Znacie to uczucie, kiedy po trzech godzinach marszu plecak zaczyna ważyć tyle, co dorodny dzik? Ja znam je aż za dobrze. Przez lata zabierałem w teren sporo ekwipunku „na wszelki wypadek”, a potem dźwigałem to przez łąki, bagna i lasy, przeklinając każdy zbędny gram. Dziś podchodzę do tematu zupełnie inaczej, a dobór i kompresja ekwipunku stały się dla mnie obowiązkowym elementem przygotowań do wyjścia.

W tym artykule pokażę Wam, jak ja pakuję plecak na wyprawę, żeby był mniejszy, lżejszy i lepiej zorganizowany. Bez teorii z katalogów sprzętowych – same patenty, które sprawdziłem na własnej skórze przy okazji obserwacji ptaków, biwaków i dłuższych wyjazdów przyrodniczych.

Czym jest kompresja ekwipunku i dlaczego zacząłem o nią dbać?

Kompresja ekwipunku to nie tylko wciskanie rzeczy kolanem do plecaka. Dla mnie to trzy proste zasady: zabierać tylko to, co faktycznie potrzebne, wybierać mniejsze i lżejsze odpowiedniki sprzętu i pakować tak, żeby nie wozić ze sobą powietrza.

Na początku był chaos, pewnie skądś to znacie :D. Plecak był duży, ciężki i chaotycznie spakowany. Na pierwsze swoje piesze wycieczki niemal zawsze zabierałem plecak 40-litrowy, a i tak nie mieściło się w nim wszystko, co wówczas chciałem zabrać. Lata doświadczenia sprawiły, że teraz na wyjście na ptaki lub jednodniowy biwak w zupełności wystarcza mi lekki 25-litrowy plecak. Zaraz zdradzę Ci, jak spakować się lepiej.

Jeśli dopiero planujesz swoją pierwszą dłuższą wycieczkę, zajrzyj też do mojego poradnika jak zorganizować krajową wyprawę na ptaki – pakowanie to tylko jeden z elementów dobrego planu.

Jak ograniczyć ekwipunek? Zaczynam od listy

Najlżejsza rzecz w plecaku to ta, której w nim nie ma. Dlatego każde pakowanie zaczynam od kartki albo notatki w telefonie. Po powrocie z wyprawy wracam do tej listy i zadaję sobie jedno pytanie: czego nie użyłem ani razu?

Swój sprzęt dzielę na trzy grupy:

  • konieczne – rzeczy, bez których wyjście nie ma sensu albo jest niebezpieczne (lornetka, woda, apteczka, odzież przeciwdeszczowa) – z tego po prostu nie da się zrezygnować,
  • przydatne – ułatwiają życie, ale można je zastąpić czymś innym,
  • na wszelki wypadek – tu kryje się najwięcej zbędnych kilogramów i to tę grupę tnę najmocniej.

Lista rzeczy do zabrania, a potem weryfikacja, czy faktycznie były mi one potrzebne, sprawiła, że wraz z doświadczeniem zacząłem stopniowo eliminować niektóre elementy ekwipunku. Prosta sprawa: zamiast pakować się na każdą możliwą ewentualność pogodową, zacząłem bardzo dokładnie śledzić prognozy i weryfikować je nawet na kilka minut przed wyjściem z domu.

Drugi patent to sprzęt wielofunkcyjny. Zamiast zabierać na wyjazd kosę w stylu Rambo, biorę multitool, który sprawdza się w dużo większej liczbie potrzeb. Zamiast pakować czapkę, kominiarkę i szalik, biorę buff, który może posłużyć jako każda z tych rzeczy. Krótko mówiąc, wszystko, co może zaspokoić kilka potrzeb, to mniej miejsca zajętego w plecaku.

Worki kompresyjne i organizery – porządek w plecaku

Worki kompresyjne to podstawa, jeśli zabierasz śpiwór albo kurtkę puchową. Dzięki pasom ściągającym potrafią zmniejszyć objętość takiego sprzętu nawet o połowę. Sam używam ich przede wszystkim przy wyjazdach z noclegiem w terenie.

Drugim elementem są worki wodoszczelne (dry bagi) i organizery. Dzielę plecak na strefy: jedzenie, apteczka, elektronika i ubrania. Dzięki temu nie muszę wywracać całej zawartości do góry nogami, żeby znaleźć powerbank. A kiedy na trasie złapie mnie ulewa, wiem, że to, co najważniejsze, zostanie suche.

Jak kompresuję ubrania na wyprawę?

Ubrania razem z elementami schronienia na noc to zwykle najbardziej obszerna część bagażu. Mój sposób na ich kompresję jest banalnie prosty i tani: duże worki strunowe – można takie kupić w markecie rodem ze Szwecji. Wkładam do worka zwinięte ubrania, mocno je dociskam, wypycham z niego całe powietrze i zamykam. Taki pakunek zajmuje ułamek pierwotnej objętości i nie „rośnie” z powrotem w plecaku.

Dodatkowa zaleta? Szczelnie zamknięty worek chroni moje ubrania przed wilgocią. Po całym dniu brodzenia w mokrej trawie czy deszczu suche skarpety i koszulka na zmianę są na wagę złota. Przekonałem się o tym nie raz, szczególnie przy wyjazdach w chłodniejszych miesiącach, takich jak zimowa wyprawa do Puszczy Białowieskiej.

Do tego stosuję system warstwowy: kilka cienkich warstw zamiast jednej grubej kurtki. Cienkie warstwy łatwiej upchnąć, a w terenie mogę je zdejmować i zakładać w zależności od pogody i tempa marszu.

Jedzenie na wyprawę – jak zmieściłem owoce w jednym kubku

Przez długi czas na wyjścia w teren zabierałem ze sobą owoce. Miewam niedobory witaminy C, a owoce to jedno z jej najlepszych źródeł. Dlatego staram się mieć je pod ręką nawet na wyjściu w teren. To też fajne źródło energii, a śmieci po nich można po prostu zakopać, zamiast nosić je ze sobą aż do powrotu. Problem w tym, że jabłka, banany czy gruszki zajmują sporo miejsca, a po kilku godzinach w plecaku często są poobijane i przez to po prostu niesmaczne.

Dziś robię to inaczej. Przed wyjściem przygotowuję w domu koktajl w przenośnym blenderze nutribullet Flex. Odpinana podstawa z silnikiem zostaje w domu, a w teren zabieram tylko szczelny kubek o pojemności 590 ml z pokrywką i uchwytem do przenoszenia.

Co zyskuję dzięki temu rozwiązaniu?

  • Oszczędność miejsca – jeden kubek zamiast kilku luźnych owoców rozpychających plecak.
  • Mniejszą wagę – skórki, ogryzki i pestki zostają w domu.
  • Smaczną przekąskę – koniec z poobijanymi, rozgniecionymi owocami.
  • Dodatkowy pojemnik na płyny – po wypiciu koktajlu kubek służy mi do przenoszenia wody.

Resztę prowiantu też odchudzam. Orzechy i suszone owoce przesypuję z opakowań do woreczków strunowych, a na dłuższe wyjazdy zabieram liofilizaty i batony, które dają dużo energii przy małej objętości.

Woda na wyprawę – nie noszę całego zapasu od startu

Litr wody to kilogram w plecaku, więc przy dłuższych trasach zapas płynów potrafi być najcięższym elementem ekwipunku. Jeśli na trasie są źródła lub strumienie, zabieram butelkę z filtrem zamiast kilku pełnych butelek i uzupełniam wodę po drodze.

Drugi patent to składane bukłaki i butelki, które po opróżnieniu zajmują tyle miejsca, co złożona chusteczka. No i oczywiście wspomniany wcześniej kubek po koktajlu – kolejny pojemnik, który niczego dodatkowo nie zajmuje.

Lornetka, aparat i optyka

Dla przyrodnika optyka to świętość, ale i tu da się sporo zaoszczędzić. Na krótsze wyjścia warto rozważyć kompaktową lornetkę, np. 8×32 zamiast 10×42 – różnica w wadze i gabarytach jest wyraźnie odczuwalna po kilku godzinach marszu. O tym, jak wybór lornetki przekłada się na komfort w terenie, pisałem przy okazji wyjazdu Dolina Bugu – birdwatching i test nowej lornetki.

Doświadczenie nauczyło mnie też, że lepiej skupić się na celu niż próbować ciągnąć wiele srok za ogony. Kiedyś w moim plecaku lądowały 3 obiektywy: teleobiektyw do fotografowania ptaków, obiektyw makro, bo a nuż znajdę pazia królowej albo inny piękny gatunek motyla, i obiektyw do krajobrazów, bo przecież odwiedzam tak piękne miejsca, że żal ich nie uwiecznić. Dziś skupiam się na celu, wybieram, czy podczas mojej wędrówki będę patrzył w niebo, szukając ptaków, czy w trawę, rozglądając się za ciekawymi owadami. A obiektywu do krajobrazów nie używam już niemal w ogóle – aparat w telefonie w zupełności mi wystarcza.

Elektronika i zasilanie – jeden kabel do wszystkiego

Kiedyś w moim plecaku wiło się kilka kabli, ładowarek i kompletów baterii. Dziś mam jeden powerbank i jeden kabel ze złączami pasującymi do telefonu, aparatu i latarki. Czołówkę wybieram ładowaną przez USB, dzięki czemu nie muszę nosić zapasu baterii.

Oczywiście mocno pomogła w tym Unia Europejska, która uregulowała kwestie wejść do sprzętów elektronicznych i je ujednoliciła do USB-C. Parafrazując Tolkiena, jeden, by ładować wszystkie 😛

Jak spakować plecak na wyprawę? Rozkład ciężaru ma znaczenie

Nawet najlepiej skompresowany ekwipunek trzeba dobrze rozmieścić w plecaku. Kieruję się kilkoma zasadami:

  1. Lekkie i objętościowe rzeczy, np. śpiwór, lądują na dnie. Sięgam po nie tylko podczas rozbijania obozu, więc też nie ma sensu, aby to był pierwszy sprzęt, jaki widzę po otwarciu plecaka.
  2. Najcięższe przedmioty, takie jak woda czy jedzenie, pakuję blisko pleców i na wysokości łopatek – dzięki temu rozkład ciężaru jest lepszy i plecak nie ciągnie mocno w dół.
  3. Puste przestrzenie wypełniam drobiazgami – skarpety mieszczą się np. w menażce.
  4. Rzeczy potrzebne często noszę w kieszeniach zewnętrznych albo przy sobie.

Dobrze spakowany plecak nie kołysze się na boki i nie ciągnie do tyłu. To ma ogromne znaczenie, kiedy przez kilka godzin chodzisz po trudnym terenie.

Kompresja ekwipunku – najczęściej zadawane pytania

Jak zmniejszyć objętość ubrań w plecaku?

Najprościej włożyć zwinięte ubrania do dużego worka strunowego, docisnąć je, wypchnąć powietrze i zamknąć worek. Przy śpiworze i kurtce puchowej lepiej sprawdzą się worki kompresyjne z pasami ściągającymi.

Co zabrać do jedzenia na wyprawę, żeby nie zajmowało dużo miejsca?

Sprawdzają się produkty o wysokiej kaloryczności i małej objętości: orzechy, suszone owoce, batony i liofilizaty. Owoce zamiast w całości możesz zabrać w formie koktajlu w szczelnym kubku.

Jak spakować plecak, żeby nie bolały plecy?

Najcięższe rzeczy pakuj blisko pleców, lekkie i objętościowe na dno, a przedmioty potrzebne często do kieszeni zewnętrznych. Plecak powinien przylegać do ciała i nie ciągnąć do tyłu.

Czy worki strunowe nadają się do pakowania na wyprawę?

Tak. Pozwalają mocno skompresować ubrania, a do tego chronią je przed wilgocią. Są też tanie i łatwo dostępne.

Oceń treść
[Głosów: 2 Średnia ocena: 5]