
This article is also available in English – KULING – expedition to the camp for ringing wader birds
Kuling czyli Grupa Badawcza Ptaków Wodnych KULING swoje początki miał już w roku 1983, gdzie zaczynał jako nieformalny byt Sekcji Koła Naukowego Biologów Uniwersytetu Gdańskiego. W 1996 przyjął formę stowarzyszenia. Z błogosławieństwem profesora Stefana Strawińskiego, grupa ówczesnych studentów rozpoczęła projekt liczenia ptaków wodnych na Zatoce Gdańskiej. Ów projekt trwa do dziś i jest to najdłużej trwające badanie tego typu w Europie.
Od samego początku Grupa Badawcza Ptaków Wodnych KULING działa we współpracy z Katedrą Ekologii i Zoologii Kręgowców Uniwersytetu Gdańskiego. A badania polegające na liczeniu ptaków morskich i kontroli zanieczyszczenia wody Zatoki Gdańskiej rozszerzono o coroczny obóz ornitologiczny, na którym obrączkowane są głównie ptaki siewkowe, ale nie tylko.
Stowarzyszenie KULING zaangażowane jest również w projekty o charakterze czynnej ochrony, czego przykładem jest ochrona ptaków gniazdujących w rezerwacie „Mewia Łacha”. Stowarzyszenie dokłada również swoje cegiełki w budowaniu świadomości przyrodniczej i edukacji. To jednak nadal tylko wycinek tego, czym KULING się zajmuje. Po więcej informacji na temat działalności stowarzyszenia zapraszam na ich stronę – kuling.org.pl.

Obóz obrączkarski KULING działa już od dłuższego czasu przy ujściu Wisły w rezerwacie przyrody Mewia Łacha przy zachodnim brzegu rzeki. Jest to miejsce wyjątkowe, ponieważ na jego obszarze znajdują się terytoria lęgowe wielu gatunków rybitw, mew i sieweczek. Jest to również miejsce żerowania i odpoczynku w trakcie migracji dla ptaków blaszkodziobych i siewkowych. Działalność KULINGa w tym miejscu ma na celu nie tylko prowadzenie badań naukowych liczenia i obrączkowania ptaków, ale również czynna ochrona części rezerwatu zamkniętej dla ruchu turystycznego.
Pomimo że część rezerwatu jest zamknięta, to nadal jest to świetne miejsce do birdwatchingu, ze ścieżek turystycznych i wież obserwacyjnych można dostrzec wiele ciekawych gatunków ptaków. Po rozmowach ze spotkanymi tam turystami sądzę jednak, że to foki zbierające się w tej okolicy przyciągają największy ruch.

Dojazd nad morze jak dotąd był dla mnie bardzo drogi i męczący, jednak po doświadczeniach w podróży na obozy Akcji Bałtyckiej znalazłem lepszy sposób, żeby z Lublina dostać się do Gdańska. Pewnie nikogo nie zdziwi, że lot samolotem okazał się najwygodniejszym dostępnym środkiem transportu. Jednak informacja, że jak dotąd była to moja najtańsza podróż nad polskie morze, może już być dla Was zaskoczeniem.
Bezpośredni lot Lublin > Gdańsk i potem powrót zajął mi czterokrotnie mniej czasu i kosztował dwukrotnie mniej niż podróż pociągiem na Hel na Akcje Bałtycką wiosną 2021. Relacje z tej wyprawy możesz przeczytać tutaj – Akcja Bałtycka – 5 dni na Helu – relacja z wyprawy.
Wiem, że lot samolotem jest bardzo nie eko, ale hej, beze mnie na pokładzie ten samolot i tak by poleciał
Dostanie się z lotniska w Gdańsku na obóz w Ujściu Wisły, również nie było skomplikowane, trójmiasto jest bardzo dobrze skomunikowane. Wystarczyła tylko dwugodzinna podróż autobusem miejskim z jedną przesiadką w centrum i byłem na miejscu. No prawie na miejscu, bo ostatnie kilometry, żeby dostać się do rezerwatu, trzeba pokonać pieszo.
Pod względem rutyny obozowej KULING nie różnił się wiele od innych obozów ornitologicznych, na których miałem okazję być. Zachowanie czystości obozu i okolic, niezbędne prace utrzymaniowe, wspólne przygotowywanie posiłków, sprzątanie po nich, uzupełnianie zapasów, wyprawy na zakupy to podstawowe zadania załoganta związane z pobytem tam. To jednak oczywiście nie wszystko, będąc wolontariuszem na obozie, trzeba być przygotowanym na wykonywanie poleceń kierownika obozu, którego zadaniem jest prowadzenie badań i zachowanie bezpieczeństwa zwierząt i załogantów. Oczywiście bardzo mile widziana jest też inicjatywa własna mająca na celu wykonywanie prac usprawniających działanie obozu.
Do zadań załogantów wynikających z prowadzonych przez KULING badań należy przeprowadzanie co dwie godziny obchodu celem sprawdzenia, czy w wacki (slangowa nazwa pułapek tunelowych na ptaki, stosowanych na obozie) nie złapały się ptaki. Uprzejme, acz stanowcze wypraszanie nieświadomych turystów, którzy weszli w zamknięty obszar rezerwatu, zapisywanie danych w dokumentacji i sprzątanie śmieci wyrzuconych przez morze. Choć to ostatnie sam sobie wyznaczyłem jako obowiązek na ochotnika 
Niektóre z obowiązków wymagały wstawania naprawdę wcześnie, ale widoki jak te poniżej rekompensowały w pełni te małe niewygody.

To, co najbardziej przyciągnęło mnie do KULINGa to oczywiście możliwość obserwacji z bliska ptaków, które dotąd widywałem tylko z daleka i bardzo rzadko. Gatunki ptaków, jakie spotkałem podczas pobytu na obozie były mi już znane, więc tym razem nie wzbogaciłem swojej życiowej listy, jednak była to okazja zdobycia wiedzy o wielu gatunkach siewek i rybitw, które są tam pospolite.
Korzystając z tej możliwości, udało mi się wykonać masę fotografii, które posłużą mi do kolejnych artykułów na blogu, a KULINGowi do dokumentacji prowadzonych badań. Niestety czas, jaki wybrałem na pobyt na obozie, nie był optymalny, ponieważ jeszcze nie wszystkie ptaki siewkowe rozpoczęły migracje, dlatego też nie spotkałem wybitnych rzadkości. Niemniej była to dla mnie bardzo pouczająca i ekscytująca wyprawa, mam też wrażenie, że jako członek załogi doświadczony w biwakowej rutynie byłem też przydatnym elementem dla kierowniczki i reszty załogi. Krótko mówiąc, obie strony skorzystały na tej współpracy 
Co ciekawe podczas mojego pobytu na obozie miało miejsce wiekopomne wydarzenie
KULING zaobrączkował jubileuszowego, bo 100 tysięcznego ptaka siewkowego w swojej historii. Został nim biegus zmienny, który 28 lipca po godzinie 14 otrzymał od nas biżuterię o numerze JT84038.

Podczas 7 dni pobytu zaobserwowałem w rezerwacie i najbliższej okolicy 67 gatunków ptaków, co nie jest jakimś imponującym osiągnięciem. Jednak na liście obserwacji znalazły się gatunki, które widuję bardzo rzadko, a jeden z nich widziałem w Polsce po raz pierwszy. Poniżej pełna lista stwierdzonych przeze mnie gatunków w rezerwacie Mewia Łacha:
Zawsze bawią mnie pytania, w których od razu podana jest odpowiedź. Jednak to pytanie z nagłówka naprawdę ma sens, bo nawet nie rozpatruje kwestii – czy warto? Pobyt na obozie KULING był dla mnie niesamowitą przygodą, podczas której wiele się nauczyłem, poznałem naprawdę ciekawe i sympatyczne osoby. Spędziłem czas w świetnej przyjacielskiej atmosferze na gorącej bałtyckiej plaży, wykonałem mnóstwo fajnych fotografii, zaznałem zdrowego ruchu, a przy okazji mogłem się przydać komuś, kto poważnie traktuje badania naukowe i ochronę przyrody.
Pobyt na obozie był też świetną okazją do odczytywania ptasich obrączek, oczywiście zdecydowana większość z nich to obrączki, które sami założyliśmy, ale trafiło mi się również kilka starszych osobników. Finalnie udało mi się odczytać 19 znaczników na 4 gatunkach ptaków – sieweczce obrożnej, sieweczce rzecznej, biegusie zmiennym (a jakże :P) i rybitwie czubatej.
To, co zapisało się u mnie na ogromny plus to też dowód na to, że takie badania i czynna ochrona naprawdę ma sens. Miałem okazję sam obserwować jak turyści sami interweniują, kiedy inni turyści niepomni zakazów wchodzili do rezerwatu. Bardzo pocieszający był to widok, bo to dowód na to, że odpowiedzialność i świadomość konieczności ochrony przyrody w społeczeństwie rośnie.
Jeśli chcesz wziąć udział w obozie KULING możesz zgłosić się kontaktując się pod adresem – kulingoboz@gmail.com – serdecznie zachęcam. Letnia przygoda z ptakami na pięknej plaży to naprawdę świetny pomysł na urlop























Pod frazą, obrączkowanie ptaków kryje się dużo więcej treści, niż można wyczytać z tych dwóch słów. Jest to bowiem skrót myślowy, który stosuje się w stosunku do dość skomplikowanej procedury polegającej na złapaniu, zbadaniu, zmierzeniu i dopiero na samym końcu, faktycznym zaobrączkowaniu ptaka. O tym jednak jak dokładnie się to odbywa i po co się to robi, wypowie się specjalistka z Akcji Bałtyckiej Justyna Szulc.
Justyna, bardzo Ci dziękuję, że zechciałaś poświęcić nam trochę czasu. Na początek wyjaśnij, proszę…
Justyna: Obrączkowanie jest metodą znakowania ptaków. Polega na zakładaniu ptakowi na nogę obrączki ze skróconym adresem centrali obrączkowania i niepowtarzalnym numerem. Aby zaobrączkować ptaka, w pierwszej kolejności chwytamy go np. w sieć ornitologiczną. Następnie oznaczamy gatunek, wiek i płeć, nakładamy obrączkę i w zależności od programu badawczego, w ramach którego obrączkujemy ptaki, wykonujemy szereg pomiarów i ewentualnie pobieramy próbki biologiczne: np. pióra lub pasożyty. Na koniec, ptak jest wypuszczany i bezpiecznie wraca do środowiska.
Obrączkowanie ptaków ma na celu nadanie im niepowtarzalnego identyfikatora, który pozwoli nam na odróżnienie danego osobnika od wszystkich pozostałych. Tym identyfikatorem jest numer obrączki, który pełni taką samą funkcję jak ludzki PESEL. Po zaobrączkowaniu ptaka wypuszczamy go na wolność, ale dane dotyczące tego osobnika są gromadzone przez Centralę Obrączkowania Ptaków. Jeśli ktokolwiek gdziekolwiek odczyta ponownie numer obrączki i przekaże ją Centrali, informacja ta jest dodawana do listy stwierdzeń danego osobnika. Dzięki takim ponownych stwierdzeniom jesteśmy w stanie m.in. poznawać historię życia poszczególnych osobników, poznawać trasy ich wędrówek, dowiedzieć się, jaka jest średnia i maksymalna długość życia ptaków z poszczególnych gatunków.

Najczęściej używanym, podstawowym znacznikiem są obrączki metalowe. W Polsce, w trakcie znakowania, zawsze zakłada się je jako pierwszy, podstawowy znacznik. W pewnych przypadkach, dla zwiększenia liczby odczytów, lub w ramach działania konkretnych programów badawczych, dodatkowo nakłada się również inne znaczniki np. kolorowe obrączki plastikowe, które widoczne są z większej odległości i pozwalają zidentyfikować danego osobnika bez ponownego schwytania go.
Niektórym gatunkom, np. łabędziom, zakłada się czasami obroże szyjne umożliwiające ich identyfikację z dużej odległości. Istnieją też projekty, w ramach których np. ptakom szponiastym nakłada się tzw. plakietki skrzydłowe, które pozwalają na zidentyfikowanie osobnika w locie. Stosuje się także inne oznakowania, przymocowywane do dzioba lub umieszczane na grzbiecie, a także zabarwianie białych partii upierzenia.
Innym, coraz częściej stosowanym, sposobem znakowania ptaków, jest zakładanie im znaczników elektronicznych: gps, gsm, czy geolokatorów. Są to urządzenia pozwalające z różną dokładnością, w zależności od technologii, śledzić przemieszczenia ptaków. Dzięki nim możemy poznawać nie tylko miejsce zaobrączkowania i ponownej obserwacji, ale całą trasę wędrówki danego osobnika.
Naukowcy-ornitolodzy prowadzą swoje badania, w tym obrączkowanie, aby zdobywać wiedzę na temat ptaków i monitorować stan ich populacji. Robią to, aby lepiej je chronić, dbać o ich dobrostan. Projektując jakikolwiek system znakowania odpowiedzialni badacze, zawsze biorą pod uwagę to, czy nie wpłynie on na przeżywalność, zdrowie i kondycję ptaka, a także na jego zachowanie. Prawidłowo przeprowadzone obrączkowanie, wykonywane przez posiadającą odpowiednie uprawnienia osobę, jest dla ptaków bezpieczne.
Obrączkowanie ptaków pozwala na zbieranie tylu informacji, że napisano o tym całe książki. Wszystko zależy od tego, jakie badania są prowadzone i w jakim celu dana osoba lub akcja obrączkuje ptaki. Podstawowe dane zapisywane przy każdym zaobrączkowanym osobniku, to: gatunek, data i godzina zaobrączkowania, numer obrączki i wiek i płeć osobnika.
Na Akcji Bałtyckiej w trakcie obrączkowania zbieramy biometrię tzn. informacje na temat morfologii ptaków: masę ciała, długość skrzydła, ogona czy skoku, formułę skrzydła, która pozwala nam odtworzyć kształt skrzydła danego osobnika… Poza tym sprawdzamy poziom otłuszczenia każdego osobnika, co zapisywane jest w 9-stopniowej skali. Większość ptaków poza okresem wędrówki nie otłuszcza się w znaczny sposób. Poziom otłuszczenia jest więc jednym z wyznaczników pozwalających nam odróżnić ptaki przelotne od miejscowych.
W okresie wymiany upierzenia zapisujemy również informacje dotyczące stopnia wymiany poszczególnych piór i stopień ich wzrostu. Większość badanych przez nas gatunków ptaków wymienia wszystkie pióra raz w roku, jednak okres, w którym się pierzą oraz kolejność wymienianych piór jest różna u różnych gatunków i populacji.
W czasie trwania dodatkowych projektów czasami zbieramy dodatkowo próbki piór, pasożytów znajdowanych na ptakach, czy też próbki krwi potrzebne do badań molekularnych.

Akcja Bałtycka rozpoczęła swoje prace w 1960 roku i działa nieprzerwanie, rokrocznie do dziś. Tak długa seria danych zbieranych regularnie, wg stałej metodyki, jest bardzo cenna pod względem monitoringowym. Po tak długim okresie czasu możemy obserwować trendy liczebności poszczególnych gatunków. Niektóre gatunki, takie jak wąsatka czy raniuszek pojawiają się w niektórych latach w bardzo dużych liczbach, po czym w kolejnych latach jest ich bardzo mało. Nie jest to jednak powodem do obaw, ponieważ są to gatunki, których liczebność podlega bardzo dużym fluktuacjom z roku na rok.
Inne gatunki, takie jak kapturka zwiększyły swoją liczebność na naszych stacjach obrączkowania, co prawdopodobnie jest efektem wpływu zmian klimatu – kapturka to gatunek ciepłolubny. Odwrotną sytuację obserwujemy u mysikrólika – od lat 90. jego liczebność na stacjach AB znacznie spadła. Ma to prawdopodobnie związek ze skróceniem jego i tak krótkiego dystansu migracji. Dzięki ociepleniu klimatu duża część populacji z pn-wsch. Europy nie dolatuje na zimowiska do Polski i jest w stanie przetrwać zimę w rejonach położonych na północ i wschód od niej.
Po 60 latach badań możemy też powiedzieć, że „przyłapaliśmy ewolucję na gorącym uczynku”. Obserwujemy zmiany w morfologii ptaków, które związane są ze zmianą dystansów migracji poszczególnych gatunków. Dane pomiarów sikor z ostatnich sześćdziesięciu lat pokazują nam, że kształty ich skrzydeł zmieniały się wraz ze zmianą klimatu jedynie z kilkuletnim przesunięciem! Początkowo ocieplenie klimatu doprowadziło do zmniejszenia się ich wędrowności i zaokrąglenia skrzydeł. Następnie w ostatnich latach mogliśmy zaobserwować ponowne wyostrzenie się kształtów skrzydeł sikor, prawdopodobnie spowodowane przegęszczeniem populacji i ponownym wzrostem liczebności osobników wędrujących.
Tego rodzaju ciekawych obserwacji, które były możliwe tylko dzięki prowadzeniu prac przez tak długi okres czasu jest dużo więcej. To, co jest po tym czasie pewne, to to, że Akcja Bałtycka jest w stanie dostarczyć nam ciekawych danych właśnie dzięki swojemu cyklicznemu i regularnemu charakterowi. W dobie zmian klimatu i niszczonego na całym świecie środowiska naturalnego, dane AB są tym cenniejsze, a kontynuacja naszych działań nigdy nie wydawała się tak istotna.
Dowiedz się jakie ptaki można spotkać na zimowym birdwatchingu – https://przygodyprzyrody.pl/ptaki-zimujace-w-polsce/
Obozy ornitologiczne są organizowane w ramach projektów badawczych, mających na celu obrączkowanie ptaków w okresie migracji wiosennej i jesiennej. Poza Akcją Bałtycką, która prowadzi dwie stacje wiosną (w Kuźnicy na Helu i nad jeziorem Bukowo) i dwie jesienią (pod Krynicą Morską i nad jeziorem Bukowo), istnieje szereg innych stacji na terenie całej Polski, które działają w okresie wędrówki jesiennej.
Stacjami, podobnie jak Akcja Bałtycka, obrączkującymi głównie ptaki z rzędu wróblowych są:
Pod Warszawą, na wiślanej wyspie, znajduje się stacja Wisła, która obrączkuje zarówno ptaki wróblowe jak i siewkowe. Do obozów nastawionych głównie na badanie ptaków siewkowych należą Kuling w Ujściu Wisły i Jeziorsko.
Raport z wyjazdu na obóz KULING 2022 – KULING – wyprawa na obóz obrączkowania ptaków siewkowych
Wszystkie te akcje nastawione są głównie na badanie wędrówek ptaków. Jednak obrączkowanie ptaków jest metodą, która jest wykorzystywana również do badania ptaków w okresie lęgowym. Część ptaków obrączkowana jest na etapie gniazdowania. Ponadto, w okresie zimowym, ptaki obrączkowane są np. przy karmnikach w ramach ogólnopolskiego programu „Akcja Karmnik”. Zima to również dobry czas na znakowanie ptaków wodnych zimujących np. na terenie miast. A zatem, poza obozami ornitologicznymi, obrączkować ptaki mogą także indywidualni obrączkarze na podstawie własnych projektów badawczych.

Obrączkowanie ptaków jest organizowane przez współpracujące ze sobą centrale obrączkowania, zazwyczaj obejmujące swoim działaniem obszar jednego państwa, i prowadzone przez zawodowych ornitologów oraz profesjonalnie przygotowanych amatorów. Systemy obrączkowania różnią się nieznacznie w poszczególnych krajach, w zależności od tradycji i aktualnie trwających programów badawczych. Poszczególne kraje różnią się sposobem nadawania uprawnień do obrączkowania, listą obowiązkowych pomiarów, nie wszędzie organizowane są też obozy obrączkarskie, takie jak Akcja Bałtycka. Większość Europejskich krajów prowadzi natomiast akcje obrączkowania, w których w jakimś stopniu można wziąć udział jako wolontariusz.
W trakcie egzaminu na obrączkarza dostałam do oznaczenia wodniczkę – ptaka narażonego na wyginięcie w skali globu. Ten sam ptak został tydzień później stwierdzony we Francji, na stacji obrączkowania w ujściu Loary. W kolejnych latach nie miałam jednak takiego szczęścia. Rzadkie gatunki ptaków pojawiają się w obozie zazwyczaj dzień po moim wyjeździe…

W historii Akcji Bałtyckiej na naszych obozach stwierdzano dotychczas ptaki z obrączkami pochodzącymi z 25 zagranicznych krajów. Najczęściej osobniki te były obrączkowane w państwach sąsiadujących z Polską: na Litwie, w Rosji, w Niemczech, ale mamy też w naszej bazie ptaki z obrączkami z Portugalii, Malty, Turcji, a nawet Palestyny. Ciągle czekamy na pierwszego gąsiorka, piecuszka, dymówkę lub muchołówkę szarą z obrączką z RPA (centrala SAFRING), gdzie nasz zespół obrączkował ptaki w ramach kilku ekspedycji naukowych.
Natomiast z ptaków zaobrączkowanych na Akcji cztery osobniki zostały ponownie stwierdzone w Afryce subsaharyjskiej. Jeden gąsiorek i dwie muchołówki szare odnotowano w Demokratycznej Republice Konga, a jedna piegża w Czadzie. Najdalej poleciał gąsiorek – aż 7420 km. Z kolei jedna z muchołówek pokonała dystans 6370 km w zaledwie 28 dni. Należy jednak pamiętać, że naturalne zimowiska tych gatunków sięgają jeszcze dalej, aż do Republiki Południowej Afryki.
Ze względu na wysoką śmiertelność wśród małych ptaków, szczególnie w pierwszym roku życia, większość zaobrączkowanych przez nas osobników widujemy tylko raz, w momencie obrączkowania. Co roku jednak chwytamy na naszych stacjach ptaki obrączkowane w tym samym miejscu w poprzednich sezonach – dwa, trzy, a niekiedy nawet siedem czy osiem lat wcześniej. Każda taka kontrola (tak właśnie nazywa się takie stwierdzenie) budzi radość, że temu konkretnemu ptakowi udało się tyle przeżyć. Prawdziwym rekordzistą jest natomiast rudzik, który został znaleziony martwy w Portugalii aż 17 lat po zaobrączkowaniu na Akcji! Biorąc pod uwagę, że osobniki tego gatunku żyją średnio nie więcej niż kilka lat, był to prawdziwy matuzalem wśród rudzików.
Paweł: Justyna, pięknie dziękujmy za poświęcony czas i solidną dawkę ciekawej wiedzy!
To już 3 artykuł na blogu powstały we współpracy z Akcją Bałtycką. I to już po raz trzeci zachęcam Was do wsparcia Fundacji AB – https://www.fundacja-ab.org.pl/ i wzięcia udziału w obozie obrączkowania ptaków. To świetna przygoda w naturze, dzięki której można wiele się nauczyć, a Twoja cenna wolontariusza praca przysłuży się naukowcom w ich pracy.
Spodziewajcie się kolejnych artykułów w tym temacie i relacji z obozów ornitologicznych
Poprzednie artykuły o Akcji Bałtyckiej:
Akcja Bałtycka – 5 dni na Helu – relacja z wyprawy
Obóz ornitologiczny – relacja z Akcji Bałtyckiej jesień 2021
Pracownik techniczny, doktorantka na Wydziale Biologii Uniwersytetu Gdańskiego.
Zainteresowania naukowe: Wpływ czynników ekologicznych, dystansu migracji i przynależności taksonomicznej na morfologię aparatu lotnego wróblowych.
Badania: Praca w ramach projektu IMBIO: przygotowywanie i digitalizacja danych z Terenowych Stacji Obrączkowania Ptaków, korekta i wprowadzanie danych do bazy IMBIO. Czynny obrączkarz Akacji Bałtyckiej. Pracuje również w Fundacji Akcja Bałtycka, zajmuje się aktywnym jej promowaniem i akcjami edukacyjnymi.
Współautorka pracy – Global urban environmental change drives adaptation in white clover – opublikowanej w Science – https://www.science.org/doi/epdf/10.1126/science.abk0989

This article is also available in English – The Ornithological Camp – report from Operation Baltic in autumn 2021

W zasadzie już wiosną podczas powrotu z obozu ornitologicznego na Helu wiedziałem, że to nie będzie ostatnia przygoda z obrączkowaniem ptaków i ludźmi z Akcji Bałtyckiej. Bardzo serdeczna atmosfera, mnóstwo ciekawych ludzi, ptaków i jeszcze więcej okazji do nauki czegoś nowego i ekscytujących spotkań z dziką naturą już wtedy skłoniły mnie do snucia planów na przyszłość. Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że tak szybko będę miał okazję znów wybrać się na obóz ornitologiczny.
Relacja z wiosennej wyprawy na obóz na ornitologiczny Akcji Bałtyckiej na Helu
Moje opowieści i zdjęcia jakie przywiozłem z wiosennej wyprawy wzbudziły w żonie zazdrość, dzięki której już kilka miesięcy po powrocie z Akcji Bałtyckiej znowu na nią jechałem. Tym razem autem, a nie pociągiem, i tym razem nie sam
Ponieważ podczas jesiennego obrączkowania obóz ornitologiczny na Helu nie jest czynny, wybraliśmy się na Mierzeję Wiślaną, do Krynicy Morskiej.

Droga na obóz była długa, ale minęła nam dość szybko i bez większych przygód, choć już zaraz po wyjeździe z Lublina nasz stary wehikuł napędził nam trochę stracha. Koniec końców udało nam się szczęśliwie dotrzeć i już pierwszego wieczora, po zapoznaniu się z ekipą wybraliśmy się na romantyczny spacer nad morzem. Nasze obowiązki miały zacząć się dopiero następnego dnia.
Obóz ornitologiczny na Mierzei Wiślanej funkcjonuje identycznie jak ten na Helu. Wszyscy uczestnicy obozu zobligowani są do współpracy pod okiem kierownika, a do ich obowiązków należą:

Podział obowiązków polega na zasadzie dogadania się między sobą, więc każdy może wybrać coś w czym czuje się dobrze. Jak możecie sobie wyobrazić zdarzają się momenty kiedy każdy ma coś do roboty, szczególnie podczas nalotów ptaków. A z drugiej strony czas błogiej nudy, którą można sobie w ciekawy sposób zorganizować, nie należy do rzadkości. Ja ten czas zazwyczaj spędzałem z aparatem w ręku.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCECJ:
Na czym polega obrączkowanie ptaków i po co się to robi – wywiad z mgr Justyną Szulc

Akcja Bałtycka organizuje swój obóz ornitologiczny w namiotach, które stoją rozstawione w lesie przez kilkanaście tygodni. Jednak warunków tam panujących osobiście nie nazwałbym obozowymi. Toaleta wymieniana co kilka dni, grube wygodne materace, stały dach nad głową, możliwość wzięcia ciepłego prysznica, ocieplane i wyizolowane miejsce do przygotowywania i spożywania posiłków… to wygody do których mi się tęskni kiedy ruszam w las z plecakiem.
Pamiętaj jednak, że obóz jest w lesie, a w lesie to my jesteśmy gośćmi. Nie powinno więc Cię dziwić bliskie sąsiedztwo mieszkańców lasu, szczególnie tych ośmionożnych, które lubią się chować pod tropikiem namiotu 
Lokalizacja obozu Akcji Bałtyckiej niedaleko Krynicy Morskiej to świetna gratka dla birdwatchera z południa Polski. Każdą wolną chwilę starałem się spędzać na poszukiwaniu ptaków, o których mogę tylko pomarzyć na Lubelszczyźnie. Jeszcze w drodze nad morze zaglądałem do zgłoszonych przez ornitho.pl obserwacji z tego miejsca, żeby przeanalizować jakie mam szansę spotkać coś czego jeszcze nie widziałem. A zgłoszeń ciekawych gatunków z okolic Krynicy Morskiej we wrześniu naprawdę nie brakuje. Rozmarzyłem się więc o wszystkich siewkach, biegusach, drapolach, mewach, wróblakach i prawdziwych rzadkościach jakie mogę wypatrzeć.

Tym razem niestety nie udało mi się spotkać spektakularnego okazu jak modraczek, którego miałem szczęście fotografować na Helu. Jednak ogromnej różnorodności jaką oferuje to miejsce trudno nie docenić. Mieszkając w obozie ornitologicznym na Mierzei Wiślanej miłośnik ptaków ma do dyspozycji naprawdę pokaźną liczbę środowisk, w których może obserwować rożne gatunki ptaków.
Obóz ornitologiczny rozbity jest w lesie przy Zalewie Wiślanym porośniętym w tym miejscu bardzo szerokim pasmem trzcin. Jest więc to wymarzone miejsce do obserwacji wielu gatunków typowych dla tego środowiska jak trzcinniczki, rokitniczki, trzciniaki, potrzosy, błotniaki stawowe, kszyki, wąsatki i inne.
Las, w którym stoi obóz oferuje kolejną gamę ciekawych gatunków. Sikory, dzięcioły, muchołówki, pleszki, pliszki, rudziki, pełzacze, sójki. Cała leśna zgraja, którą można spotkać na co dzień dodatkowo zasilona ptakami odpoczywającymi w lesie podczas powrotu z lęgowiska.

No i główny gwóźdź programu, plaża i morze, które o tej porze roku pełne są ptaków. Nie tylko tych, które tam przebywają na stałe, ale również i tych migrujących i odpoczywających podczas migracji. Krótko mówiąc cała plejada biegusów, siewek, mew, rybitw, drapieżników i wielu innych. Ponieważ w moich okolicach nie brakuje trzcinowisk i lasów, za to do morza mam kilkaset kilometrów oczywiście skupiłem się na wypatrywaniu ptaków morskich, których nie mam szans obserwować w rodzinnych stronach.
2021 rok rozpocząłem ze 172 gatunkami na polskiej życiówce, czyli liście ptaków, które udało mi się sfotografować w Polsce. Za cel na ten rok obrałem dobicie do 200 gatunków, wydawało mi się, że w sytuacji kiedy mam już tak dużo gatunków o kolejne będzie trudno. Realizacja tego celu pewnie byłaby zagrożona, gdyby nie 2 wyjazdy na Akcję Bałtycką gdzie miałem okazję wypatrzeć kilka ptaków, których próżno szukać wkoło Lublina. Na wiosennej wyprawie na obóz ornitologiczny na Helu udało mi się wypatrzeć i sfotografować aż 9 nowych dla mnie gatunków (niestety słonka, którą widywałem wówczas prawie codziennie nadal nie pozwoliła zrobić sobie zdjęcia).
Wyjeżdżając na jesienną edycję Akcji miałem już zrealizowany cel 200 gatunków, jednak nadal zależało mi na znalezieniu czegoś nowego. Okazało się, że pobyt na obozie obrączkarskim niemal gwarantuje sporą liczbę nowości, ponieważ z jesiennej wyprawy również wróciłem z 9 nowymi gatunkami ptaków, których jak dotąd nie miałem okazji fotografować. W ten sposób na listę wskoczyła bardzo pospolita na pomorzu mewa srebrzysta.

W sieci złapały się pospolita, ale skryta i trudna do identyfikacji gajówka i rzadkie podróżniczek i muchołówka białoszyja. Okazja na 10 gatunek przeszła mi koło nosa, ponieważ kiedy w sieci trafiła muchołówka mała, biegałem z aparatem za biegusami.



Zaś na samej plaży udało mi się natknąć na rybitwę wielkodziobą, rybitwę czubatą, piaskowca, biegusa rdzawego i szlamnika, z którym spotkanie będę wspominał bardzo dobrze i bardzo długo.





Wróciłem do domu z listą zamkniętą na świetnym (w porównaniu do celu jaki stawiałem sobie na ten rok) wyniku 213 gatunków sfotografowanych w Polsce! A do końca roku na pewno będzie jeszcze kilka okazji wyhaczyć coś nowego!
Pełną galerię sfotografowanych przeze mnie ptaków w Polsce i za granicą znajdziecie tutaj – Ptaki – udokumentowane obserwacje.
Powodów dla których warto wziąć udział w obozie ornitologicznym jest naprawdę dużo. Przede wszystkim uczestnicy obozu są wolontariuszami, a od dawna wiadomo, że pomagając innym pomagasz sobie. To naprawdę bardzo prosta i przyjemna okazja, żeby zrobić coś pożytecznego, a jeśli nie jesteś pracownikiem naukowym, to niecodziennie zdarza Ci się pewnie mieć realny wpływ na naukę. Obóz ornitologiczny daje taką możliwość, Twój wkład oczywiście nie będzie wielki, ale jest to mała cegiełka, dzięki której możesz lepiej poznać naszych skrzydlatych przyjaciół i pomóc ich chronić.
Udział w obrączkowaniu ptaków jest też fantastyczną okazją do nauki i naprawdę bliskiego kontaktu z ptakami, które zazwyczaj możemy tylko obserwować z oddali. Obrączkarze to prawdziwa kopalnia wiedzy na ten temat, w dodatku są to ludzie pełni pasji, więc informacje, jakie mogą nam przekazać są podane w ciekawej formie.

Kolejną ogromną zaletą są inni wolontariusze. Nawet się nie spodziewasz jak interesujących ludzi możesz spotkać podczas obrączkowania ptaków i jak ciekawe są ich powody pobytu tam. Jeśli więc nie straszna jest Ci ochotnicza praca i trochę niewygody, to wyjazd nie tylko na Akcję Bałtycką, ale i inne obozy obrączkarskie, może być wymarzoną przygodą.
Jeśli więc niecodziennie masz okazję podziwiać polskie morze, obcować z ciekawymi ptakami, poznawać interesujących ludzi i przeżywać emocjonujące przygody, obóz ornitologiczny będzie naprawdę super, opcją. Sprawdź sam.
Przeczytaj także o innych wyprawach ornitologicznych – Runde – ptasia wyspa – wyprawa do Norwegii na maskonury
Chcesz pomóc zbierać dane, dzięki którym poznajemy zmiany w migracji ptaków, ale nie możesz wybrać się na obóz ornitologiczny? Nadal możesz to zrobić wspierając darowizną Fundację Akcja Bałtycka, która zbiera środki na rozwój badań i edukację lub robiąc zakupy w sklepie z rudzikiem – https://www.facebook.com/sklepikzrudzikiem.
Każdy sposób jest dobry, wystarczy jedynie odrobina chęci!

Kiedy tylko Akcja Bałtycka zaistniała w mojej świadomości od razu pomyślałem, że to jest coś całkowicie dla mnie. Amator ornitologii, chętny do pomocy w działaniach mających na celu ochronę przyrody, który jest przyzwyczajony do obozowania w naprawdę dzikich warunkach na pewno przyda się jako pomoc na obozie obrączkowania ptaków! Kiedy tylko okazało się, że organizacja udziału w Akcji i sam dojazd są banalnie proste zdecydowałem się, zarezerwowałem wolne w pracy, zgłosiłem chęć udziału i czekałem na potwierdzenie! Kontakt zwrotny od organizatorów nastąpił bardzo szybko, omówiliśmy niezbędne szczegóły i mogłem rezerwować bilet.
Organizacja wyprawy była w zasadzie banalnie prosta, większość niezbędnych rzeczy do obozowania zapewnia Akcja Bałtycka. Schronienie, wygodne materace, miejsce do odpoczynku, pracy i przygotowywania posiłków, niezbędne narzędzia i wyposażenie kuchenne – wszystko jest na miejscu. Jedne co trzeba zabrać ze sobą to ciepły śpiwór, ubrania, wygodne buty, jakąś latarkę, najlepiej czołówkę i środki higieny osobistej. Ja oczywiście na plecy załadowałem jeszcze sprzęt foto, lornetkę, lunetę i statyw.
Akcja Bałtycka działa w trzech lokalizacjach, ze względu na łatwiejszy dojazd pociągiem wybrałem udział w obozie w Kuźnicy na Helu.

Podróż z Lublina nad morze nie była krótka, ale w zasadzie nie dała mi się za bardzo we znaki. Muszę przyznać, że dawno nie korzystałem z długodystansowych połączeń PKP i wiele w ostatnim czasie się poprawiło. Na Hel dojechałem w około 7 i pół godziny. Na miejsce dotarłem we wtorek 23.03 o 21:37.
Ponieważ obozowicze, którzy mnie przywitali byli zmęczeni całym dniem organizacji obozu i stawianiem pierwszych sieci, przywitanie było dość krótkie, ale bardzo konkretne. Zostałem szybko wprowadzony w zasady panujące w obozie, wypełniłem niezbędne formalności i poszedłem rozłożyć tarp i hamak.
Już po pierwszej nocy w hamaku zmieniłem jednak zamysł, ponieważ miałem ze sobą sporo sprzętu wygodniej było mi jednak skorzystać z namiotów przygotowanych dla uczestników Akcji. Dzięki temu sprzęt foto był lepiej zabezpieczony przed wilgocią, a i samo schronienie okazało się dużo wygodniejsze i cieplejsze niż mój hamak z podpinką. Dodatkowo zmiana lokum sprawiła, że powodowałem dużo mniej hałasu, kiedy wstawałem jeszcze przed świtem, aby zapolować z aparatem w ręku.
Przeczytaj także: Obóz ornitologiczny Akcji Bałtyckiej – Mierzeja Wiślana – jesień 2021
Ponieważ mój pierwszy dzień pobytu na Helu był dopiero 3 dniem trwania tegorocznej edycji Akcji, tego dnia nadal nie byliśmy gotowi rozpocząć zasadniczej pracy. Dowiedziałem się, że ponieważ Akacja Bałtycka trwa od 60 lat, od tego czasu sieci monitoringowe ustawiane są dokładnie w tych samych miejscach. Żeby zacząć więc chwytanie i obrączkowanie ptaków musieliśmy zadbać o to, aby wszystkie monitoringowe sieci były gotowe. Otwarcie sieci musi odbyć się jednocześnie. Dlatego całą środę spędziliśmy na rozstawianiu sieci, karczowaniu ścieżek i zapoznawaniu się z trasami jakie codziennie trzeba będzie wykonywać.
W tych działaniach okazałem się najbardziej przydatny. Odpowiednia wytrzymałość, siła i ubiór, dzięki któremu bez najmniejszego problemu mogłem wejść w nawet najgęstsze jeżyny okazały się bardzo pomocne. Miejsca, w których miały stać sieci często były niedostępne przez ogromne ilości kujących, plączących się pod nogami jeżyn. Wziąłem to więc na siebie. Dzięki odpowiedniemu podziałowi obowiązków już w czwartek mogliśmy ruszyć z chwytaniem i obrączkowaniem ptaków.
Na czym dokładnie polega obrączkowanie ptaków dowiesz się z tego artykułu – Obrączkowanie ptaków – po co i dlaczego obrączkuje się ptaki?

Pierwszym ptakiem jakiego wyciągnęliśmy z sieci podczas obrączkowania – Akcja Bałtycka 2021 – był kos. Nie był to jednak pierwszy zaobrączkowany ptak. Jak opowiedziała nam Agata Pinszke – kierowniczka obozu na czas, w którym odbywałem swój wolontariat – kolejność obrączkowania zależna jest od gatunków jakie zostały wyciągnięte z sieci podczas obchodu. Już pierwszy nasz obchód był do tego znakomitym przykładem. Pomimo, że z sieci jako pierwszy wyciągnięty został kos, to samiec gila otrzymał biżuterię w pierwszej kolejności.
Niektóre gatunki ptaków są mniej odporne na stres niż pozostałe, w związku z czym obrączkuje się je w pierwszej kolejności. Do tej grupy zaliczamy gatunki należące do rodziny łuszczakowatych, między innymi gile oraz zięby, a także najmniejsze gatunki ptaków, takie jak mysikróliki, czy pełzacze.
– wyjaśnia Agata Pinszke – kierowniczka obozu Akcji Bałtyckiej w Kuźnicy.

Kiedy sieci były już gotowe w obozie musiał zapanować określony porządek prac. Aby zminimalizować stres schwytanym w sieci ptakom obchody odbywają się równo co godzinę, a w przypadku nalotu nawet częściej. Nalot to nic innego jak zmasowany przelot ptaków powodujący, że w sieci łapie się ich bardzo dużo.
Początek marca nie jest najbardziej aktywnym okresem jeśli chodzi o migrację ptaków, a mimo to zdarzały się nam sytuację, że w sieciach było ich tak wiele, że po zakończeniu jednego obchodu nie było czasu nawet na minutę odpoczynku. Od razu trzeba było iść na kolejny „zbiór” bo sieci już były pełne ptaków – sikor najczęściej.
Podczas pięciu dni mojego pobytu, z których tylko przez 3 dni łapaliśmy ptaki (25-26-27.03), w sieci złapaliśmy i zaobrączkowaliśmy aż 583 ptaki!
Trzy spośród wszystkich gatunków złapanych w sieci widziałem po raz pierwszy – były to pokrzywnica, zniczek oraz droździk. Jeśli jesteś ciekawy mojej życiowej listy gatunków jakie udało mi się zaobserwować i obserwację udokumentować zajrzyj tutaj > https://przygodyprzyrody.pl/ptaki-obserwacje/
Tylko droździka udało mi się wyśledzić również w naturze podczas spacerów ornitologicznych na jakie wychodziłem kiedy tylko sytuacja w sieciach się uspokoiła.

Przyznam szczerze – wyplątywanie drobnych ptaków z sieci nie szło mi wybitnie. Mało zręczne paluchy, problemy z dostrzeżeniem zaplątanych nici pod piórami i stres, że mogę swoją nieumiejętnością wyrządzić im krzywdę – wszystko to sprawiło, że swoją przydatność w obozie skoncentrowałem bardziej na zadaniach wymagających siły, nie zręczności. Wobec tego kiedy obóz był ogarnięty, sieci rozstawione, a ptaki w sieciach nie dopisywały miałem czas na spacery z aparatem.
Od kiedy zainteresowałem się obserwacją przyrody nie byłem nad polskim morzem. Była to więc wyśmienita okazja nie tylko do obserwacji typowo nadmorskich ptaków, ale i potrenowania fotografowania w ogóle. Ponieważ ze swojego krótkiego pobytu nad morzem chciałem wycisnąć możliwie jak najwięcej codziennie wstawałem przed świtem, aby jeszcze przed pierwszym obchodem sieci mieć czas na krótki spacer. Każdą wolną chwilę spędzałem na śledzeniu i fotografowaniu ptaków. W efekcie wróciłem do domu zmęczony, ale szczęśliwy, na jednym z tych spacerów miałem niesamowity fart zrobić to zdjęcie.

Ptak powyżej to modraczek, w Polsce jest to bardzo rzadki gatunek. Na tyle rzadki, że zdjęcie jakie wykonałem 27.03 o 8:19 było 20 stwierdzeniem tego gatunku w naszym kraju. Ptaka wykryłem na wydmach w Kuźnicy, co widać po pastelowym tle zdjęcia. Miałem naprawdę wielkie szczęście, tym bardziej, że początkowo wziąłem tego ptaka za rudzika. W terenie podczas robienia zdjęcia nie zwróciłem uwagi, że ptak pomimo, że podobny, to ma wiele cech odróżniających go od rudzika.
Tutaj do akcji wkracza… Akcja Bałtycka
To dzięki temu, że ptak ten złapał się w sieć i został zaobrączkowany dowiedziałem, że miałem okazję fotografować tak rzadki gatunek. Modraczek od razu po zaobrączkowaniu został gwiazdą posta na profilu Facebook Akcja Bałtycka – zachęcam do zaglądania tam. Dopiero kiedy zobaczyłem informację o jego złapaniu w miejscu, w którym byłem 4 dni wcześniej w głowie zaświtała mi informacja – ja widziałem tego ptaka!
To dla mnie doskonała nauczka żeby zawsze zwracać uwagę nawet na najmniejsze szczegóły! Osobnik, którego wziąłem za pospolitego rudzika, okazał się najrzadziej występującym w Polsce ptakiem jakiego dotąd widziałem.

Nie tylko spotkanie z modraczkiem przyniosło mi wiele emocji! Ostatecznie podczas mojego wyjazdu udało mi się spotkać i sfotografować 9 nowych gatunków ptaków. Były to:






Codziennie uparcie śledziłem również słonki, które podczas obchodów co rusz wylatywały z okolicznych zarośli. Jednak ich fantastyczny kamuflaż, prędkość i zwinność podczas lotu nadal nie pozwoliły zrobić zdjęcia.
Kiedy sytuacja temu sprzyjała, miałem odpowiednią perspektywę i światło starałem się również przetestować umiejętności robienia zdjęć lepszych niż dokumentacyjne. Ostatnio śledzę blogi wielu fotografów, oglądam tutoriale, filmy typu how to czy golden rules itd. Skoro więc miałem okazję chciałem sprawdzić, czy coś z tych godzin spędzonych przed YouTube zostało mi w głowie. Muszę przyznać, że zauważam postępy.



Oczywiście stworzyłem również listę wszystkich gatunków ptaków jakie widziałem i słyszałem na Helu.

Zdziwieniem był dla mnie absolutny brak dzięciołów czy kowalików w lesie. Prawdopodobnie widziałem również i inne gatunki mew, ale rozpoznawanie ich dla mnie to nadal czarna magia. Prawdopodobnie lista byłaby jeszcze okazalsza, ale momentami ptaków na morzu, plaży i latających mi nad głową było tak wiele, że nie widziałem w co wycelować obiektyw
Akcja Bałtycka to trwający już od 60 lat program badawczy zajmujący się migracjami ptaków. Co roku podczas trwania Akcji grupa pracowników naukowych Uniwersytetu Gdańskiego z pomocą wolontariuszów przez kilka tygodni, w trzech lokalizacjach – Hel, Bukowo, Mierzeja Wiślana – w warunkach obozowych chwyta, mierzy, bada i obrączkuje ptaki migrujące.
Pozyskiwane w ten sposób dane to wkład do badań nad populacją różnych gatunków ptaków. Dzięki temu można określić stan, liczebność i termin wędrówek ptaków. To z kolei nie tylko daje nam pogląd na zmiany zachodzące w przyrodzie, ale też może posłużyć do jej ochrony i planowania zrównoważonego rozwoju.
O samym obrączkowaniu ptaków zamierzam napisać osobny artykuł, natomiast więcej informacji na temat Akcji Bałtyckiej najlepiej zasięgnąć u źródła, na stronie akbalt.ug.edu.pl
Jak wspomniałem wyżej badania ptaków już od 60 lat prowadzone są przez pasjonujących się ptakami ludzi, ale tylko dla części z nich jest to praca. Badania w takiej formie i skali nie mogłyby się odbyć bez udziału wolontariuszy. Ja już się przekonałem, że udział w akcji to nie tylko świetna przygoda. To również możliwość zrobienia czegoś dobrego dla siebie i świata oraz fantastyczna lekcja prowadzona przez doświadczonych znawców ptaków.

Jeśli chcesz i Ty możesz bez większego trudu przeżyć taką przygodę. Wystarczy odrobina wolnego czasu, chęci i naprawdę skromny budżet na dojazd i składkę na wyżywienie. Więcej na ten temat również znajdziesz na stronie akcji – akbalt.ug.edu.pl/zglos-sie/warunki-uczestnictwa.
Jeśli chcesz pomóc, ale nie znajdziesz wolnego czasu na wyjazd możesz wesprzeć darowizną Fundację Akcja Bałtycka, która zbiera środki na rozwój badań i edukację lub zrobić zakupy w sklepie z rudzikiem – https://www.facebook.com/sklepikzrudzikiem