
Wyprawa na ptaki to doskonały sposób na poznawanie przyrody, a także odkrywanie piękna rodzimych krajobrazów. Polska oferuje niezwykle różnorodne miejsca, w których można spotkać zarówno pospolite gatunki, jak i te bardziej tajemnicze, o istnieniu których wielu nie zdaje sobie sprawy. Czy wiedziałeś, że kilka kroków od codziennych ścieżek można zaobserwować ptaki, które zachwycają nawet doświadczonych ornitologów? Aby takie spotkania były owocne, warto wcześniej zadbać o kilka kluczowych elementów – od wyboru miejsca i terminu, przez odpowiedni sprzęt, aż po kwestie logistyczne i zasady etyki w terenie.
Pierwszym etapem planowania krajowej wyprawy na ptaki jest określenie, kiedy ma się ona odbyć, ponieważ odpowiedni dobór miejsca w dużej mierze zależy od wybranej pory roku. Ptaki w Polsce wykazują różnorodne zachowania i aktywność w poszczególnych sezonach, a także migrują, co wpływa na to, jakie gatunki oraz w jakiej liczbie można zaobserwować. Dlatego dobrze jest zacząć od wyboru terminu, a dopiero potem dopasować do niego miejsca szczególnie atrakcyjne w danym okresie.

Wiosna to szczególny czas na obserwacje ptaków, gdy wiele gatunków wraca z zimowisk i zaczyna okres lęgowy. W Polsce jest kilka miejsc idealnych do podziwiania tego spektaklu natury. Do najciekawszych lokalizacji należą m.in.:
Lato to czas, gdy ptaki aktywnie wychowują młode, a lasy i łąki pełne są śpiewu i życia. To doskonały moment, aby obserwować gatunki leśne, a także te związane z terenami wodnymi, które często są mniej dostępne w innych porach roku. Warto wybrać miejsca, gdzie można zobaczyć ptaki w naturalnym środowisku, korzystając z dobrze przygotowanych ścieżek i punktów widokowych.

Polecane miejsca do obserwacji ptaków latem w Polsce:
Warto pamiętać, aby latem zwracać uwagę nie tylko na ptaki, ale też na respektowanie spokoju ich siedlisk, zwłaszcza podczas sezonu lęgowego.
Jesień to wyjątkowa pora roku dla miłośników obserwacji ptaków, głównie za sprawą intensywnych migracji. W tym czasie na niebie i w rezerwatach można podziwiać ogromne, często tysiącowe stada ptaków przemieszczających się na południe. Wyraźnie widać ruch różnych gatunków – od żurawi i gęsi, po ptaki wodne oraz morskie. Najlepsze do obserwacji są miejsca położone na szlakach migracyjnych, szczególnie w pobliżu największych zbiorników wodnych i wybrzeża Bałtyku, gdzie ptaki odpoczywają przed dalszą wędrówką.

Polecane miejsca do obserwacji ptaków jesienią:
Obserwacja jesiennych migracji to świetna okazja, by zobaczyć zarówno pospolite, jak i rzadkie gatunki w imponujących ilościach, często z pomocą dostępnych wież widokowych i czatowni terenowych.
Zima to pora, gdy przyroda wycisza się, jednak właśnie wtedy można obserwować gatunki wyjątkowe dla tej części roku, jak ptaki drapieżne czy ptaki północne przylatujące do Polski na czas chłodu. To także doskonały moment na wyprawy do rozległych lasów i nad zbiorniki wodne, gdzie ptaki wodne gromadzą się w dużych stadach. Tereny północno-wschodniej Polski oferują szczególne możliwości dla miłośników „sów”, które najchętniej pokazują się w cichych, oszronionych borach i na skraju mokradeł. Takie wyprawy wymagają dobrej organizacji, ciepłego ubrania i przestrzegania zasad etyki terenowej.

Miejsca, które szczególnie polecam na obserwację ptaków zimą:
Podczas organizowania wyprawy na ptaki warto szczegółowo zaplanować kwestie logistyczne, szczególnie środki transportu oraz czas podróży. Należy rozważyć, czy zaplanować wyjazd samochodem dającym większą mobilność i swobodę poruszania się po okolicy, czy też skorzystać z komunikacji publicznej, uwzględniając lokalne połączenia do mniejszych miejscowości blisko ptasich atrakcji. Ważnym aspektem jest stworzenie dokładnego harmonogramu wyprawy, pozwalającego na dotarcie do punktów obserwacyjnych w optymalnych godzinach – często najciekawsze ptasie zjawiska mają miejsce wcześnie rano lub późnym popołudniem. Planując trasę, opłaca się zadbać o możliwość łatwego przemieszczania się pomiędzy miejscami obserwacji, by maksymalnie wykorzystać swój czas w terenie.

W poszukiwaniu noclegu osobiście zawsze celuję w lokale położone jak najbliżej najatrakcyjniejszych ptasich miejscówek, dzięki czemu każdego poranka łatwo i szybko mogę dotrzeć do punktu obserwacyjnego – co jest kluczowe, jeśli zależy nam na najciekawszych, porannych obserwacjach. Szczególnie polecam agroturystyki, gdzie łatwo znaleźć komfortowe warunki pobytu w pobliżu rezerwatów czy parków narodowych.
Planując swoje wyprawy, najczęściej korzystam z Nocowanie.pl, czyli polskiego portalu rezerwacyjnego. Bardzo dobrze sprawdzają się tam noclegi nad jeziorem, które pozwalają w pełni wykorzystać czas spędzony w terenie. To naprawdę wygodne rozwiązanie – kilka kliknięć i mam nocleg, z którego w pięć minut jestem w punkcie obserwacyjnym.
A jeśli szukamy noclegów jeszcze bliżej Natury – dosłownie na jej granicy – warto zajrzeć również na AlohaCamp. To miejsce, gdzie łatwo znaleźć obiekty położone bezpośrednio przy terenach idealnych do obserwacji ptaków, takich jak Mazury, Bory Tucholskie czy inne regiony, które wymieniam w tym artykule. Część noclegów działa wręcz jak małe obserwatoria, więc to dobra opcja jeśli chcemy maksymalnie skrócić logistykę i mieć Naturę dosłownie za progiem.
Temat sprzętu, jaki warto ze sobą zabrać podczas wyprawy na ptaki to w zasadzie temat na całą kategorię osobnych wpisów. Do każdej wyprawy na ptaki warto odpowiednio się przygotować również pod względem sprzętu. Podstawą i elementem potrzebnym na każdym wyjściu na ptaki jest dobra lornetka. Dodatkowo luneta na statywie pozwoli podglądać ptaki z dużej odległości, zwłaszcza w otwartych przestrzeniach. Konieczny będzie aparat fotograficzny z zapasowymi kartami pamięci i bateriami, a także atlas do identyfikacji ptaków lub jego cyfrowa wersja na telefonie. Siatka maskująca pozwoli ukryć się przed czujnymi gatunkami – szczególnie jest pomocna podczas zasiadek przy czatowniach lub w otwartym terenie. Warto zabrać też smartfon z zainstalowaną aplikacją do rozpoznawania śpiewu ptaków (np. Merlin, BirdNET), która pomaga identyfikować gatunki po głosach.
Z ekwipunku sezonowego zalecam dopasować wyposażenie do warunków: zimą niezastąpiony będzie termos z gorącym napojem, ciepłe rękawiczki, czapka czy ogrzewacze do dłoni. Latem niezbędny okazuje się repelent na komary oraz przewiewne, jasne ubrania chroniące przed słońcem. W każdej porze roku należy mieć ze sobą zapasowe baterie do urządzeń elektronicznych i power bank, a w trudnym terenie może przydać się wodoodporny pokrowiec na sprzęt optyczny oraz solidne buty terenowe na długie marsze w naturze.
Więcej na temat ekwipunku birdwatchera znajdziesz w kategorii – Ekwipunek

Gdziekolwiek się nie wybierasz nigdy nie powinieneś zapominać o zasadach etycznego obserwatora. To najistotniejszy punkt w całym programie. Nieprzestrzeganie tych prostych zasad szkodzi nie tylko zwierzętom, które z takim zamiłowaniem wyszukujemy w terenie. Szkodzi też nam samym. Postępowanie nieetyczne może prowadzić do prawdziwych ptasich tragedii, a nawet skończyć się źle dla samego obserwatora. Za to stosowanie się do zasad i praktyczne podejście leave no trace daje nam dużą szansę, że ptaki które obserwujemy będą miały się dobrze i będą cieszyć oczy również innych obserwatorów w przyszłości.
To bardzo proste, jako obserwatorzy musimy być odpowiedzialni żebyśmy mieli co obserwować. Szczegółowe zasady, które warto stosować opisałem w artykule – Etyka obserwatora przyrody – 15 zasad
Wybierz teren znany z dużej liczby gatunków – np. parki narodowe, rozlewiska, lasy czy wybrzeża. Przydatne do tego są portale, na których obserwatorzy zgłaszają swoje obserwacje np. Ornitho lub eBird – dzięki nim możesz sprawdzić, gdzie szukać konkretnych gatunków i gdzie warto się wybrać.
Najwięcej ptaków jest aktywnych wcześnie rano oraz tuż przed zmierzchem, ale niektóre gatunki drapieżne spotkasz także w południe. Pora roku ma duże znaczenie – wiosną i jesienią warto planować wyprawy pod kątem migracji.
Szukaj kwater, agroturystyk lub pensjonatów położonych jak najbliżej miejsc ptasich, aby rano szybko dotrzeć na miejsce. Właściciele takich miejsc często są też źródłem przydatnych informacji o lokalnych gatunkach i najlepszych miejscówkach do obserwacji.
„Jeszcze jak” – wycieczka ornitologiczna to świetna forma edukacji i relaksu, warto zabrać zeszyty obserwacji, a dzieci zachęcić do wypatrywania ptaków w formie małej gry i rywalizacji. Dzieci będą miały fajną rozrywkę na świeżym powietrzu, okazję do zdrowego ruchu i przy okazji mogą nauczyć się wielu przydatnych umiejętności.
Nie – w większości miejsc nie są wymagane żadne formalności, ale trzeba przestrzegać regulaminów rezerwatów i parków narodowych oraz zasad ochrony przyrody. Oczywiście należy też uszanować własność prywatną i jeżeli planujecie wejść na teren prywatny uzgodnić to wcześniej z właścicielem.
Organizacja krajowej wyprawy na ptaki to fascynujące wyzwanie, które wymaga przemyślanego planowania czasu, miejsca i odpowiedniego wyposażenia. Polska, dzięki różnorodności swoich siedlisk i zmienności pór roku, oferuje znakomite warunki do obserwacji zarówno powszechnych, jak i rzadkich gatunków.
Kluczowe jest dopasowanie lokalizacji do sezonu oraz dobrze zaplanowana logistyka, która pozwoli maksymalnie wykorzystać czas w terenie. Nie mniej ważny jest odpowiedni sprzęt – od lornetki i lunety po aplikacje mobilne, które ułatwiają rozpoznawanie ptaków. Zachowanie etyki i troska o przyrodę zapewnią, że wyprawa przyniesie satysfakcję zarówno miłośnikom przyrody, jak i samym ptakom. Dzięki zdobytym wskazówkom każdy może wyruszyć na niezapomnianą przygodę z birdwatchingiem w Polsce.
Do zobaczenia w terenie! Owocnych obserwacji!
Artykuł powstał we współpracy z Nocowanie.pl
The expedition report is also available in English
Fuerteventura – Canary Island birding trip

Fuerteventura to druga co do wielkości wyspa archipelagu Wysp Kanaryjskich, położona na Oceanie Atlantyckim, zaledwie 100 km od wybrzeży Afryki. Administracyjnie należy do Hiszpanii i stanowi część autonomicznego regionu Wysp Kanaryjskich. Pomimo, że geograficznie jest to część Afryki, wyspy są częścią Unii Europejskiej, co turystom z Europy znacznie ułatwia organizacje wycieczki.
Jej wulkaniczne krajobrazy, surowe góry, piaszczyste wydmy i rozległe plaże sprawiają, że jest wyjątkowo atrakcyjna dla turystów. Wyspa jest znana z licznych rezerwatów przyrody, takich jak Parque Natural de Corralejo z imponującymi wydmami, czy malowniczy półwysep Jandía, gdzie można spotkać rzadkie gatunki ptaków i dziką przyrodę.

Historia Fuerteventury sięga czasów starożytnych, kiedy to była zamieszkana przez rdzenną ludność Guanczów. W XV wieku wyspa została podbita przez Hiszpanów, co zapoczątkowało jej przynależność do korony hiszpańskiej. Dziś Fuerteventura jest popularnym celem turystycznym, zwłaszcza dla osób szukających spokoju, pięknych plaż i unikalnych warunków do uprawiania sportów wodnych, takich jak kitesurfing i windsurfing. Ciekawostką jest, że Fuerteventura i jej siedlisko morskie została uznana przez UNESCO za rezerwat biosfery1, co podkreśla jej znaczenie dla ochrony różnorodności biologicznej.
Fuerteventura charakteryzuje się łagodnym, suchym klimatem, typowym dla Wysp Kanaryjskich, co sprawia, że jest idealnym miejscem do odwiedzenia przez cały rok. Temperatury na wyspie są stosunkowo stabilne, z niewielkimi wahaniami między latem a zimą. W miesiącach letnich, od czerwca do września, średnie temperatury wynoszą około 26-30°C, ale dzięki stałym, chłodzącym wiatrom od oceanu, upały są łatwiejsze do zniesienia niż w wielu innych regionach o podobnym klimacie2.

Zimy na Fuerteventurze są łagodne, ze średnimi temperaturami wynoszącymi około 18-22°C. Jest to zatem doskonały czas dla osób, które chcą uciec od mrozów europejskiej zimy. Deszcz jest rzadkością, a jeśli już występuje, to głównie w okresie od października do marca. Roczne opady na wyspie są niskie, często poniżej 150 mm, co sprawia, że krajobraz jest raczej suchy i pustynny.
Stałe wiatry, zwane pasatami, to jedno z charakterystycznych zjawisk pogodowych Fuerteventury. Dzięki nim wyspa jest rajem dla miłośników sportów wodnych, takich jak kitesurfing i windsurfing. Latem wiatry te mogą być dość silne, co może wpływać na temperaturę odczuwalną oraz na komfort turystów podczas plażowania.

Słońce świeci tu przez większość dni w roku, z ponad 300 słonecznymi dniami rocznie, co sprawia, że kremy z wysokim filtrem UV są absolutnie niezbędne. Ponadto suchy klimat powoduje, że powietrze jest tu mniej wilgotne, co może być korzystne dla osób, które źle znoszą wilgoć. To idealne warunki dla fotografów i turystów szukających słonecznej pogody i pięknych plaż.
Wycieczkę na hiszpańską wyspę zorganizowałem, aby wyrwać się z marcowej pluchy i zebrać kilka nowych gatunków na swoją życiową listę obserwowanych ptaków. Ciepły klimat i piękne piaszczyste plaże, to to, co przyciągało moją żonę, ja zaś skupiłem się na obserwacji nieba w poszukiwaniu egzotycznych ptaków, ale i na ziemi było co obserwować.





Ze względu na położenie wyspy i jej unikalny, suchy klimat, Fuerteventura jest domem dla wielu gatunków ptaków, które przystosowały się do surowych warunków środowiskowych. Jednym z najbardziej charakterystycznych ptaków Fuerteventury i głównym celem tej wyprawy jest hubara saharyjska (Chlamydotis undulata), symbol wyspy, który jest rzadkim i zagrożonym gatunkiem zamieszkującym głównie pustynne i półpustynne tereny.
Na Wyspach Kanaryjskich występuje także kilka endemitów takich jak kląskawka kanaryjska, świergotek kanaryjski, gołąb kanaryjski, zięba modra, kanarek, modraszka kanaryjska. Ponieważ wiedziałem, że zięby, gołębia i kanarka należy szukać raczej na Teneryfie, miałem nadzieję, że uda się znaleźć przynajmniej jednego z nich.


Krajobraz Fuerteventury jest surowy, a zarazem niezwykle malowniczy, co nadaje wyspie unikalny charakter. Rozległe, piaszczyste plaże ciągnące się wzdłuż wybrzeża kontrastują z suchymi, pustynnymi równinami, które dominują w centralnej części wyspy. Fuerteventura, choć mniej górzysta niż inne wyspy archipelagu, posiada liczne pagórki i wzniesienia, które nadają jej krajobrazowi zróżnicowany charakter.
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu są olbrzymie wydmy, zwłaszcza w okolicach Corralejo na północnym wschodzie wyspy. Te ogromne piaszczyste obszary, przypominające pustynie Sahary, tworzą niepowtarzalny widok i stanowią idealne miejsce do długich spacerów, podziwiania wschodów i zachodów słońca oraz obserwacji unikalnej przyrody.

Fuerteventura, podobnie jak inne wyspy Kanaryjskie, ma wulkaniczne pochodzenie, chociaż wulkany na wyspie są już wygasłe od wielu milionów lat. Ich ślady jednak nadal kształtują krajobraz wyspy. Wulkaniczne stożki, pola lawy i bazaltowe formacje skalne świadczą o dawnej aktywności geologicznej, która miała kluczowy wpływ na ukształtowanie terenu Fuerteventury.

Jednym z najbardziej znanych wulkanicznych wzniesień na wyspie jest Calderón Hondo, położony w pobliżu miasteczka Lajares. Jest to doskonale zachowany stożek wulkaniczny, który oferuje wspaniałe widoki na okoliczne tereny i na pobliskie wyspy, takie jak Lanzarote. Turyści mogą wspiąć się na jego szczyt, aby zajrzeć do wnętrza krateru i podziwiać panoramiczne widoki. Oczywiście zrobiliśmy to i my
Początkowo planowaliśmy pójść na łatwiznę i skorzystać z jednej z licznych wycieczek na Fuerteventurę oferowanych przez biuro podróży ITAKA. Stwierdziliśmy jednak, że chcielibyśmy być bardziej mobilni, żeby zwiedzić całą wyspę i podzieliliśmy sobie pobyt częściowo na południowym i częściowo na północnym krańcu wyspy. Zarezerwowałem więc bilety lotnicze i hotele samodzielnie. Nie jestem przekonany, czy oszczędność względem gotowej oferty ITAKI była warta czasu, jaki poświęciłem na research, ale na pewno podział pobytu na 2 lokalizacje był dobrym pomysłem.




Pierwsze kilka dni na wyspie spędziliśmy w malutkiej miejscowości Esquinzo na południu wyspy. Udało nam się zarezerwować dwupiętrowy apartament z tarasem z widokiem na ocean. Dodatkowo do pięknej piaszczystej plaży od wschodniej strony wyspy mieliśmy około 200 metrów. Mieliśmy zatem okazję obserwować cudowne wschody słońca, a wiatr z tej strony wyspy nie był tak mocny, jak w innych jej częściach.
Dodatkowo Esquinzo to świetny punkt wypadowy do zwiedzania. Podczas pobytu tam wybraliśmy się zobaczyć zachód słońca na sławnej Playa de Cofete, zwiedzanie turystycznego miasteczka Morro Jable oraz do ogrodu zoologicznego Oasis Park położonego przy miasteczku La Lajita.



Drugą część urlopu spędziliśmy w dużo bardziej wietrznej części wyspy. Przejechaliśmy z południa na północ do miejscowości Corralejo. Przemierzając wyspę wzdłuż, zajechaliśmy do kilku ciekawych miejsc. Najpierw zajechaliśmy na pustynię w okolicy La Pared, żeby bezskutecznie poszukać rączaka. Następnie po drodze zaliczyliśmy kilka fantastycznych punktów widokowych na iście marsjańskie krajobrazy. Ostatnim przystankiem na trasie było Ajuy, w którym oglądaliśmy urokliwe klify i jaskinie, w których kiedyś podobno stacjonowali piraci. Zajrzałem pod kilka kamieni, ale niestety nie udało mi się znaleźć żadnego skarbu 
Corralejo to spore miasteczko, z którego widać pobliskie dwie wyspy Lanzarote oraz niezamieszkałą Lobos, która w całości stanowi Park Narodowy. Tutaj też świetnie trafiliśmy z noclegiem, zarezerwowaliśmy przytulny apartament 30 metrów od centralnej promenady miasteczka, restauracji i masy sklepów. Dodatkowo zarządzający apartamentem dżentelmen okazał się super pomocny, udzielił nam kilku przydatnych wskazówek i dzięki niemu dostaliśmy też spory rabat na rejs na delfiny.

Corralejo również posłużyło nam za bazę wypadową. Ruszyliśmy stamtąd na zwiedzanie pobliskiego Parque Natural de Corralejo, wdrapaliśmy się na szczyt wulkanu Calderón Hondo, wybraliśmy się na poszukiwanie pustynnych ptaków na Llanos de Tindaya i pojechaliśmy do maleńkiej Los Molinos, gdzie miałem wskazówki, że można tam obserwować lęgowe ścierwniki.
Jedną z największych i zupełnie niespodziewanych atrakcji okazał się karnawał w Corralejo. Jednego dnia wracając z wycieczki poza miasto, zauważyliśmy, że większość dróg wjazdowych do miasteczka jest zablokowanych. Wjeżdżając jedyną możliwą trasą, zauważyliśmy też tłumy poprzebieranych ludzi. Centrum było bardzo zatłoczone, zewsząd słychać było muzykę, śpiewy i śmiechy. KARNAWAŁ! Szybki prysznic w apartamencie i dołączyliśmy do szalonej imprezy trwającej do późnej nocy.
Głośna skoczna muzyka, uśmiechnięci przemili ludzie, zabawne przebrania i sama radość. Dostaliśmy niespodziewany, wspaniały bonus do i tak bardzo udanej wycieczki
A to, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to fakt, że już następnego dnia rano, po wielkiej imprezie praktycznie nie było śladu. Wstałem po karnawale chwilę po świcie, żeby fotografować morskie ptaki i kiedy wyszedłem z apartamentu, służby już kończyły sprzątanie.
Po rabacie zaoferowanym nam przez administratora naszego apartamentu skusiliśmy się także na rejs na delfiny. W międzynarodowym towarzystwie wypłynęliśmy skoro świt sporą łodzią na otwarty ocean. Dopisało nam szczęście, bo delfiny pojawiły się bardzo szybko i bardzo licznie. Przez dobre 1,5 godziny obserwowaliśmy spore stado, które zupełnie nic nie robiło sobie z towarzystwa naszej łodzi. Niestety jednak zwierzęta zajęte były polowaniem, a nie zabawami. Żaden z delfinów więc nie skusił się na skok ponad powierzchnie wody.




Podczas rejsu rozglądałem się oczywiście również za ptakami morskimi, ale poza burzykiem żółtodziobym i kilkoma gatunkami mew widywanych również z lądu nie udało się wypatrzeć nic ciekawego. Niemniej i tak było warto wydać te 250 euro za rejs dwóch osób.
W zasadzie we wszystkich miejscówkach, które odwiedziliśmy, widziałem ciekawe ptactwo. Największym rozczarowaniem okazał się pustynny Parque Natural de Corralejo. Pomimo że w parku można poruszać się tylko jedną ścieżką, jest on całkowicie zdeptany przez turystów. Prawdopodobnie to dlatego, że ów ścieżka nie jest prawie w ogóle oznaczona i bardzo łatwo z niej zejść. Niemniej hubary saharyjskiej, ani rączka, których usilnie tam szukałem, nie udało się tam znaleźć.


Bardzo dobrym pomysłem jeśli chodzi o obserwacje ptaków, było odwiedzenie ogrodu zoologicznego. Dzikie ptaki bardzo chętnie korzystały z dostępu do wody i pokarmu zapewnionego przez ZOO swoim zwierzętom. Do listy życiowej zaliczałem tylko te ptaki, które nie były mieszkańcem ogrodu zoologicznego, zatem, pomimo że obserwowaliśmy tam marabuta i żabiru afrykańskiego, nie ma ich na mojej liście.



Niewątpliwie podczas tej wyprawy dopisywało mi ogromne szczęście modraszka kanaryjska dosłownie odwiedziła nas podczas śniadania w Esquinzo, rączak trafił się jakimś cudem na jednej fotografii i rozmył się jak fatamorgana, a hubarę saharyjską udało się znaleźć dopiero na 6 godzin przed odlotem do domu.
Finalnie na życiową listę wskoczyło 20 nowych gatunków.

Poniżej lista gatunków ptaków, jakie udało się zaobserwować podczas wycieczki. Pierwsze 20 to gatunki, które obserwowałem pierwszy raz.




















W zasadzie każdy aspekt naszej wycieczki na Fuerteventruę poszedł jak z płatka. Nie mieliśmy żadnych problemów w transporcie, wynajem auta okazał się tańszy, niż się spodziewaliśmy, obydwie miejscówki na nocleg okazały się bardzo wygodne i obsługiwane przez miłych administratorów. Nie trafiliśmy na nic, co popsułoby nam humory, a w bonusie otrzymaliśmy niespodziewaną imprezę karnawałową.
Nigdzie nie pojawiły się niespodziewane koszty, więc mogliśmy sobie pozwolić na dodatkowe wydatki, a i tak zamknęliśmy wycieczkę poniżej zakładanego budżetu 7000 zł na tygodniowy pobyt dwóch osób. Każdemu, kto jeszcze nie był, szczerze polecam, bo przywieźliśmy stamtąd tylko pozytywne wspomnienia.


Ptaki Afryki wschodniej – ptasia wyprawa na Zanzibar
Cejlońskie krajobrazy i ptaki Sri Lanki – wycieczka na Sri Lankę – raport

Runde to mała wyspa na północno-zachodnim wybrzeżu Norwegii. Ma ona jedynie 6,2 km² powierzchni i drogą lądową jest skomunikowana z resztą kraju tylko jednym mostem, prowadzącym na inną wyspę – Remøya. Miejsce to mieści się w okręgu Møre og Romsdal (odpowiednik polskiego województwa). Pomimo swojej bardzo małej powierzchni Runde jest bardzo popularnym miejscem wśród turystów, którzy w sezonie swoją liczebnością przewyższają stałych mieszkańców wyspy, zaledwie 113 osób. Tajemnicą tej skały wystającej na niewiele ponad 300 metrów ponad morskie fale jest ogromna liczebność ptaków, jakie w sezonie lęgowym zamieszkują to miejsce. Z tego powodu właśnie Runde zyskało miano – ptasia wyspa!

Według tablic informacyjnych i danych, jakie można znaleźć w sieci, ptasia wyspa w okresie od kwietnia do końcówki sierpnia zamieszkiwana jest przez około 500 000 do 700 000 ptaków. Sławne na cały świat są ogromne kolonie lęgowe głuptaków i maskonurów, ale zdecydowanie nie są to jedyne uroki tej maleńkiej wyspy.
Zdecydowaną większość powierzchni wyspy stanowi skaliste wzniesienie tworzące rozległy płaskowyż pokryty torfowiskiem. Wzniesienie od strony zachodniej kończy się urwistymi klifami, które stanowią schronienie dla ogromnej ilości ptaków. Widoki, jakie gwarantuje wspinaczka na to wzniesienie. po prostu zapierają dech w piersi. Przed wyjazdem czytałem porównania tego miejsca do Nowej Zelandii i teraz już po wyprawie, w ogóle się im nie dziwie! Spacerując po klifach przed nami rozpościera się przepiękny widok oddalonych o kilometry gór pokrytych śniegiem, a na pierwszym planie morze rozbijające się o skaliste zbocza. Ogromna otwarta przestrzeń, posępne, ale piękne skały, rozległe zielone łąki, liczne wodospady, martwe świerki obrośnięte mchem i porostami, wzburzone fale. Trudno było się oprzeć wrażeniu bycia bohaterem Władcy Pierścieni, były nawet trolle! 






Ptasia wyspa Runde leży o jakieś 1200 kilometrów w linii prostej na północ od Lublina. Chyba więc Was nie zdziwi, że podczas planowania wyprawy liczyłem na wiele typowo północnych gatunków. Dodatkowo bardzo małe zaludnienie wyspy i kilka różnych biotopów tam występujących było obiecujące pod względem łatwej możliwości obserwacji ptaków. To co natomiast zastałem na miejscu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Już na lotnisku w Ålesund, jeszcze zanim zdążyłem wysiąść z samolotu, dokonałem swojej pierwszej ciekawej obserwacji!
Podczas kołowania z łąki zaraz za ogrodzeniem lotniska do lotu poderwał się piękny bielik. Jak się później okazało, miałem mnóstwo świetnych okazji do obserwacji z bardzo bliska wielu gatunków ptaków bardzo rzadkich w Polsce i kilku, których w rodzimym kraju nie miałbym w ogóle szans obserwować.
Podczas 4 dni spędzonych na wyspie starałem się zmaksymalizować szanse na spotkanie dziko żyjących zwierząt. Korzystałem więc z bardzo długiego dnia, w maju jasno robiło się już o 4 rano, a ciemność przychodziła około 23. Wschód i zachód słońca następował w innych godzinach, ale niebo było rozświetlone jeszcze na długo, zanim słońce schowało się za horyzontem, i na długo przed tym, zanim zza niego wyjrzało. Pomimo że ptasia wyspa jest naprawdę mała, tak długi dzień i chęć dokładnej eksploracji dały wynik około 100 km pieszych wędrówek. To z kolei zaowocowało obserwacją 60 gatunków ptaków, w tym 15 z nich jest dla mnie nowa!















Dodatkowo udało mi się sfotografować 2 nowe gatunki dzikich ssaków. Wystarczyło przy dobrej pogodzie wstać skoro świt i ruszyć wzdłuż drogi ku południowo wschodniego wybrzeża wyspy gdzie mieści się marina. W tym miejscu o poranku w maju trwa odpływ, który odsłania ukrywające się wśród przybrzeżnych skał skorupiaki. Podczas odpływu między skałami tworzą się również małe kałuże, w których więzione są ryby. Dalej od brzegu spod wody wyłaniają się płaskie kamienie, które przez kilka godzin eksponowane są promienie słoneczne. Jak się okazało, to były idealne warunki dla wydry i foki obrączkowanej.


Krajobrazy, jakie oferuje ptasia wyspa w połączeniu z dziką przyrodą dostępną dosłownie na wyciągnięcie ręki to po prostu raj dla fotografów. Myślę, że każdy miłośnik fotografii znajdzie tam coś interesującego dla siebie. Runde to wspaniałe miejsce do nauki i fotografowania zawodowego. Długie wschody i zachody słońca sprawiają, że dysponujemy dłuższym czasem z dobrymi warunkami oświetleniowymi. Dodatkowo mnogość ciekawych modeli do fotografowania i ich mała płochliwość to kolejne duże ułatwienie.
Nieważne więc czy specjalizujesz się w fotografii krajobrazów, dzikiej przyrody, macro, czy jak ja, dopiero się uczysz, ptasia wyspa Runde zapewnia świetne warunki do fotografii. Zresztą nie jestem jedynym fotografem i miłośnikiem przyrody, który postanowił odwiedzić tę wyspę i podzielić się wrażeniami.
W tym miejscu zapraszam Was do obejrzenia dwóch filmów o tej wyspie, które nakręcił Jan, autor kanału Foto Zwiad, który był też dla mnie nieocenioną pomocą w organizacji całej wycieczki. Więcej o tym, w następnym rozdziale, tymczasem zapraszam do seansu (nie zapomnijcie zostawić Janowi like i suba, warto!).
Pomysł na organizacje wyprawy do Norwegii zakiełkował w mojej głowie jeszcze w trakcie oglądania filmów Jana. Najpierw rzuciłem okiem na Mapy Google i sprawdziłem, jak daleko wyspa leży od najbliższego lotniska. Okazało się, że Runde leży o jakieś 2,5 godziny drogi samochodem (z uwzględnieniem oczekiwania na prom) od najbliższego lotniska w Ålesund. Wrzuciłem więc ten kierunek do apki z okazjami lotniczymi. Kiedy tylko zobaczyłem, że jest możliwość bezpośredniego lotu z Gdańska do Ålesund, poczułem ekscytacje nadchodzącej przygody!
Podczas planowania wycieczki w pierwszej kolejności wziąłem pod uwagę formę transportu, jaką wybierzemy na miejscu. Dostępne były w zasadzie dwie – wynajem auta lub opcja transportu publicznego. Wybór transportu w Norwegii determinował nie tylko koszt, ale i termin wycieczki! Runde to maleńka wyspa z bardzo małą ilością mieszkańców. Dlatego w weekendy transport publiczny działa tam tylko kilkoma kursami w sobotę (nie przez cały rok), a w niedziele nie ma ani jednego kursu. Ponieważ do końca nie byliśmy pewni, na który środek transportu się zdecydujemy, dla bezpieczeństwa wybraliśmy zatem termin pobytu od czwartku do poniedziałku. Dzięki temu w dni przyjazdu i wyjazdu nie było problemu z transportem publicznym.

Po przeanalizowaniu kosztów, jakie wiązały się z wynajęciem samochodu na miejscu, zdecydowaliśmy się dotrzeć z lotniska na wyspę komunikacją publiczną. Początkowo braliśmy pod uwagę wynajem auta, ale koszty, formalności i konieczność posiadania karty kredytowej z wysokim limitem skutecznie nas odstraszyły. Organizacja podróży z lotniska na wyspę i na odwrót początkowo wydawała się drogą przez mękę. Norweskie strony internetowe lokalnych przewoźników często nie posiadają swoich odpowiedników w języku angielskim i są mało czytelne. Tutaj bez pomocy Jana mój plan prawdopodobnie by utknął!
Jeśli to czytasz, jeszcze raz ogromne dzięki!
Wydaje się skomplikowane? Nic z tych rzeczy. Organizacja wycieczki z użyciem transportu publicznego ograniczyła się jedynie do wcześniejszego zakupu biletu na bus z lotniska (link do strony w sekcji Przydatne linki) oraz zainstalowaniu aplikacji FRAM. To firma przewozowa, która obsługuje 3 ostatnie punkty na powyższej liście. Co więcej, w aplikacji można kupić jeden bilet na całą trasę od punktu 3 do 6. (Link do trasy Ålesund > Runde na końcu artykułu)
Aplikacja jest w połowie przetłumaczona na język angielski, więc można się połapać. Płatność w aplikacji można dokonać za pośrednictwem karty z automatycznym przewalutowaniem, więc dobrze kiedy takie działania na karcie nie są obciążone prowizją.

Jedną z obaw, jakie mogą się pojawić podczas podróży autobusem jest niepewność kiedy wysiąść
Na szczęście są na to dwa rozwiązania. Po pierwsze, większość kierowców, jakich spotkaliśmy podczas naszej podróży, dobrze mówiła w języku angielskim. Można więc poprosić o wskazanie prawidłowego przystanku. Drugą opcją jest wstukanie miejsca startu i miejsca docelowego w nawigację i śledzenie na bieżąco swojej pozycji
W Google Maps działa bez zarzutu.
Koszty transportu (w obie strony) wyglądały mniej więcej tak:
Łączny koszt transportu Lublin <> Runde – około 610 zł
Na bazę noclegową wybraliśmy Goksøyr Camping, to bardzo przyjemne miejsce, prowadzone przez małżeństwo przyjaznych lokalsów o świetnym poczuciu humoru. Największy dostępny na campingu domek ma 4 miejsca noclegowe, a nasza wycieczka liczyła 5 osób. Pierwotnie więc plan obejmował 4 osoby w domku i 1 w namiocie. Tutaj jednak pojawiła się komplikacja, przewiezienie namiotu samolotem. Ostro zakończone śledzie do naciągów nie przeszłyby sprawdzenia bagażu przez ochronę.
Rozwiązanie tego problemu finalnie okazało się bardzo sprzyjające naszemu budżetowi! Skoro jedno z nas musiałoby, tak czy inaczej, spać na dmuchanym materacu w namiocie, równie dobrze mogło spać na dmuchanym materacu na podłodze naszego domku. Gospodarz przystał na taką propozycję, dzięki czemu nie tylko zaoszczędziliśmy 200 NOK za noc (cena rozstawienia namiotu), ale też zwolniło nam się sporo miejsca w bagażu.

Domek, który wynajęliśmy, nie był ogromny, ale i luksusów nie oczekiwaliśmy. 4 łóżka piętrowe, spory stolik, 4 krzesła, 2 fotele, szafa, regał pełen akcesoriów kuchennych, sztućców, naczyń i garnków, kuchenka elektryczna na 2 palniki, mała lodówka i 2 zlewy. Miejsca i sprzętu spokojnie wystarczyło na wygodny pobyt dla pięciu osób.
WAŻNE: Toaleta i prysznice znajdują się w pobliskim budynku. Camping oferuje tylko łóżko, należy więc zabrać ze sobą śpiwór, ręczniki i środki czystości.
Koszt noclegu 490 NOK – cena za 1 noc za cały domek 4-osobowy (w naszym przypadku 5-osobowy). Nasza wycieczka trwała 5 dni (4 noce) więc koszt w przeliczeniu na osobę wyglądał tak:
490 x 4 / 5 = 392 NOK
nocleg kosztował około 177 zł na osobę za całość!
Na wyspie Runde naprawdę można poczuć się jak na krańcu świata. Składa się na to również dostęp do sklepów, restauracji i innych wygód i atrakcji. My jednakże nastawialiśmy się na tanią wycieczkę, więc takich uciech nie szukaliśmy. Kwestie jedzenia rozwiązaliśmy w zasadzie za jednym razem. Po transferze z lotniska do Ålesund zrobiliśmy sobie dwugodzinną przerwę, podczas której zlokalizowaliśmy pobliski market i zrobiliśmy zakupy. Ustaliliśmy mniej więcej wspólne dla grupy menu, potem każdy dodał coś od siebie i dla siebie.
Mój wspólny z żoną koszyk wyniósł 510 NOK, czyli około 230 zł za dwie osoby.
Kilka wskazówek:
Nie wszystkie zakładane cele wycieczki udało mi się zrealizować. Co prawda lista nowych dla mnie gatunków zwierząt przekroczyła spodziewany przeze mnie wynik, ale nie znalazła się na niej mewa trójpalczasta, którą wcześniej brałem za pewnik. Na miejscu okazało się, że mewy te zaczęły przegrywać rywalizację o pokarm i ich kolonia na wyspie albo całkowicie zniknęła albo bardzo się ograniczyła. W każdym razie podczas wielu godzin obserwacji wybrzeża nie udało mi się wypatrzyć ani jednej.

Dodatkowo, ponieważ nasz pobyt przypadł na termin jeszcze poprzedzający sezon, niestety łódki, którymi można odbyć rejs wkoło wyspy, nie były jeszcze w odpowiednim stanie technicznym. Rejs łódką oferuje możliwość obserwacji kolonii lęgowych ptaków z pokładu, zupełnie innej perspektywy i naprawdę bliska. Być może gdyby udało się nam załapać na taki rejs, wracałbym z mewą trójpalczastą odhaczoną na życiowej liście
Jeśli w Twojej głowie również pojawiła się myśl, że organizacja wycieczki na ptasią wyspę to świetny pomysł, to widocznie zrobiłem dobrą robotę
Jeśli natomiast odczuwasz niepewność co do kwestii organizacyjnych – nie wahaj się odezwać i zapytać. Na ile będę mógł pomogę Ci zorganizować swoją własną norweską przygodę z ptakami
Na temat przygotowań do wyprawy można by napisać książkę. Pointa tej książki byłaby następująca – to zależy.
To jak przygotować się do wyprawy warunkuje bowiem wiele czynników. Rozpoczynając od terminu wyprawy, poprzez jej długość, a na miejscu docelowym kończąc. Równie ważny będzie też cel Twojego wyjścia w teren. Inaczej powinieneś się przygotowywać do wyprawy birdwatchingowej, a inaczej na bushcraftowy wypad, którego celem jest odpoczynek pod chmurką.

Niezależnie od tego gdzie i po co się wybierasz, kilka aspektów tego jak przygotować się do wyprawy pozostaje niezmiennych.
Zawsze, ale to zawsze przed wyjściem w teren poinformuj kogoś gdzie i jak długo będziesz przebywał oraz jaką trasę dotarcia sobie wyznaczyłeś.
Myślę, że tutaj Cię nie zaskoczyłem. Pogoda jest to jeden z czynników, które mają największy wpływ na nasze wyprawy. Nie bez przyczyny w moim zestawieniu zajmuje ona pierwsze miejsce. Warunki atmosferyczne mają bowiem ogromny wpływ na to jak przygotować się do wyprawy. Jest to również czynnik, który jako jeden z niewielu może postawić cały Twój plan pod znakiem zapytania.
Polski klimat cechuje dość duża trafność prognoz pogodowych. Nie licząc wysokich gór z dużym prawdopodobieństwem będziesz w stanie za pomocą przydatnych serwisów meteo określić jakie warunki atmosferyczne będą towarzyszyć wyprawie.

Nasz klimat raczej rzadko serwuje nam ekstremalne warunki atmosferyczne. Pomimo to należy pamiętać, że nawet zwykły deszcz może bardzo mocno utrudnić Ci życie podczas wycieczki. Natomiast jeżeli wybierzesz się w teren bez wcześniejszego przygotowania zwykły deszcz możne nawet zagrozić Twojemu życiu lub zdrowiu.
Pogoda jest czynnikiem, który powinien określić:

Pamiętaj, że jeżeli pogoda zapowiada się bardzo źle, możesz zrezygnować z wyprawy i wyjść w teren kiedy indziej. Nie warto ryzykować wyprawy w góry kiedy prognozy mówią o silnych opadach lub burzach. Pogoda jest niezwykle ważna i zawsze warto śledzić prognozy na kilka dni przed wyjściem w teren. W dużej mierze odpowie to Ci na pytanie – jak przygotować się do wyprawy.
Osobiście zawsze korzystam z kilku sprawdzonych serwisów pogodowych. Weryfikacja prognozy w kilku miejscach czerpiących dane z niezależnych od siebie źródeł pozwoli określić faktyczne prawdopodobieństwo spełnienia się prognozy. Ze swojej strony polecam w szczególności portal meteorologiczny – https://meteoserwis24.pl/.
Kolejnym niezwykle ważnym aspektem jest zaznajomienie się z topografią terenu. Po raz kolejny będzie to miało bezpośrednie przełożenie na Twoje bezpieczeństwo. Możesz mi wierzyć, nawet w Polskich lasach można się zgubić. Nawet krótkie, nieświadome zboczenie z trasy lub utrata orientacji w terenie może kosztować Cię wiele sił i czasu, aby powrócić na szlak.
Oczywiście nawigacja stała się dużo prostsza od kiedy niemal każdy telefon komórkowy posiada nawigację GPS. Jednak należy pamiętać, że elektronika często płata figle. Brak zasięgu, wyczerpana bateria czy choćby zwykła awaria lub zgubienie sprzętu mogą bardzo pokrzyżować Ci życie kiedy jesteś w nieznanym terenie.
Wcześniejsze przeanalizowanie mapy, znacznie ułatwi Ci orientację w terenie. Pozwoli to także obrać trasę, która może oferować wiele ciekawych miejsc, na które możesz nie natrafić poruszając się utartymi szlakami. Warto więc poza analizą samej mapy w jak najmniejszej skali (im mniejsza skala tym większa dokładność mapy) zajrzeć również np. do Wikipedii. Być może na terenie, w którym będziesz się szwendać znajdują się ciekawe historyczne miejsca.

Kolejną zaletą jaka płynie ze wcześniejszego zdobycia informacji o terenie, w który się wybierasz to fakt, że dzięki temu zdobędziesz cenne informacje o:
Analizować mapę jednak też trzeba umieć. I nie chodzi tutaj o zwykłe odczytywanie oznaczeń z legendy… Musisz pamiętać, że mapy topograficzne wydawane są raz na kilka lat i same się nie aktualizują. Teren owszem. To co na mapie wygląda na łąkę, mogło od czasu jej wydania zarosnąć solidnym lasem. Droga leśna również może zarosnąć, a 50 metrów od niej może pojawić się inna która poprowadzi Cię w zupełnie innym kierunku niż myślisz.
Rozwiązaniem jest nauka obsługi mapy i kompasu. O tym mam nadzieję będziesz mógł już niedługo przeczytać na moim blogu w innym artykule. Już teraz musisz zapamiętać,
Świadomość tego gdzie jesteś jest kluczowa, nie tylko w przypadku kiedy potrzebujesz wezwać pomoc! Wyucz w sobie nawyk częstego kontrolowania pozycji.
Kiedy określisz już:
możesz przystąpić do zaplanowania optymalnego ekwipunku jaki ze sobą zabrać. Wcześniejsze poznanie terenu oraz pogody jaka ma panować podczas wyjścia pozwoli Ci dobrać wyposażenie, dzięki któremu w komfortowy sposób spędzisz czas na łonie natury. Odpowiednie dobranie ekwipunku nie tylko pozwoli Ci przygotować się na wszelkie ewentualności związane z pogodą czy utrudnieniami w terenie, ale także zaoszczędzi dźwigania zbędnych kilogramów w plecaku.
Jeśli wybierasz się na kilkudniową wędrówkę lub dłuższy biwak w dziczy, pamiętaj o zadbaniu o zasilanie do elektroniki. Tutaj znajdziesz ciekawy poradnik o tym, jakie rozwiązanie wybrać – Panel solarny czy powerbank – zasilanie na biwaku w praktyce

Pamiętaj, że każda wędrówka jest inna. Nawet jeśli wybierasz się w to samo miejsce co zawsze. Pogoda może sprawić, że ekwipunek, jaki był przydatny tydzień wcześniej tym razem jest zbędny, a brakuje Ci innych rzeczy, które okazałyby się niezwykle pomocne w zastanych warunkach. Podczas planowania wycieczki weź pod uwagę uwarunkowania terenu, w którym zamierzasz spać. Jeśli będzie to step, łąka czy pustynia może być ciężko znaleźć odpowiednie miejsce na zawieszenie hamaka. W lesie o gęstym poszyciu lub w kamienistych górach, namiot może być trudny do rozłożenia.
W sprawie ekwipunku biwakowego niezmiernie ważne jest również to, w jaki sposób z nim postępujesz po powrocie z wyprawy. Napisałem o tym cały artykuł – Jak konserwować ekwipunek biwakowy?
Mierz siły na zamiary. Jeżeli 5 kilometrowy spacer po mieście sprawia, że następnego dnia Twoje nogi są jak z kamienia… Nie porywaj się na 20 kilometrową wędrówkę górskim szlakiem. Trening fizyczny to najważniejszy punkt z perspektywy Twojego zdrowia. Musisz poznać swoje ograniczenia i nie możesz forsować się zbytnio. Szczególnie jeśli wybierasz się w samotną wędrówkę.
Pamiętaj, że nic nikomu nie musisz udowadniać. Pobyt w terenie o ile nie bierzesz udziału w jakiś zawodach, ma sprawić Ci przyjemność. Dostosuj trasę i tempo do swoich możliwości. Trzeźwo oceń jaki dystans jesteś w stanie pokonać z obciążeniem w postaci ekwipunku na plecach i staraj się wyznaczać sobie realne do pokonania odcinki. Najlepiej pozostawiając mały margines na wypadek awarii sprzętu, nieplanowanych postojów lub lekkiej kontuzji, która opóźni Twój marsz.
Jeżeli planujesz wyjście kilkudniowe z noclegiem w terenie, warto trenować również rutynę obozową. Rozstawienie schronienia i rozpalanie ognia powinno być dla Ciebie bułką z masłem. Jeżeli nie nauczysz się wykonywać szybko i sprawnie podstawowych czynności obozowych, podczas wyprawy kiedy będziesz zmęczony całodniową wędrówką sprawi Ci to jeszcze więcej problemu. To tylko wpłynie na Twoje samopoczucie, zamiast przyjemności z kontaktu z naturą, będziesz narażony na frustrację przez głupi węzeł, który się nie chce zawiązać!

Trening i doświadczenie w tym zakresie pozwoli Ci także uniknąć błędów, które wpływają na wygodę obozowania. Praktyka czyni mistrza, trenuj a będziesz wiedział jak rozstawić tarp żeby Cię nie zawiewało, jak rozpalić ogień w kilka sekund itd.
Odpowiednie przygotowanie do wyprawy bardzo zwiększy Twoje bezpieczeństwo i satysfakcję z wyjścia. Poznanie terenu da Ci okazję do zwiedzenia nowych ciekawych miejsc i zmniejszy prawdopodobieństwo zagubienia w terenie. Wiarygodna prognoza pogody sprawi, że lepiej dobierzesz potrzebny ekwipunek, dzięki czemu zwiększysz komfort marszu oraz wypoczynku. Dzięki częstym treningom będziesz w stanie szybko zareagować w trudnych sytuacjach.
Na koniec kilka dodatkowych porad, mających szczególne znaczenie podczas wypraw zagranicznych:
Na temat moich wycieczek terenowych oraz jak się do nich przygotowuje możesz poczytać w dziale – Wyprawy.

Korzystając z ostatnich dni urlopowych w tym roku i dobrej pogody postanowiłem wybrać się do Poleskiego Parku Narodowego. Oferuje on kilka ciekawych ścieżek przyrodniczych, które przeznaczone są dla turystów oraz obserwatorów przyrody. Jako, że od niedawna zaliczam się do obu grup wybrałem najciekawszą z perspektywy miłośnika ptaków ścieżkę – Perehod.
Wyprawę zacząłem wcześnie rano, plan był następujący:
Trasa piesza przez Park z Wytyczna do Pieszowoli to około 12 kilometrów. Po drodze zahaczyłem o wieżę widokową przy Durnym Bagnie i zboczyłem z trasy na pola o nazwie Wielki Łan na potrzeby sfotografowania szybującego nad łąkami Bielika. Łącznie dojście do samej Pieszowoli i ścieżki Perehod zajęło mi około 4,5 godziny. Łącznie pokonałem pieszo około 15 kilometrów.
Podczas wędrówki robiłem częste postoje podziwiając okoliczną faunę, florę i przepiękne widoki. Szczególnie do gustu przypadły mi krajobrazy Wielkiego Łanu, Durne Bagno oraz liczne oczka wodne porośnięte liliami i rzęsą wodną. Raz po raz zatrzymując się, aby spojrzeć przez lornetkę zauważyłem wiele ciekawych okazów ptaków. Już w drodze na ścieżkę Perehod udało mi się zaobserwować kilka ciekawych gatunków.
Bielik, szpaki, skora uboga, kilka sójek, żurawie, para dzięciołów dużych, kopciuszek, szczygieł. Już w drodze do Pieszowoli wiedziałem, że pod kątem obserwacji i dokumentacji nowych gatunków będzie to bardzo udany dzień. Zanim dotarłem na Perehod już miałem na koncie udokumentowane obserwacje bielika, żurawi i sikory ubogiej, których jak dotąd nie udało mi się sfotografować. Dopiero w domu okazało się, że wykonane zdjęcia nie są najlepszej jakości, ale jak to się mówi – lepiej takie niż żadne
Po dotarciu w miejsce docelowe od razu spotkało mnie niebywałe szczęście. Wybierając się w trasę miałem ogromną nadzieję, na spotkanie z błotniakiem stawowym, którego również jak dotąd nie miałem okazji obserwować. Po dotarciu nad jeziora stanowiące główne miejsce obserwacyjne ścieżki Perehod zaszedłem do umiejscowionej tam czatowni ornitologicznej. Właśnie z jej pokładu miałem możliwość zaobserwować i sfotografować błotniaka stawowego w czasie łowów.
Kiedy drapieżnik już odleciał postanowiłem wdrapać się na wieżę widokową zlokalizowaną zaraz obok czatowni i tam zjeść i odpocząć. Kiedy wchodziłem na wieżę prawdopodobnie spłoszyłem siedzącego jakieś 150 metrów dalej bąka, odleciał zbyt szybko żebym mógł udokumentować spotkanie.
Jeszcze w trakcie odpoczynku wypatrzyłem na wodzie odpoczywające krzyżówki i gęgawy. Przy trzcinowisku polowały natomiast czaple białe i siwe. Po krótkim odpoczynku wybrałem się w stronę wschodniej części ścieżki, gdzie udało mi się udokumentować pierwsze spotkanie ze wspomnianą wyżej gęgawą, kormoranem zwykłym oraz perkozem dwuczubym. Poza tym na wodzie wypatrzyłem też kilka łabędzi niemych oraz z dużej odległości mewy – prawdopodobnie śmieszki.
W drodze powrotnej byłem już nieco mniej uważny. Zmęczenie i braki wody, która skończyła mi się jakieś 15 minut marszu od najbliższego sklepu dało mi się we znaki. Mimo wszystko udało się wypatrzeć dwa ptaki, które również wskoczyły na listę pierwszych udokumentowanych spotkań – rudzik oraz dzwoniec. Niestety jakość zdjęć również pozostawia wiele do życzenia.
Pomimo, że wiele rzeczy mogłem zrobić lepiej – między innymi zdjęcia i większy zapas wody – jestem bardzo zadowolony z tej wyprawy. Na listę moich udokumentowanych obserwacji wskoczyło za jednym razem aż 9 gatunków ptaków.
Sama wędrówka przez malownicze okolice oraz żywy kontakt z przyrodą również sprawiły mi wiele przyjemności. Nie bez znaczenia na całe wrażenie z wycieczki były również kontakty z miejscowymi ludźmi. W Pieszowoli o pomoc w zakupach poprosił mnie miły staruszek, który z racji inwalidztwa miał z tym problem. Kiedy pomogłem starszemu Panu ten nie mógł sobie darować, że nie może iść ze mną żeby pokazać mi najciekawsze nieoficjalne miejsca do obserwacji zwierząt w okolicy.
Okoliczni mieszkańcy okazali się nie tylko bardzo mili, ale i bezinteresownie pomocni. Podczas wędrówki leśną drogą, którą dwukrotnie przejeżdżał samochód, dwa razy oferowano mi podwózkę. A starsza Pani podlewająca ogródek przy swoim domku w lesie, którą poprosiłem o uzupełnienie butelki wody, nie tylko nalała mi zimnej, pysznej wody prosto ze studni, ale też zapraszała na obiad. Musiałem niestety odmówić, ponieważ śpieszyłem się już na busa powrotnego.
Jeden krótki dzień, a zapadnie mi w pamięci na bardzo długo z ogromną ilością szczegółów. Wycieczkę do Poleskiego Parku Narodowego i nie tylko na Perehod mogę zatem polecić każdemu, nie tylko zapalonym obserwatorom przyrody.
Zapraszam do wpisu, w którym zdradzę Wam jak wyglądał mój trening bushcraftu.

Dobierając ubiór i ekwipunek na wędrówkę w raczej zurbanizowanym terenie planowałem znaleźć miejsce na obóz i nocleg w Starym Gaju opodal Nałęczowa. Stąd dość duży ciężar zabranego ze sobą ekwipunku. Po drodze nastawiałem się na wiele krótkich postojów, podczas których fotografowałem napotkane zwierzęta. Ku mej uciesze, postojów tych było dość dużo.
Podczas wędrówki miałem okazję spotkać wiele ciekawych gatunków zwierząt. Niektóre z tych obserwacji udało mi się udokumentować fotografią. Poniżej lista spotkanych zwierząt oraz galeria.


















Z przeprowadzonych obserwacji jestem bardzo zadowolony, wiele z tych gatunków mogłem obserwować podczas żerowania. Dużym zdziwieniem była dla mnie obecność sarny europejskiej około 200 metrów od centrum Nałęczowa.
Po około 9 godzinach marszu, w czasie którego robiłem mnóstwo zdjęć rozbiłem obóz bushcraftowy na skraju lasu Stary Gaj niedaleko Nałęczowa. Miejsce obozowiska zawsze na mapach będę oznaczał czerwoną chorągiewką.
Ponieważ pogoda tego dnia dopisywała, a prognozy zapowiadały ciepłą noc bez silniejszych porywów wiatru, na mój obóz składał się tarp 3x3m oraz hamak. Zabrałem ze sobą również zestaw naczyń turystycznych, aby przyrządzić sobie ciepły posiłek i kawę.

Był to jeden z moich pierwszych samotnych biwaków w stylu bushcraftowym, traktowałem więc tę wyprawę jako trening kilku umiejętności. Chciałem między innymi przetrenować szybkie i efektywne rozbijanie obozu, kilka przydatnych węzłów, zbieranie odpowiedniego opału, rozpalanie ogniska używając wyłącznie krzesiwa i rozpałki znalezionej w lesie oraz przygotowywanie posiłku w warunkach polowych i samo przygotowanie do noclegu.

Niestety jak okazało się późnym wieczorem źle wybrałem miejsce na biwak. Ponieważ wybrałem skraj lasu, z którego widać było pobliskie zabudowania oddalone o około 1,5 kilometra również i mnie łatwo było zlokalizować. Szczególnie psom, które zwabione zapachem potrawy szybko mnie odnalazły i nękały kilkukrotnie swoim mało przyjaznym nastawieniem. Ponieważ psy były agresywne i nie dawały spokoju nawet po 4 moich interwencjach, zmuszony byłem około godziny 20:00 zwinąć obóz i wezwać żonę, która odwiozła mnie do domu rodziny.
Pomimo, że mój planowany nocleg nie doszedł do skutku całą wyprawę oceniam bardzo dobrze. Była to dla mnie okazja nie tylko do poprawy kondycji w marszu i obserwacji wielu ciekawych gatunków zwierząt. Był to również cenny trening bushcraftu. Podczas marszu spotkałem wiele interesujących zwierząt, a 3 gatunki ptaków udało mi się po raz pierwszy udokumentować – białorzytka, makolągwa, paszkot.
