Znacie to uczucie, kiedy po trzech godzinach marszu plecak zaczyna ważyć tyle, co dorodny dzik? Ja znam je aż za dobrze. Przez lata zabierałem w teren sporo ekwipunku „na wszelki wypadek”, a potem dźwigałem to przez łąki, bagna i lasy, przeklinając każdy zbędny gram. Dziś podchodzę do tematu zupełnie inaczej, a dobór i kompresja ekwipunku stały się dla mnie obowiązkowym…
