
Idealne miejsce na biwak powinno spełniać trzy podstawowe cechy:

Nietrudno się domyślić, że znalezienie miejsca, które w sposób optymalny zapewni realizację wszystkich powyższych potrzeb, jest trudne. Dlatego wybór odpowiedniego miejsca na założenie obozu to często sztuka kompromisu.
Bezpieczeństwo biwakowania jest najważniejsze – podczas wyboru miejsca na biwak zawsze najpierw oceń, czy otoczenie zapewni ci to bezpieczeństwo. Może się zdarzyć np., że będziesz zmuszony do zrezygnowania z wygód lub pięknych widoków właśnie na rzecz bezpieczeństwa.
Oceniając miejsce na biwak z punktu widzenia bezpieczeństwa Twojego pobytu powinieneś sprawdzić kilka czynników.

W pierwszej kolejności oceń czy biwakowanie w wybranym miejscu jest odpowiednie do rodzaju schronienia, jakie będziesz szykował na noc. Na przykład: jeżeli zabrałeś ze sobą hamak, koniecznie poszukaj dwóch solidnych miejsc zaczepienia (uwierz mi, ostatnie czego chcesz to rąbnąć tyłkiem o twardą ziemię podczas snu). Jeżeli natomiast planujesz spać na ziemi, najważniejsze będzie wybranie miejsca, w którym Twojego legowiska nie podmyje woda (np. podczas gwałtownych opadów deszczu).
Kolejnym czynnikiem, który może stanowić potencjalne zagrożenie, jest wiatr. Koniecznie sprawdź, czy nad wybranym przez ciebie miejscem na obóz nie zwisają luźne, złamane gałęzie.
Niebezpieczne mogą być również suche gałęzie, które mogą się złamać – i spaść na ciebie – podczas silniejszych podmuchów wiatru. Szczególnie unikaj rozbijania obozu pod starymi bukami – mają one tendencję do zrzucania ciężkich konarów nawet przy niezbyt silnym wietrze.
Wybór odpowiedniego podłoża ma również spore znaczenie. Unikaj miejsc o wyraźnym spadku terenu. Wyżej, pisząc o bezpieczeństwie, zwróciłem uwagę na padający deszcz, który szczególnie w górach może bez żadnego ostrzeżenia zmienić podłoże Twojego biwaku w spływający z góry potok deszczówki. Śpiąc na ziemi ważna będzie również możliwość wbicia w podłogę śledzi. Weź to pod uwagę.

Podczas wyboru miejsca na biwak unikaj nisko położonych punktów – nie obozuj np. w dnach dolin, kotlinach czy wąwozach. Duża wilgotność takich miejsc wiąże się również z niską temperaturą, co w pakiecie skutkuje naprawdę zimną nocą. Dodatkowo, spływająca podczas deszczu woda może właśnie tam się skupiać w spore kałuże.
Jeżeli chcesz biwakować w obszarze występowania potencjalnie groźnych zwierząt, sprawdź czy w okolicy wybranego miejsca nie ma śladów ich bytowania. W Polsce niebezpieczne mogą być dziki i niedźwiedzie. Bardzo rzadko zdarzają się ataki wilków, jednak również warto wziąć to pod uwagę. Warto również unikać miejsc o gęstej, wysokiej roślinności – są to siedliska kleszczy.

Na komfort wybranego miejsca na biwak w dużej mierze będą miały wpływ czynniki już omówione przy okazji bezpieczeństwa. Miejsce osłonięte od wiatru nie tylko zagwarantuje bezpieczeństwo, ale również i wygodę. Silne porywy wiatru mogą zerwać zawieszony tarp, a nawet jeśli będzie on mocno zamontowany, to jego głośny szelest może być uciążliwy podczas snu. To samo tyczy się ryzyka podmoknięcia terenu oraz biwakowania wśród gęstej trawy, w której dużo łatwiej zagubić elementy ekwipunku.
Ogromne znaczenie dla komfortu biwakowania ma dostęp do wody – warto więc na obóz wybrać miejsce niedaleko źródła wody. Najlepsza zawsze będzie woda płynąca zdatna do picia. Nawet jeśli woda pitna nie jest Ci niezbędna (ponieważ masz ze sobą jej spory zapas) to i tak pobliskie źródło, jezioro, rzeka, strumyk czy choćby głębsza kałuża będą przydatne. Dzięki łatwemu dostępowi do wody będziesz mógł np. zagasić ogień czy umyć siebie i ekwipunek.
Warto jednak pamiętać, że rozbijanie obozu zaraz przy wodzie może się mocno zemścić z kilku powodów:
Podczas chłodnych pór roku wielu biwakowiczów wybiera ognisko jako formę dogrzewania swojego schronienia. Warto wówczas wziąć pod uwagę, czy podłoże, na którym planuje się rozpalić ogień, się do tego nadaje. Unikaj podłoża zawierającego suchą ściółkę, torf czy innych materiałów, które mogą się łatwo zapalić.
Swoje schronienie warto ustawić równolegle do kierunku wiatru – dzięki temu, dużo mniej dymu z ogniska wpadnie na twoje posłanie. Optymalne ustawienie schronienia jesienią i zimą również zakłada ustawienie obozu w kierunku wschodu słońca – dzięki temu już pierwsze promienie słoneczne zaczną ogrzewać twój obóz.
Jeżeli planujesz swój biwak latem, pięciokrotnie się zastanów, czy palenie ognia jest koniecznie potrzebne. Jeżeli mimo wszystko chcesz rozpalić ogień, to najlepiej poszukaj piachu i zabezpiecz miejsce pod ognisko grubą jego warstwą. Ma to szczególne znaczenie w obliczu ostatnich bardzo suchych sezonów letnich.
Jeśli biwakujesz w namiocie latem (podczas wysokich temperatur), ustaw go tak, aby był osłonięty od strony wschodu. Dzięki temu w Twoim namiocie o poranku nie zrobi się sauna.

Każdemu turyście spędzającemu noc w terenie marzy się piękny zachód, wschód słońca, delikatny szum drzew i cudne pejzaże roztaczające się przed obozem. Nie ma w tym nic złego, jednak pamiętaj, że piękne widoki powinny być zawsze poprzedzone bezpieczeństwem i komfortem biwakowania.
Wybierając miejsce na biwak nie zawsze ma się wszystko, czego by się chciało. To najtrudniejsza rzecz w biwakowaniu – trzeba nauczyć się rezygnować z wygód i pięknych widoków na rzecz bezpieczeństwa.
Rezerwat przyrody Piskory znajduje się na terenie gminy Żyrzyn, opiekę nad nim sprawuje zaś Nadleśnictwo Puławy. Choć możecie mi wierzyć długo się zastanawiałem, czy słowo opieka, w poprzednim zdaniu nie powinno być ujęte w cudzysłowie. Dlaczego? O tym kilka słów później.

Rezerwat Piskory utworzono w 1998 roku. Celem powołania rezerwatu było zachowanie zespołu ekosystemów o dużej różnorodności biologicznej. Na terenie objętym ochroną wyróżniono ekosystemy bagienne, leśne i wodne. Jest to w szczególności bardzo cenna ostoja ptactwa wodno-błotnego. Można tam spotkać między innymi – bąka, bielika, zielonkę, puchacza, orlika krzykliwego, żurawia czy rybitwę białoskrzydłą. Do tego szacuje się, że występuje tam jedna z największych krajowych populacji perkoza zausznika.
Niestety, ja nie miałem okazji zaobserwować ani jednego z tych gatunków. Jedynie żurawie wieczorem dawały o sobie znać swoim doniosłym klangorem.
Nadleśnictwo Puławskie „sprawuje opiekę” nad rezerwatem Piskory. Niestety, opieka ta nie wychodzi im najlepiej. Specyfika rezerwatu opiera się na płytkim jeziorze, od którego nazwy wzięła się nazwa rezerwatu.

Piskory to jezioro w ogromnej części gęsto porośnięte trzciną. Taka charakterystyka sprawia, że lustro wody, przy którym możemy dostrzec większość z wymienionych wcześniej gatunków ptaków, widać było jedynie z wież obserwacyjnych. Te zaś zostały zdemontowane… Leśnicy zdemontowali stare wieże z myślą o tym, że pieniądze na nowe otrzymają z programu unijnego. Wniosek jednak został odrzucony na przedbiegach.
Stare wieże zostały zdemontowane pod pretekstem słabego stanu i możliwości zawalenia. Co innego jednak wynika z moich rozmów z okolicznymi mieszkańcami i przyrodnikami, którzy często tam bywali. Decyzja o zdemontowaniu starych wież i zastąpieniu ich nowymi zapadła więc kiedy nie było w ogóle wiadomo, czy na nowe faktycznie znajdą się pieniądze. Może wystarczyłoby wymienić kilka desek… Tego się już nie dowiemy, ponieważ po starych wieżach obserwacyjnych pozostały tylko straszące kikuty.

Plan był prosty, pakuje manatki na 3 dniowy biwak, wsiadam na rower i po około 60 kilometrach jestem na miejscu. Plan z małymi przygodami, ale się powiódł. Do tego zaliczyłem krótki, ale bardzo satysfakcjonujący postój gdzieś na polach pomiędzy wsią Sielce, a miasteczkiem Osiny. Krótki odpoczynek okazał się obfity w obserwacje. Na listę moich zaobserwowanych gatunków ptaków wskoczył Potrzeszcz oraz Jer.
Bardzo zależy mi na tym, aby przyroda w swoim naturalnym, niezakłóconym stanie została zachowana jak najdłużej. Chcę, aby przyszłe pokolenia mogły z fascynacją obserwować to, czym dziś zachwycam się ja. Właśnie dlatego z dużą powagą traktuję zasady obowiązujące w rezerwatach przyrody i parkach narodowych. Zatem biwak w samym rezerwacie Piskory odpadał. Znalazłem jednak kawałek przejrzystego mieszanego lasu, pełnego podgrzybków. Tam właśnie postanowiłem rozbić obóz na noc z piątku na sobotę.
Kiedy rozstawiłem tarpa, zdecydowałem, że ze względu na wilgoć potrzebna będzie również podłoga. Domyślałem się, że taka potrzeba może wystąpić, dlatego zawczasu kupiłem brezentową plandekę ogrodniczą 2 x 3 metry. Lekka, wystarczająco wodoodporna i z wzmocnionymi otworami na śledzie – świetnie spełniła swoją rolę. Tylko kolor mógłby mniej rzucać się w oczy.

Ponieważ prognoza pogody zapowiadała zimną noc, postanowiłem sprawdzić swoje umiejętności bushcraftowca. Postawiłem swój pierwszy ekran cieplny, którego zadaniem jest odbijanie ciepła z ogniska w stronę schronienia. Tutaj błędem okazało się zabranie ze sobą składanej piły zamiast siekierki. Poradziłem sobie jednak całkiem nieźle, do zaostrzenia gałęzi stanowiących podpory użyłem noża. W ziemie udało mi się je stabilnie wbić używając solidnej kłody drewna jako młotka.





Finalnie ekran stanął. Nie był idealny, bo mógłby być bardziej szczelny i wyższy. Dodatkowo jego postawienie zajęło mi niewspółmiernie dużo czasu i pochłonęło sporo sił. Wniosek na przyszłość – siekierka do tego celu jest o niebo lepsza od piły
Po drodze do rezerwatu zatrzymałem się w Bałtowie. Ponieważ nie chciałem nadmiernie obciążać siebie i roweru wyjeżdżając z Lublina miałem przy sobie jedynie baton proteinowy i bidon wody. Podczas zakupów żywności podpytałem miejscowych o sam rezerwat i ewentualne grzyby. To właśnie podczas tych rozmów za każdym razem słyszałem rozzłoszczone komentarze o wieżach obserwacyjnych. Dowiedziałem się jednak, że w lasach w okolicy rezerwatu można znaleźć grzyby. Postanowiłem więc, że to wykorzystam i ugotuje sos grzybowy.
Przepis miałem dość prosty – grzyby, boczek, cebula, papryka i odrobina śmietany. Kupiłem wszystko czego potrzebowałem i ruszyłem w drogę.
Już podczas budowy ekranu cieplnego i zbierania opału na ognisko udało mi się zebrać sporo młodych podgrzybków. Kolacja zapowiadała się więc bardzo smacznie. Jak widać na poniższych zdjęciach – taka właśnie była 



Po zjedzonej kolacji, zmęczony wymagającą podróżą i budową schronienia, usnąłem dość szybko. Kolejnego dnia planowałem wstać skoro świt, aby wypatrywać dzikiej zwierzyny. Ten plan się udał, choć w całkiem opaczny sposób. Kiedy około 6:40 wyskoczyłem ze śpiwora i zacząłem się przebierać z kompletu nocnej bielizny termoaktywnej odwiedził mnie łoś!
Niestety, stojąc w samych bokserkach przy około 3 stopniach temperatury, w środku lasu około 10 minut po świcie nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia. Nagrałem jednak króciutki film, na którym wprawione oko może go wypatrzeć pomiędzy gałęziami.
Po komfortowo jak na te warunki przespanej nocy i nieoczekiwanym spotkaniu z łosiem szybko rozpaliłem ponownie ogień. Zrobiłem sobie gorącą kawę, zjadłem śniadanie i sprzątnąłem obóz. Sobotę miałem zarezerwowaną na całodniową obserwację przyrody. Niestety kilka rzeczy solidnie utrudniło mi realizację planu. Pierwszą był brak wież obserwacyjnych, o których pisałem wyżej. Drugą duża ilość grzybiarzy.
Wysyp grzybów ściągnął w okolice sporą ilość poszukiwaczy. Nie tylko płoszyli oni zwierzęta, ale i sprawiali potencjalne zagrożenie dla mojego obozu. Mój ekwipunek był ciężki i nie uśmiechało mi się pakowanie wszystkiego do plecaka. Tropienie zwierzyny z takim bagażem, również odpadało. Musiałem ograniczyć się najbliższych kilkuset metrów wkoło obozu.

Dopiero kiedy w lesie zrobiło się pusto i cicho mogłem eksplorować zakątki bardziej oddalone od miejsca, w którym pozostawiłem obóz. W ten sposób natrafiłem na ogromną polanę częściowo porośniętą trzciną, z kilkoma kępkami młodych brzózek. Wkoło polany rozstawionych było 7 ambon. Postanowiłem skorzystać z jednej z nich i przenieść obóz w jej pobliże.
Decyzja okazała się bardzo trafna, to właśnie z ambony udało mi się przeprowadzić najbardziej ekscytującą obserwację tego wyjazdu.
Z biwaku wróciłem autem. Kiedy żona zobaczyła moje zdjęcia kolacji zapragnęła spaceru w poszukiwaniu grzybów. Pod pretekstem grzybobrania zapakowała się w kombi i po mnie przyjechała. Grzybobranie okazało się obfite w dorodne podgrzybki, a ja dzięki temu uniknąłem kolejnych 60 kilometrów drogi na coraz bardziej skrzypiącym rowerze.









Całość wyjazdu z punktu widzenia bushcraftowca oceniam bardzo dobrze. Z punktu widzenia obserwatora zwierząt dużo słabiej. Byłem mocno zawiedziony brakiem wież obserwacyjnych, co uniemożliwiło mi fotografowanie ptactwa wodnego. Mimo wszystko na moją listę zaobserwowanych zwierząt wskoczyły:
Ptaki:
Ssaki:
Przy okazji wyjazdu do rezerwatu po raz pierwszy testowałem działanie sportowego zegarka z GPS – Amazfit GTR. Wynik testu znajdziecie tutaj > https://przygodyprzyrody.pl/xiaomi-amazfit-gtr-dlaczego-warto/
Zapraszam do wpisu, w którym zdradzę Wam jak wyglądał mój trening bushcraftu.

Dobierając ubiór i ekwipunek na wędrówkę w raczej zurbanizowanym terenie planowałem znaleźć miejsce na obóz i nocleg w Starym Gaju opodal Nałęczowa. Stąd dość duży ciężar zabranego ze sobą ekwipunku. Po drodze nastawiałem się na wiele krótkich postojów, podczas których fotografowałem napotkane zwierzęta. Ku mej uciesze, postojów tych było dość dużo.
Podczas wędrówki miałem okazję spotkać wiele ciekawych gatunków zwierząt. Niektóre z tych obserwacji udało mi się udokumentować fotografią. Poniżej lista spotkanych zwierząt oraz galeria.


















Z przeprowadzonych obserwacji jestem bardzo zadowolony, wiele z tych gatunków mogłem obserwować podczas żerowania. Dużym zdziwieniem była dla mnie obecność sarny europejskiej około 200 metrów od centrum Nałęczowa.
Po około 9 godzinach marszu, w czasie którego robiłem mnóstwo zdjęć rozbiłem obóz bushcraftowy na skraju lasu Stary Gaj niedaleko Nałęczowa. Miejsce obozowiska zawsze na mapach będę oznaczał czerwoną chorągiewką.
Ponieważ pogoda tego dnia dopisywała, a prognozy zapowiadały ciepłą noc bez silniejszych porywów wiatru, na mój obóz składał się tarp 3x3m oraz hamak. Zabrałem ze sobą również zestaw naczyń turystycznych, aby przyrządzić sobie ciepły posiłek i kawę.

Był to jeden z moich pierwszych samotnych biwaków w stylu bushcraftowym, traktowałem więc tę wyprawę jako trening kilku umiejętności. Chciałem między innymi przetrenować szybkie i efektywne rozbijanie obozu, kilka przydatnych węzłów, zbieranie odpowiedniego opału, rozpalanie ogniska używając wyłącznie krzesiwa i rozpałki znalezionej w lesie oraz przygotowywanie posiłku w warunkach polowych i samo przygotowanie do noclegu.

Niestety jak okazało się późnym wieczorem źle wybrałem miejsce na biwak. Ponieważ wybrałem skraj lasu, z którego widać było pobliskie zabudowania oddalone o około 1,5 kilometra również i mnie łatwo było zlokalizować. Szczególnie psom, które zwabione zapachem potrawy szybko mnie odnalazły i nękały kilkukrotnie swoim mało przyjaznym nastawieniem. Ponieważ psy były agresywne i nie dawały spokoju nawet po 4 moich interwencjach, zmuszony byłem około godziny 20:00 zwinąć obóz i wezwać żonę, która odwiozła mnie do domu rodziny.
Pomimo, że mój planowany nocleg nie doszedł do skutku całą wyprawę oceniam bardzo dobrze. Była to dla mnie okazja nie tylko do poprawy kondycji w marszu i obserwacji wielu ciekawych gatunków zwierząt. Był to również cenny trening bushcraftu. Podczas marszu spotkałem wiele interesujących zwierząt, a 3 gatunki ptaków udało mi się po raz pierwszy udokumentować – białorzytka, makolągwa, paszkot.
