Z roku na rok ptaki mają coraz większe trudność ze znalezieniem pożywienia. Ma to związek z niczym innym jak z postępującą w ogromnym tempie urbanizacją i zagarnianiem coraz większych areałów dzikich terenów pod działalność ludzką. Wycinamy coraz więcej drzew, owady, które są dla nas szkodnikami, a dla ptaków pokarmem trujemy szkodliwymi dla wszystkich wkoło chemikaliami. Wielkopowierzchniowe uprawy rolne praktycznie sprowadzają bioróżnorodność na ogromnych terenach do parteru. To tylko przykłady wielu powodów, przez które ptaki mają coraz trudniejsze życie.

Na temat dokarmiania ptaków od wielu lat trwają zażarte dyskusje. Jedni twierdzą, że przez dokarmianie ptaków, stają się one jeszcze bardziej zależne od człowieka. Zwolennicy tego podejścia twierdzą, że ptaki powinny nauczyć się adaptować do zmieniających się warunków jak czyniły to przez wiele tysięcy lat.

Nie da się ukryć, że jest w tej tezie wiele prawdy. Coraz większe uzależnienie ptaków od człowieka na pewno im nie służy. Jednak moim zdaniem, ptaki korzystające z karmników już i tak są w ogromnej mierze uzależnione od człowieka. Dbałość o środowisko naturalne w moim przekonaniu jest jedną z naszych odpowiedzialności. Oczywiście ptaki jak i każde inne zwierzęta potrafią się adaptować do zmieniających się warunków bytowania. Lecz zmiany jakie aktualnie mają miejsce są po prostu zbyt szybkie. Jednego roku potrafimy zniszczyć ogromne tereny, które przez setki lat były siedliskami ptaków.
Jeśli zatem zapytacie mnie czy dokarmianie ptaków ma sens – odpowiem – tak, ale trzeba to robić z głową.
Dokarmianie ptaków to duża odpowiedzialność. Jeżeli decydujemy się na zainstalowanie karmnika i uzupełnianie go pożywieniem musimy pamiętać, że ptaki bardzo szybko przyzwyczajają się do źródeł jedzenia. Tym bardziej, jeśli źródło to jest łatwo dostępne i bezpieczne. Nasz przydomowy karmnik, jeśli jest prawidłowo zamontowany spełnia takie założenia praktycznie z miejsca. Musimy więc brać pod uwagę, że jeżeli decydujemy się na dokarmianie ptaków powinna być to decyzja, której nie zmienimy przynajmniej przez cały sezon zimowy.

Dlaczego? Ptaki, które przyzwyczają się pozyskiwania pożywienia z karmnika bardzo często polegają na nim tak bardzo, że nie szukają już innych źródeł pokarmu. Jeżeli zatem w środku zimy zapomnisz lub zrezygnujesz z rozpoczętego jesienią dokarmiania może się okazać, że skazujesz tym samym wiele ptaków na śmierć głodową. Jeśli zaniechasz uzupełniania karmnika, dla wielu skrzydlatych przyjaciół może się okazać za późno na znalezienie nowego źródła pokarmu.
Jak powinien wyglądać karmnik? W zasadzie nie ma jednego standardu. Jeśli jednak chcesz, aby Twój karmnik był często odwiedzany zadbaj o trzy rzeczy:
Karmnik zawsze powinien być usytuowany w nie większej odległości niż 2-3 metry od drzewa o gęstej koronie lub krzewu. Gęstwina gałęzi stanowi dla drobnego ptactwa schronienie przed drapieżnikami. Odległość karmnika większa niż te kilka metrów od schronienia może się okazać zwykłą pułapką biologiczną. Ptaki żywiące się przy Twoim karmniku powinny mieć szansę ucieczki przed atakiem z góry np. krogulca czy jastrzębia oraz ataku z dołu np. kuny lub kota. Warto zatem swój karmnik zainstalować na wysokości około 2-3 metrów i w takiej samej odległości od schronienia w postaci krzewów, krzaków, zarośli czy drzew.
Zadaszenie ma znaczenie dla jakości pożywienia jakie wysypujesz ptakom. Najczęściej stosowanym pokarmem są różnego rodzaju ziarna. Słonecznik, proso, len, rzepak, pszenica itd. Jeżeli Twój karmnik nie będzie posiadał zadaszenia, pokarm będzie narażony na niekorzystne warunki atmosferyczne. Może to spowodować zgnicie pokarmu po nasiąknięciu deszczówką. Taki pokarm może wywołać i ptaków groźne, nawet śmiertelne zatrucia i choroby.

Czystość karmnika to sprawa kluczowa. Każdorazowo przy dokładaniu karmy należy karmnik wyczyścić z odchodów i usunąć niezjedzone resztki. Pozostałości jedzenia w połączeniu z odchodami to prosta linia do zarażenia chorobami. Resztki pokarmu mogą być wymieszane z odchodami ptaków, które ów resztki pozostawiły. Jeśli na te pozostałości skusi się inny gatunek może dojść do międzygatunkowego rozprzestrzeniania się chorób, pasożytów i zarazków. Tego z całą pewnością chcemy uniknąć podczas dokarmiania ptaków.
Warto również unikać popularnych ostatnio form dokarmiania bez karmnika. W sklepach można znaleźć mnóstwo kiełbas lub kul tłuszczowo-ziarnistych opakowanych w foliowych siatkach. Ptaki z łatwością siadają na takich wywieszkach i wydziobują zawartość.
Problemy mogą jednak pojawić się już po pożywieniu. Kiedy w plastikowej siatce jest jeszcze dużo pokarmu, siatka jest napięta. Kiedy pokarm się kończy siatka ta często zwisa dość luźno, przez co grozi to zaplątaniem łapek w oczka siatki. Takie uwięzienie może się dla naszych podopiecznych skończyć utratą kończyny lub śmiercią.
Krótko mówiąc, jeśli decydujemy się na pomoc ptakom wybierajmy formy pomocy, które na pewno nie zaszkodzą. Ja bardzo szybko zrezygnowałem z takiej formy dokarmiania.

Znam wiele osób, które na pytanie kiedy dokarmiać ptaki odpowiedzą – zawsze. Nie jestem przekonany czy taka odpowiedź jest słuszna czy nie. Z jednej strony, postęp cywilizacyjny i ekspansja ludzi na nowe tereny mocno ograniczają ptakom możliwości pozyskania pożywienia. Więc dokarmianie całoroczne jest pewną rekompensatą. Z drugiej zaś przemawia do mnie argument przywołany na początku artykułu o jeszcze większym uzależnieniu ptactwa od ludzi.
Osobiście zaczynam dokarmiać swoje sikorki i wróble na początku października. Mieszkam w Lublinie, w dzielnicy łączącej blokowiska z domkami jednorodzinnymi. Zaraz za blokiem mam malutki obszar nieużytku, na którym wyrosło sporo krzewów i drzew. Właśnie tam gniazduje stado sikor bogatek, para modraszek i stadko wróbli. Ponieważ ptaków jest naprawdę dużo jak na taki mały teren zielony, postanowiłem zacząć dokarmianie dość wcześnie.
Decyzja o tym kiedy zacząć dokarmianie ptaków moim zdaniem powinna zapadać indywidualnie w każdym przypadku. Powinna być ona podyktowana lokalną liczebnością ptactwa korzystającego z dokarmiania oraz dostępnością pokarmu w okolicy. Jeśli Twoja okolica jest raczej uboga w rośliny służące ptakom za pokarm, a mimo to w okolicy jest ich sporo, możesz jak ja zacząć dokarmianie ptaków wczesną jesienią. Jeśli wkoło domu masz sady, łąki, las czy park, to nawet przy dużej liczebności ptaków, możesz spokojnie poczekać do pierwszych opadów śniegu.
Jeżeli jesteś miłośnikiem ptaków, to możliwość obserwacji ich z bliska sprawi Ci ogromną radość. Dokarmianie jednak nie jest jedynym sposobem na zwabienie ptaków do swojego ogrodu. Więcej na ten temat znajdziesz w poradniku marki OBI – Ptaki w ogrodzie – karmnik, budka i poidełko dla ptaków

Przede wszystkim należy pamiętać, że dokarmianie ptaków nie może być realizowane pokarmem zepsutym jak resztki ze śmietnika. Pleśń może im bardzo mocno zaszkodzić. Nie powinny to być również resztki z naszego stołu. Przyprawy i sól mogą być szkodliwe dla delikatnego układu pokarmowego ptaka. To co wykładamy do karmnika ma za to ogromny wpływ na to jakie ptaki będziemy mogli obserwować przy naszej jadłodajni.

Jeżeli dokarmiasz ptaki sezonowo, dokarmianie należy zakończyć wczesną wiosną. Początek marca jest już okresem, w którym większość ptaków jest w stanie bez większych problemów wyżywić się bez naszej pomocy.
Przez większość lata, każdą chwilę jaką spędziłem nad wodą wypatrywałem innych kaczek niż pospolite krzyżówki. Niestety bez efektów. Nawet na ścieżkach ornitologicznych Poleskiego Parku Narodowego słynących z bogactwa gatunków ptaków wodnych się nie udało. Widywałem masę kormoranów, perkozów, gęsi, ale nie kaczek. Z nadzieją na ciekawe obserwacje nowych gatunków kaczek zapakowałem plecak, wsiadłem na rower w ciepły listopadowy poranek wybrałem się nad Zalew Zemborzycki.

Ze względu na miejsce zamieszkania, nad Zalewem Zemborzyckim jestem dość często. To w końcu tylko 15 minut rowerem i już mogę cieszyć się terenami zielonymi, pięknym zbiornikiem wodnym, pobliskim lasem i tzw. rękawem – najdzikszym miejscem zalewu o charakterystyce bagnisto-szuwarowej (jest to zwężenie zalewu na jego południowo-wschodniej części). Częste odwiedziny pozwoliły mi, myślę, że już dobrze zapoznać się awifauną tego miejsca. Jednak każde odwiedziny to nowe zaskoczenie. Zalew to naprawdę skarbnica przyrody.
Podczas moich dotychczasowych wycieczek z lornetką i aparatem miałem okazję zaobserwować tam mnóstwo gatunków ptaków:
Wystarczy odrobina uwagi i ciche zachowanie. Nawet tak blisko dużego miasta natura potrafi zaskoczyć swoim bogactwem i pięknem. Właśnie z powodu owego bogactwa i bioróżnorodności tego środowiska miałem nadzieję, że tym razem uda mi się spotkać jakieś nowe gatunki kaczek, które przecież mają tam świetne warunki bytowania. Jako, że nie musiałem się śpieszyć postanowiłem spędzić tam cały dzień. Zabrałem więc ze sobą nowy tytanowy kubek, kiełbaskę, kilka bułek i kawę.
Wyprawa choć krótka i w tereny znane mi bardzo dobrze, okazała się satysfakcjonująca i zaskakująca. Kiedy dotarłem na sam zalew wyjątkowo postanowiłem wybrać inną niż zazwyczaj trasę.
Każdy mój wypad w to miejsce ma swój cel w okolicach rękawa. Jest to zdecydowanie najciekawszy, najcichszy i oferującą najładniejsze widoki zakątek zalewu. Praktycznie każdy mój wypad w te okolice odbywa się ścieżką rowerową wiodącą przez las przy wschodnim brzegu zbiornika. Tym razem jednak wybrałem ścieżkę po zachodniej stronie.



Pierwsze jesienne ptaki jakie miałem okazję obserwować to jak zwykłem mawiać okołozalewowy standard
Praktycznie wszędzie przy zalewie można dostrzec sroki, sójki, gawrony, kawki, wrony siwe, kaczki krzyżówki i czernice. Na wysokości otwartego w sezonie letnim baru Widok dostrzegłem duże stado buszujących na polach mazurków.


Jadać dalej w stronę mostu nad ulicą Cienistą spotkałem bardzo towarzyskie stadko. Hałaśliwe mewy śmieszki rywalizowały o najlepsze miejsca do obserwacji okolicy. Bardzo ochoczo również pozowały do zdjęć. Przyciągnąłem również uwagę bardzo ciekawskiego łabędzia niemego. Który podpłynął pod sam brzeg, prawdopodobnie był on przyzwyczajony do karmienia przez spacerowiczów. Niestety nie miałem nic wartościowego co mógłbym mu rzucić, a nie jestem zwolennikiem karmienia ptaków pieczywem.



Kiedy nieśpiesznie dotarłem w okolice rękawa zalewu solidnie już zgłodniałem. Poza tym nastał czas na poranną kawę. Znalazłem więc stare stanowisko wędkarskie z miejscem na ognisko i postanowiłem zjeść gorące śniadanie. Kilka minut zbierania chrustu i już cieszyłem się ogniem i skwierczącą nad nim kiełbaską.
Podczas krótkiego biwakowania miałem nawet gości. Najpierw nawiedził mnie wzburzony strzyżyk. Chwilę później, aby sprawdzić o co cały ten ambaras, zaleciała samiczka bogatki zwyczajnej.


Zakupiony na aliexpress tytanowy kubek z górnym uchem spisał się świetnie, woda na kawę zagotowała się szybko. Miałem obawy, że będę miał kłopot z napiciem się kawy, ponieważ nie zabrałem ze sobą swojego składanego gumowego kubka. Obawy jednak szybko poszły w niepamięć. Kubek bardzo szybko wytracał temperaturę. Do tego stopnia, że po kilku minutach mogłem złapać nawet za dno. Kawa w środku za to, utrzymywała ciepło bardzo długo.
Jesienna wyprawa nad zalew okazała się zaskakująco obfita w gatunki ptaków jakich do tej pory nie miałem okazji oglądać. Było na tyle ciekawie, że postanowiłem ponowić spacer kolejnego tygodnia. Z drugiego spaceru nad zalewem nie będę tworzył wpisu. Dlatego poniżej publikuję zdjęcia nowych gatunków na mojej obserwacji z obu przygód.




Oba jesienne spacery były dla mnie nie tylko okazją do zaobserwowania nowych gatunków i podładowania baterii. Również spotkanie gatunków ptaków, które widywałem już wcześniej sprawiło mi wiele przyjemności. Największym zaskoczeniem był dla mnie widok zimorodka w bardzo ruchliwym miejscu – zaraz przy ścieżce rowerowej – oraz małe stadko raniuszków buszujących po gałązkach brzozy.
Zimorodek jak zawsze czmychnął nim udało mi się zrobić dobre zdjęcie. Mam nadzieję, że przy kolejnym spotkaniu będę miał więcej szczęścia i uda mi się w końcu zrobić satysfakcjonujące zdjęcie.


Ponieważ tej jesieni jeszcze nie raz wybiorę się nad zalew z lornetką i aparatem, jesienne ptaki jakie spotkam zasilą poniższą galerię.


