bardzo suchych sezonów letnich.
Jeśli biwakujesz w namiocie latem (podczas wysokich temperatur), ustaw go tak, aby był osłonięty od strony wschodu. Dzięki temu w Twoim namiocie o poranku nie zrobi się sauna.

Każdemu turyście spędzającemu noc w terenie marzy się piękny zachód, wschód słońca, delikatny szum drzew i cudne pejzaże roztaczające się przed obozem. Nie ma w tym nic złego, jednak pamiętaj, że piękne widoki powinny być zawsze poprzedzone bezpieczeństwem i komfortem biwakowania.
Wybierając miejsce na biwak nie zawsze ma się wszystko, czego by się chciało. To najtrudniejsza rzecz w biwakowaniu – trzeba nauczyć się rezygnować z wygód i pięknych widoków na rzecz bezpieczeństwa.
Na temat przygotowań do wyprawy można by napisać książkę. Pointa tej książki byłaby następująca – to zależy.
To jak przygotować się do wyprawy warunkuje bowiem wiele czynników. Rozpoczynając od terminu wyprawy, poprzez jej długość, a na miejscu docelowym kończąc. Równie ważny będzie też cel Twojego wyjścia w teren. Inaczej powinieneś się przygotowywać do wyprawy birdwatchingowej, a inaczej na bushcraftowy wypad, którego celem jest odpoczynek pod chmurką.

Niezależnie od tego gdzie i po co się wybierasz, kilka aspektów tego jak przygotować się do wyprawy pozostaje niezmiennych.
Zawsze, ale to zawsze przed wyjściem w teren poinformuj kogoś gdzie i jak długo będziesz przebywał oraz jaką trasę dotarcia sobie wyznaczyłeś.
Myślę, że tutaj Cię nie zaskoczyłem. Pogoda jest to jeden z czynników, które mają największy wpływ na nasze wyprawy. Nie bez przyczyny w moim zestawieniu zajmuje ona pierwsze miejsce. Warunki atmosferyczne mają bowiem ogromny wpływ na to jak przygotować się do wyprawy. Jest to również czynnik, który jako jeden z niewielu może postawić cały Twój plan pod znakiem zapytania.
Polski klimat cechuje dość duża trafność prognoz pogodowych. Nie licząc wysokich gór z dużym prawdopodobieństwem będziesz w stanie za pomocą przydatnych serwisów meteo określić jakie warunki atmosferyczne będą towarzyszyć wyprawie.

Nasz klimat raczej rzadko serwuje nam ekstremalne warunki atmosferyczne. Pomimo to należy pamiętać, że nawet zwykły deszcz może bardzo mocno utrudnić Ci życie podczas wycieczki. Natomiast jeżeli wybierzesz się w teren bez wcześniejszego przygotowania zwykły deszcz możne nawet zagrozić Twojemu życiu lub zdrowiu.
Pogoda jest czynnikiem, który powinien określić:

Pamiętaj, że jeżeli pogoda zapowiada się bardzo źle, możesz zrezygnować z wyprawy i wyjść w teren kiedy indziej. Nie warto ryzykować wyprawy w góry kiedy prognozy mówią o silnych opadach lub burzach. Pogoda jest niezwykle ważna i zawsze warto śledzić prognozy na kilka dni przed wyjściem w teren. W dużej mierze odpowie to Ci na pytanie – jak przygotować się do wyprawy.
Osobiście zawsze korzystam z kilku sprawdzonych serwisów pogodowych. Weryfikacja prognozy w kilku miejscach czerpiących dane z niezależnych od siebie źródeł pozwoli określić faktyczne prawdopodobieństwo spełnienia się prognozy. Ze swojej strony polecam w szczególności portal meteorologiczny – https://meteoserwis24.pl/.
Kolejnym niezwykle ważnym aspektem jest zaznajomienie się z topografią terenu. Po raz kolejny będzie to miało bezpośrednie przełożenie na Twoje bezpieczeństwo. Możesz mi wierzyć, nawet w Polskich lasach można się zgubić. Nawet krótkie, nieświadome zboczenie z trasy lub utrata orientacji w terenie może kosztować Cię wiele sił i czasu, aby powrócić na szlak.
Oczywiście nawigacja stała się dużo prostsza od kiedy niemal każdy telefon komórkowy posiada nawigację GPS. Jednak należy pamiętać, że elektronika często płata figle. Brak zasięgu, wyczerpana bateria czy choćby zwykła awaria lub zgubienie sprzętu mogą bardzo pokrzyżować Ci życie kiedy jesteś w nieznanym terenie.
Wcześniejsze przeanalizowanie mapy, znacznie ułatwi Ci orientację w terenie. Pozwoli to także obrać trasę, która może oferować wiele ciekawych miejsc, na które możesz nie natrafić poruszając się utartymi szlakami. Warto więc poza analizą samej mapy w jak najmniejszej skali (im mniejsza skala tym większa dokładność mapy) zajrzeć również np. do Wikipedii. Być może na terenie, w którym będziesz się szwendać znajdują się ciekawe historyczne miejsca.

Kolejną zaletą jaka płynie ze wcześniejszego zdobycia informacji o terenie, w który się wybierasz to fakt, że dzięki temu zdobędziesz cenne informacje o:
Analizować mapę jednak też trzeba umieć. I nie chodzi tutaj o zwykłe odczytywanie oznaczeń z legendy… Musisz pamiętać, że mapy topograficzne wydawane są raz na kilka lat i same się nie aktualizują. Teren owszem. To co na mapie wygląda na łąkę, mogło od czasu jej wydania zarosnąć solidnym lasem. Droga leśna również może zarosnąć, a 50 metrów od niej może pojawić się inna która poprowadzi Cię w zupełnie innym kierunku niż myślisz.
Rozwiązaniem jest nauka obsługi mapy i kompasu. O tym mam nadzieję będziesz mógł już niedługo przeczytać na moim blogu w innym artykule. Już teraz musisz zapamiętać,
Świadomość tego gdzie jesteś jest kluczowa, nie tylko w przypadku kiedy potrzebujesz wezwać pomoc! Wyucz w sobie nawyk częstego kontrolowania pozycji.
Kiedy określisz już:
możesz przystąpić do zaplanowania optymalnego ekwipunku jaki ze sobą zabrać. Wcześniejsze poznanie terenu oraz pogody jaka ma panować podczas wyjścia pozwoli Ci dobrać wyposażenie, dzięki któremu w komfortowy sposób spędzisz czas na łonie natury. Odpowiednie dobranie ekwipunku nie tylko pozwoli Ci przygotować się na wszelkie ewentualności związane z pogodą czy utrudnieniami w terenie, ale także zaoszczędzi dźwigania zbędnych kilogramów w plecaku.
Jeśli wybierasz się na kilkudniową wędrówkę lub dłuższy biwak w dziczy, pamiętaj o zadbaniu o zasilanie do elektroniki. Tutaj znajdziesz ciekawy poradnik o tym, jakie rozwiązanie wybrać – Panel solarny czy powerbank – zasilanie na biwaku w praktyce

Pamiętaj, że każda wędrówka jest inna. Nawet jeśli wybierasz się w to samo miejsce co zawsze. Pogoda może sprawić, że ekwipunek, jaki był przydatny tydzień wcześniej tym razem jest zbędny, a brakuje Ci innych rzeczy, które okazałyby się niezwykle pomocne w zastanych warunkach. Podczas planowania wycieczki weź pod uwagę uwarunkowania terenu, w którym zamierzasz spać. Jeśli będzie to step, łąka czy pustynia może być ciężko znaleźć odpowiednie miejsce na zawieszenie hamaka. W lesie o gęstym poszyciu lub w kamienistych górach, namiot może być trudny do rozłożenia.
W sprawie ekwipunku biwakowego niezmiernie ważne jest również to, w jaki sposób z nim postępujesz po powrocie z wyprawy. Napisałem o tym cały artykuł – Jak konserwować ekwipunek biwakowy?
Mierz siły na zamiary. Jeżeli 5 kilometrowy spacer po mieście sprawia, że następnego dnia Twoje nogi są jak z kamienia… Nie porywaj się na 20 kilometrową wędrówkę górskim szlakiem. Trening fizyczny to najważniejszy punkt z perspektywy Twojego zdrowia. Musisz poznać swoje ograniczenia i nie możesz forsować się zbytnio. Szczególnie jeśli wybierasz się w samotną wędrówkę.
Pamiętaj, że nic nikomu nie musisz udowadniać. Pobyt w terenie o ile nie bierzesz udziału w jakiś zawodach, ma sprawić Ci przyjemność. Dostosuj trasę i tempo do swoich możliwości. Trzeźwo oceń jaki dystans jesteś w stanie pokonać z obciążeniem w postaci ekwipunku na plecach i staraj się wyznaczać sobie realne do pokonania odcinki. Najlepiej pozostawiając mały margines na wypadek awarii sprzętu, nieplanowanych postojów lub lekkiej kontuzji, która opóźni Twój marsz.
Jeżeli planujesz wyjście kilkudniowe z noclegiem w terenie, warto trenować również rutynę obozową. Rozstawienie schronienia i rozpalanie ognia powinno być dla Ciebie bułką z masłem. Jeżeli nie nauczysz się wykonywać szybko i sprawnie podstawowych czynności obozowych, podczas wyprawy kiedy będziesz zmęczony całodniową wędrówką sprawi Ci to jeszcze więcej problemu. To tylko wpłynie na Twoje samopoczucie, zamiast przyjemności z kontaktu z naturą, będziesz narażony na frustrację przez głupi węzeł, który się nie chce zawiązać!

Trening i doświadczenie w tym zakresie pozwoli Ci także uniknąć błędów, które wpływają na wygodę obozowania. Praktyka czyni mistrza, trenuj a będziesz wiedział jak rozstawić tarp żeby Cię nie zawiewało, jak rozpalić ogień w kilka sekund itd.
Odpowiednie przygotowanie do wyprawy bardzo zwiększy Twoje bezpieczeństwo i satysfakcję z wyjścia. Poznanie terenu da Ci okazję do zwiedzenia nowych ciekawych miejsc i zmniejszy prawdopodobieństwo zagubienia w terenie. Wiarygodna prognoza pogody sprawi, że lepiej dobierzesz potrzebny ekwipunek, dzięki czemu zwiększysz komfort marszu oraz wypoczynku. Dzięki częstym treningom będziesz w stanie szybko zareagować w trudnych sytuacjach.
Na koniec kilka dodatkowych porad, mających szczególne znaczenie podczas wypraw zagranicznych:
Na temat moich wycieczek terenowych oraz jak się do nich przygotowuje możesz poczytać w dziale – Wyprawy.
Rezerwat przyrody Piskory znajduje się na terenie gminy Żyrzyn, opiekę nad nim sprawuje zaś Nadleśnictwo Puławy. Choć możecie mi wierzyć długo się zastanawiałem, czy słowo opieka, w poprzednim zdaniu nie powinno być ujęte w cudzysłowie. Dlaczego? O tym kilka słów później.

Rezerwat Piskory utworzono w 1998 roku. Celem powołania rezerwatu było zachowanie zespołu ekosystemów o dużej różnorodności biologicznej. Na terenie objętym ochroną wyróżniono ekosystemy bagienne, leśne i wodne. Jest to w szczególności bardzo cenna ostoja ptactwa wodno-błotnego. Można tam spotkać między innymi – bąka, bielika, zielonkę, puchacza, orlika krzykliwego, żurawia czy rybitwę białoskrzydłą. Do tego szacuje się, że występuje tam jedna z największych krajowych populacji perkoza zausznika.
Niestety, ja nie miałem okazji zaobserwować ani jednego z tych gatunków. Jedynie żurawie wieczorem dawały o sobie znać swoim doniosłym klangorem.
Nadleśnictwo Puławskie „sprawuje opiekę” nad rezerwatem Piskory. Niestety, opieka ta nie wychodzi im najlepiej. Specyfika rezerwatu opiera się na płytkim jeziorze, od którego nazwy wzięła się nazwa rezerwatu.

Piskory to jezioro w ogromnej części gęsto porośnięte trzciną. Taka charakterystyka sprawia, że lustro wody, przy którym możemy dostrzec większość z wymienionych wcześniej gatunków ptaków, widać było jedynie z wież obserwacyjnych. Te zaś zostały zdemontowane… Leśnicy zdemontowali stare wieże z myślą o tym, że pieniądze na nowe otrzymają z programu unijnego. Wniosek jednak został odrzucony na przedbiegach.
Stare wieże zostały zdemontowane pod pretekstem słabego stanu i możliwości zawalenia. Co innego jednak wynika z moich rozmów z okolicznymi mieszkańcami i przyrodnikami, którzy często tam bywali. Decyzja o zdemontowaniu starych wież i zastąpieniu ich nowymi zapadła więc kiedy nie było w ogóle wiadomo, czy na nowe faktycznie znajdą się pieniądze. Może wystarczyłoby wymienić kilka desek… Tego się już nie dowiemy, ponieważ po starych wieżach obserwacyjnych pozostały tylko straszące kikuty.

Plan był prosty, pakuje manatki na 3 dniowy biwak, wsiadam na rower i po około 60 kilometrach jestem na miejscu. Plan z małymi przygodami, ale się powiódł. Do tego zaliczyłem krótki, ale bardzo satysfakcjonujący postój gdzieś na polach pomiędzy wsią Sielce, a miasteczkiem Osiny. Krótki odpoczynek okazał się obfity w obserwacje. Na listę moich zaobserwowanych gatunków ptaków wskoczył Potrzeszcz oraz Jer.
Bardzo zależy mi na tym, aby przyroda w swoim naturalnym, niezakłóconym stanie została zachowana jak najdłużej. Chcę, aby przyszłe pokolenia mogły z fascynacją obserwować to, czym dziś zachwycam się ja. Właśnie dlatego z dużą powagą traktuję zasady obowiązujące w rezerwatach przyrody i parkach narodowych. Zatem biwak w samym rezerwacie Piskory odpadał. Znalazłem jednak kawałek przejrzystego mieszanego lasu, pełnego podgrzybków. Tam właśnie postanowiłem rozbić obóz na noc z piątku na sobotę.
Kiedy rozstawiłem tarpa, zdecydowałem, że ze względu na wilgoć potrzebna będzie również podłoga. Domyślałem się, że taka potrzeba może wystąpić, dlatego zawczasu kupiłem brezentową plandekę ogrodniczą 2 x 3 metry. Lekka, wystarczająco wodoodporna i z wzmocnionymi otworami na śledzie – świetnie spełniła swoją rolę. Tylko kolor mógłby mniej rzucać się w oczy.

Ponieważ prognoza pogody zapowiadała zimną noc, postanowiłem sprawdzić swoje umiejętności bushcraftowca. Postawiłem swój pierwszy ekran cieplny, którego zadaniem jest odbijanie ciepła z ogniska w stronę schronienia. Tutaj błędem okazało się zabranie ze sobą składanej piły zamiast siekierki. Poradziłem sobie jednak całkiem nieźle, do zaostrzenia gałęzi stanowiących podpory użyłem noża. W ziemie udało mi się je stabilnie wbić używając solidnej kłody drewna jako młotka.





Finalnie ekran stanął. Nie był idealny, bo mógłby być bardziej szczelny i wyższy. Dodatkowo jego postawienie zajęło mi niewspółmiernie dużo czasu i pochłonęło sporo sił. Wniosek na przyszłość – siekierka do tego celu jest o niebo lepsza od piły
Po drodze do rezerwatu zatrzymałem się w Bałtowie. Ponieważ nie chciałem nadmiernie obciążać siebie i roweru wyjeżdżając z Lublina miałem przy sobie jedynie baton proteinowy i bidon wody. Podczas zakupów żywności podpytałem miejscowych o sam rezerwat i ewentualne grzyby. To właśnie podczas tych rozmów za każdym razem słyszałem rozzłoszczone komentarze o wieżach obserwacyjnych. Dowiedziałem się jednak, że w lasach w okolicy rezerwatu można znaleźć grzyby. Postanowiłem więc, że to wykorzystam i ugotuje sos grzybowy.
Przepis miałem dość prosty – grzyby, boczek, cebula, papryka i odrobina śmietany. Kupiłem wszystko czego potrzebowałem i ruszyłem w drogę.
Już podczas budowy ekranu cieplnego i zbierania opału na ognisko udało mi się zebrać sporo młodych podgrzybków. Kolacja zapowiadała się więc bardzo smacznie. Jak widać na poniższych zdjęciach – taka właśnie była 



Po zjedzonej kolacji, zmęczony wymagającą podróżą i budową schronienia, usnąłem dość szybko. Kolejnego dnia planowałem wstać skoro świt, aby wypatrywać dzikiej zwierzyny. Ten plan się udał, choć w całkiem opaczny sposób. Kiedy około 6:40 wyskoczyłem ze śpiwora i zacząłem się przebierać z kompletu nocnej bielizny termoaktywnej odwiedził mnie łoś!
Niestety, stojąc w samych bokserkach przy około 3 stopniach temperatury, w środku lasu około 10 minut po świcie nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia. Nagrałem jednak króciutki film, na którym wprawione oko może go wypatrzeć pomiędzy gałęziami.
Po komfortowo jak na te warunki przespanej nocy i nieoczekiwanym spotkaniu z łosiem szybko rozpaliłem ponownie ogień. Zrobiłem sobie gorącą kawę, zjadłem śniadanie i sprzątnąłem obóz. Sobotę miałem zarezerwowaną na całodniową obserwację przyrody. Niestety kilka rzeczy solidnie utrudniło mi realizację planu. Pierwszą był brak wież obserwacyjnych, o których pisałem wyżej. Drugą duża ilość grzybiarzy.
Wysyp grzybów ściągnął w okolice sporą ilość poszukiwaczy. Nie tylko płoszyli oni zwierzęta, ale i sprawiali potencjalne zagrożenie dla mojego obozu. Mój ekwipunek był ciężki i nie uśmiechało mi się pakowanie wszystkiego do plecaka. Tropienie zwierzyny z takim bagażem, również odpadało. Musiałem ograniczyć się najbliższych kilkuset metrów wkoło obozu.

Dopiero kiedy w lesie zrobiło się pusto i cicho mogłem eksplorować zakątki bardziej oddalone od miejsca, w którym pozostawiłem obóz. W ten sposób natrafiłem na ogromną polanę częściowo porośniętą trzciną, z kilkoma kępkami młodych brzózek. Wkoło polany rozstawionych było 7 ambon. Postanowiłem skorzystać z jednej z nich i przenieść obóz w jej pobliże.
Decyzja okazała się bardzo trafna, to właśnie z ambony udało mi się przeprowadzić najbardziej ekscytującą obserwację tego wyjazdu.
Z biwaku wróciłem autem. Kiedy żona zobaczyła moje zdjęcia kolacji zapragnęła spaceru w poszukiwaniu grzybów. Pod pretekstem grzybobrania zapakowała się w kombi i po mnie przyjechała. Grzybobranie okazało się obfite w dorodne podgrzybki, a ja dzięki temu uniknąłem kolejnych 60 kilometrów drogi na coraz bardziej skrzypiącym rowerze.









Całość wyjazdu z punktu widzenia bushcraftowca oceniam bardzo dobrze. Z punktu widzenia obserwatora zwierząt dużo słabiej. Byłem mocno zawiedziony brakiem wież obserwacyjnych, co uniemożliwiło mi fotografowanie ptactwa wodnego. Mimo wszystko na moją listę zaobserwowanych zwierząt wskoczyły:
Ptaki:
Ssaki:
Przy okazji wyjazdu do rezerwatu po raz pierwszy testowałem działanie sportowego zegarka z GPS – Amazfit GTR. Wynik testu znajdziecie tutaj > https://przygodyprzyrody.pl/xiaomi-amazfit-gtr-dlaczego-warto/
Zapraszam do wpisu, w którym zdradzę Wam jak wyglądał mój trening bushcraftu.

Dobierając ubiór i ekwipunek na wędrówkę w raczej zurbanizowanym terenie planowałem znaleźć miejsce na obóz i nocleg w Starym Gaju opodal Nałęczowa. Stąd dość duży ciężar zabranego ze sobą ekwipunku. Po drodze nastawiałem się na wiele krótkich postojów, podczas których fotografowałem napotkane zwierzęta. Ku mej uciesze, postojów tych było dość dużo.
Podczas wędrówki miałem okazję spotkać wiele ciekawych gatunków zwierząt. Niektóre z tych obserwacji udało mi się udokumentować fotografią. Poniżej lista spotkanych zwierząt oraz galeria.


















Z przeprowadzonych obserwacji jestem bardzo zadowolony, wiele z tych gatunków mogłem obserwować podczas żerowania. Dużym zdziwieniem była dla mnie obecność sarny europejskiej około 200 metrów od centrum Nałęczowa.
Po około 9 godzinach marszu, w czasie którego robiłem mnóstwo zdjęć rozbiłem obóz bushcraftowy na skraju lasu Stary Gaj niedaleko Nałęczowa. Miejsce obozowiska zawsze na mapach będę oznaczał czerwoną chorągiewką.
Ponieważ pogoda tego dnia dopisywała, a prognozy zapowiadały ciepłą noc bez silniejszych porywów wiatru, na mój obóz składał się tarp 3x3m oraz hamak. Zabrałem ze sobą również zestaw naczyń turystycznych, aby przyrządzić sobie ciepły posiłek i kawę.

Był to jeden z moich pierwszych samotnych biwaków w stylu bushcraftowym, traktowałem więc tę wyprawę jako trening kilku umiejętności. Chciałem między innymi przetrenować szybkie i efektywne rozbijanie obozu, kilka przydatnych węzłów, zbieranie odpowiedniego opału, rozpalanie ogniska używając wyłącznie krzesiwa i rozpałki znalezionej w lesie oraz przygotowywanie posiłku w warunkach polowych i samo przygotowanie do noclegu.

Niestety jak okazało się późnym wieczorem źle wybrałem miejsce na biwak. Ponieważ wybrałem skraj lasu, z którego widać było pobliskie zabudowania oddalone o około 1,5 kilometra również i mnie łatwo było zlokalizować. Szczególnie psom, które zwabione zapachem potrawy szybko mnie odnalazły i nękały kilkukrotnie swoim mało przyjaznym nastawieniem. Ponieważ psy były agresywne i nie dawały spokoju nawet po 4 moich interwencjach, zmuszony byłem około godziny 20:00 zwinąć obóz i wezwać żonę, która odwiozła mnie do domu rodziny.
Pomimo, że mój planowany nocleg nie doszedł do skutku całą wyprawę oceniam bardzo dobrze. Była to dla mnie okazja nie tylko do poprawy kondycji w marszu i obserwacji wielu ciekawych gatunków zwierząt. Był to również cenny trening bushcraftu. Podczas marszu spotkałem wiele interesujących zwierząt, a 3 gatunki ptaków udało mi się po raz pierwszy udokumentować – białorzytka, makolągwa, paszkot.
